Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry imprezowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry imprezowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 lipca 2026

Wredne świnie - recenzja gry imprezowej wydawnictwa Muduko.

Jeśli Wasze domowe wieczory gier zamieniły się w bezwzględną walkę o przetrwanie, a słowa „zaraza” i „skubanie” wywołują u bliskich gęsią skórkę, mamy dla Was świetną wiadomość. 

Wydawnictwo Muduko powraca z kolejną porcją czystej, nieokiełznanej złośliwości. Po gigantycznym sukcesie kultowego Wirusa!, w którym bez mrugnięcia okiem podrzucaliśmy sobie nawzajem toksyczne organy, oraz genialnie prostych, a przy tym niesamowicie dynamicznych Oskubanych, na stoły wjeżdża nowa imprezowa petarda – Wredne świnie.

Ta gra to duchowa i mechaniczna spadkobierczyni swoich wielkich poprzedników. Zapomnijcie o pokojowej dyplomacji i strategicznym planowaniu na pięć ruchów w przód. Tutaj, podobnie jak w walce z wirusami czy podczas ucieczki z kurnika, liczą się przede wszystkim: refleks, spostrzegawczość i... absolutny brak skrupułów wobec współgraczy. Czy chrumkające stadko potrafi dostarczyć tyle samo emocji (i zepsutych przyjaźni), co walka w laboratorium? Zapraszamy do recenzji gry, w której bycie miłym to najkrótsza droga do przegranej!


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W kompaktowym pudełku znajdziemy talię 72 kart, z czego 16 to karty galeonu ze skarbami, a 56 to karty pirackie. Do tego dostajemy krótką instrukcję pełną graficznych i słownych opisów zasad.


Co istotne, dolna część pudełka służy jako element gry – pełni rolę statku (galeonu), na którym umieszcza się skarby.

CEL GRY

W tej dynamicznej karciance gracze wcielają się w piratów z załogi statku „Czarna Trufla”, którzy po odejściu na emeryturę legendarnego Kapitana Knura rywalizują o miano jego następcy. 


Głównym celem jest skompletowanie na ręce zestawu skarbów tego samego rodzaju. Wymagana liczba kart zależy od rodzaju kosztowności – przykładowo do zwycięstwa wystarczą 3 diamenty, ale w przypadku złota potrzebne są już 4 sztuki.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie jest szybkie i proste: karty galeonu należy potasować i umieścić awersem do góry w pudełku. Z potasowanej talii pirackiej wykładamy na stół 8 zakrytych kart, tworząc tzw. wyspy. Każdy gracz otrzymuje na rękę 5 kart. Pozostałe karty pirackie tworzą stos dobierania. Obok niego zostawiamy miejsce na stos kart odrzuconych.



Ot tyle. Zabawa gotowa.

środa, 29 kwietnia 2026

Rozrywkowe gołębie aka Srajtuchy - recenzja zwariowanej gry karcianej wydawnictwa Muduko

Są wszędzie. Na ławkach, na pomnikach, na samochodach i – jeśli mamy wyjątkowego pecha – na naszych głowach. Gołębie od wieków towarzyszą ludziom w miastach, wzbudzając uczucia wahające się od łagodnej sympatii aż po bezsilną irytację.

Roberto Pellei, włoski projektant gier, postanowił oddać tym nieokiełznanym ptakom należny hołd w formie gry karcianej, której tytuł nie pozostawia żadnych złudzeń co do tego, jak to wszystko się skończy. Rozrywkowe Gołębie (oryg. Pigeon Explosion) ukazały się pierwotnie nakładem mediolańskiego wydawnictwa Cranio Creations, a na polskim rynku pojawiły się za sprawą wydawnictwa Muduko.

Gra ma swój drugi (chyba) nieoficjalny tytuł. Jakiś czas temu w swoich social mediach wydawnictwo zaproponowało zabawę swoim fanom. Mianowicie zaproponowano wybór, czy gra ma nosić tytuł Rozrwykowe gołębie czy też Srajtuchy. Ostatecznie oficjalnie spotkamy się z tym pierwszym. Muduko nie byłoby sobą, gdyby nie podeszło do sprawy nieszablonowo. Otóż zrobili alternatywne pudełko z tym drugim tytułem. Dostępne w ograniczonym nakładzie, pewnie na konwentach, w których uczestniczy to podkrakowskie wydawnictwo.

Gra trafiła na nasz stół z wyraźną obietnicą – szybkiej, chaotycznej i pełnej humoru zabawy dla dwóch do pięciu graczy. Zebraliśmy towarzystwo, potasowaliśmy karty i sprawdziliśmy, czy gołębie rzeczywiście potrafią wybuchnąć w odpowiednim momencie.

Mamy za sobą ładnych kilka partii w Srajtuchy (ten tytuł zdecydowanie u nas wygrywa). Czas zatem podzielić się naszymi wrażeniami płynącymi z rozgrywki. Zapraszam do lektury recenzji.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

Polskie wydanie od Muduko to klasyczna, kompaktowa karcianka. W pudełku znajdziemy zestaw kart podzielonych na trzy typy.

Gołębie to główni bohaterowie w grze. Od nas zależy, jaki los je czeka – czy uda nam się je wykarmić (dostarczając odpowiednią ilość papu), czy też przekarmić (co kończy się spektakularnym BUM!. Ado tego będziemy wykorzystywać karty Poszukiwań oraz Wybuchów. Znajdziemy na nich różnorodny pokarm oraz różne akcje, które potrafią zdrowo namieszać w rozgrywce.

Oprócz tego otrzymamy dwie (czemu tylko dwie?) karty pomocnicze z przypomnieniem najważniejszych zasad.


Całość utrzymana jest w kreskówkowej stylistyce – ilustracje są kolorowe, humorystyczne i dobrze oddają absurd sytuacji.

Całość dopełnia instrukcja, która – co ważne – jest napisana w sposób przejrzysty i logiczny. Nie musimy się przekopywać przez niejasne zapisy, a przykłady pomagają szybko zrozumieć działanie gry.

CEL GRY

Zadanie brzmi prosto: każdy z graczy opiekuje się gołębiem i stara się go uszczęśliwić. Osiągamy to, dokładając do naszego ptaka karty jedzenia o łącznej wartości równej lub przekraczającej 10 punktów. Kiedy gołąb osiąga tę magiczną dziesiątkę – gruchamy z radości, bo właśnie zdobyliśmy szczęśliwego gołębia.


Jest jednak haczyk – i to dosłownie. Jeśli gołąb otrzyma jedzenie w czterech lub więcej różnych kolorach jednocześnie, zamiast radośnie zagruchać, po prostu wybucha. I tu właśnie wchodzą w grę nasi przeciwnicy, którzy z rozmysłem podsuwają naszemu ptakowi kolorowe odpadki, żeby zamiast szczęśliwego zakończenia zaliczyć piękne bum.

Zwycięzcą zostaje ten, kto jako pierwszy uszczęśliwi dwa (w grze na 4–5 osób) albo trzy gołębie (przy 2–3 graczach). Możliwa jest też wygrana przez eliminację – jeśli zostaniemy ostatnim żywym graczem. Ktoś odpada, gdy zaliczy 2 lub 3 eksplozje swoich gołębi.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie partii trwa dosłownie chwilę.

Trzy talie kart – Poszukiwań, Wybuchów i Gołębi – tasujemy osobno i kładziemy na środku stołu. Każdy z nas otrzymuje startowego gołębia i umieszcza go przed sobą awersem do góry, a następnie bierze cztery karty Wyszukiwania do ręki.


I już – można zaczynać.

niedziela, 21 grudnia 2025

Koty w butach - recenzja szalonej gry real time wydawnictwa Egmont.

Witajcie w świecie, gdzie koty noszą stylowe buty, a na wygraną pracuje refleks i spostrzegawczość!

Dzisiejsza propozycja od wydawnictwa EgmontKoty w butach – to dynamiczna gra karciana autorstwa słynnego Reinera Knizii, która udowadnia, że proste zasady potrafią dostarczyć ogromnych emocji.

Ta niewielkich rozmiarów gra rzuca nam wyzwanie w zakresie spostrzegawczości i szybkości reakcji. Zapomnijcie o strategicznym planowaniu na wiele tur wprzód – tutaj liczy się ułamek sekundy, w którym musisz odnaleźć właściwego, kolorowego kota. Czy Koty w butach to idealny filler na rozruszanie rodzinnego spotkania, czy raczej pozycja, która zaginie w gąszczu karcianek? Zapraszamy do lektury naszej recenzji.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W małym pudełku znajdziemy po prostu talię kart (21 kart kotów i 5 kart z łapką kota) oraz 2 kostki z kolorowymi ściankami.

Całość uzupełnia zwięzła i precyzyjna instrukcja.


Jak to się często zdarza w przypadku karcianek pudełko Kotów w butach jest nieco za duże w stosunku do zawartości. Cóż poradzić …

CEL GRY

Nie ma co tu ukrywać. Cel jest banalny. Mamy zebrać jak najwięcej kart. Oczywiście zgodnie z regułami sztuki. Czy to będzie takie proste? Przekonacie się siadając do gry.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie gry jest banalne. Na stole rozkładamy losowo wszystkie potasowane karty. Każdy kot ma buty w określonym kolorze oraz kolorowe element na głowie (np. kaptur, okulary, irokez). 


To tyle. Można zacząć szaloną zabawę.

niedziela, 23 listopada 2025

Mam słowo - szybka gra słowna wydawnictwa Egmont.

Kategoria gier słownych coraz mocniej się rozwija. Do takich tytułów jak Scrabble, Jednym słowem, Łap za słówka, Decipher, Linking, Kocia klątwa, Ekspresłówka czy Nie ma lekko dołącza bohaterka dzisiejszej recenzji, czyli gra Mam słowo od Wydawnictwa Egmont.

Jeśli lubicie tematykę humanistyczną i język polski jako przedmiot szkolny, to z dużym prawdopodobieństwem trafiliście kiedyś na kanał Anety Korycińskiej vel Baba od polskiego. Ja uwielbiam jej poczucie humoru, opowiastki o lekturach, a także filmiki instruktażowe jak sobie poradzić z egzaminem ósmoklasistów czy maturą z "polaka". 

Dlaczego o niej wspominam? Jest ona bowiem autorką dzisiejszej bohaterki recenzji, czyli gry Mam słowo od wydawnictwa Egmont. Czy tworzenie słów będzie frajdą? A może jednak to będzie ciężki orzech do zgryzienia? Przekonajcie się sami. Zapraszam do lektury recenzji.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W małym pudełku, takim jak choćby od gry Pitagoras, znajdziemy talię kart, 4 kostki (2 niebieskie, 1 zieloną i 1 czerwoną) oraz zwięzłą instrukcję tłumaczącą zasady gry.

Niebieskie kostki służą do podstawowej gry. Zielona to kostka ułatwiająca a czerwona utrudniająca.


CEL GRY

Naszym celem jest ułożenie wyrazu z wykorzystaniem liter znajdujących się na kartach i kostkach.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie zabawy jest banalnie proste. Talię kart liter tasujemy, tworzymy z niej zakryty stos i odsłaniamy z niego 5 wierzchnich kart. Na stole kładziemy dwie niebieskie kostki.


Wszystko gotowe, można zaczynać tworzenie słów.

piątek, 14 listopada 2025

Niezły numer - recenzja niezwykle wciągającej gry wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Wszyscy, którzy do nas zaglądają wiedzą nie od dziś, że kochamy szybkie, proste, ale wymagające nieco myślenia gry. Jak tylko w sieci pojawiły się opisy gry Lucky Numbers wiedzieliśmy, że gra trafi na nasz radar, a w konsekwencji do naszej kolekcji. Jaką radością było pojawienie się informacji, że ten tytuł trafi na nasz rodzimy rynek i to za sprawą wydawnictwa Nasza Księgarnia. Wydawnictwo to słynie już z wysokiej jakości wydań swoich tytułów, jak również z różnych niespodzianek, których nie ma w wersji oryginalnej.

Niezły numer - niepozorna gra autorstwa Michaela Schachta - to szybka łamigłówka logiczna, która zmusza nas do ciągłego kombinowania i planowania, by ułożyć idealną sekwencję rosnących liczb na naszej łące. 

Na pierwszy rzut oka, mamy przed sobą tylko małe, kartonowe pudełko wypełnione kolorowymi koniczynkami z numerkami od 1 do 20. Można pomyśleć: Co w tym trudnego? To pewnie jakieś zwykłe Bingo. Nic bardziej mylnego! Zapraszam do recenzji, w której sprawdzimy, dlaczego ten koniczynkowy chaos jest tak porywający i czy zasłużenie zdobył serca graczy na całym świecie (a w Polsce zyskał nawet ekskluzywny wariant!).


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W prostokątnym pudełku znajdziemy nieco komponentów. Będą to: 4 dwustronne plansze łąk koniczynek oraz 4 zestawy po 20 kolorowych koniczynek. Całość dopełnia książeczka z instrukcją pełną graficznych i słownych opisów zasad.


CEL GRY

Niezły numer porywa nas na łąkę z koniczynkami a w zasadzie na łąkę, którą musimy zapełnić koniczynkami. Nie muszą one być czterolistne, ale ich układanie ma swoje zasady. Ale o tym za chwilę…

PRZYGOTOWANIE GRY

Urządzanie naszych łąk z koniczynkami trzeba sobie zaplanować. W tym celu bierzemy tyle kompletów koniczynek, ilu graczy będzie aranżować swoje łąki. Wszystkie koniczynki mieszamy na środku stołu, tak aby wszystkie koniczynki były zakryte.

Każdy z ogrodników bierze po jednej planszy łąki i układa ją przed sobą stroną z czerwoną biedronką.


Zostaje wylosować po 4 koniczynki z puli kwiatków na stole i ułożyć je na polach startowych planszy (wyróżnionych żółto -zielonych koniczynkach na skos planszy) w porządku rosnącym jeśli chodzi o ich wartości.

Gotowe – można zaczynać wyścig o urządzanie naszych łąk.

środa, 8 października 2025

Pino Postino - recenzja zwariowanej wyścigowej gry planszowej wydawnictwa Egmont.

Są takie gry, które zapadają głęboko w pamięć i serce graczy i odbijają swój cień na kolejnych tytułach. Czasem siłą rzeczy przychodzą nam na myśl skojarzenia z jakąś konkretną grą. Widzimy jej odzwierciedlenie w innym tytule.

Bohaterka dzisiejszej recenzji ma w sobie coś takiego. Już po samym opisie przychodzi nam na myśl ten jeden, kultowy już tytuł, a mianowicie Pędzące żółwie

Czy rozgrywka w Pino Postino, grę z portfolio wydawnictwa Egmont, także przypomina wspomniane żółwie? Przekonacie się zaglądając do naszej recenzji.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W zgrabnym pudełku, takim bliskim wielkości wspomnianych Pędzących żółwi, znajdziemy dwa rodzaje komponentów: sześciokątne kafelki miejsc oraz sporą talię kart. 

Do tego dostajemy duże drewniane pionki zwierząt (Jelenia, Dzika, Królika, Lisa i Niedźwiedzia) oraz puzzle brzegowe planszy będące jednocześnie torem punktacji.

Całość uzupełnia zwięzła instrukcja jasno tłumacząca zasady gry często z obrazkowym dopełnieniem.

CEL GRY

Pino Postino, królewski sokół pocztowy, złamał skrzydło! To istna katastrofa. Wszak to był zaufany posłaniec króla i królowej. Które zwierzę zostanie teraz kolejnym królewskim posłańcem? Do konkursu stanęli: Jeleń, Dzik, Królik, Lis i Niedźwiedź.

Musimy umiejętnie poruszać wszystkimi zwierzakami za pomocą kart. Im szybciej nasze zwierzę dotrze na koniec gry, tym więcej punktów zdobędziemy. Ale trzeba uważać – nie możemy zdradzić kim jesteśmy. A jeśli nam się uda odgadnąć tożsamość przeciwników zdobędziemy dodatkowe punkty.


PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie rozgrywki w Pino Postino przebiega szybko i intuicyjnie. Na środku stołu rozkłada się planszę przedstawiającą trasę wyścigu złożoną z losowo dobranych płytek krajobrazu. 

Na polach startowych ustawia się wszystkie pionki zwierząt – bez względu na liczbę graczy – ponieważ każde zwierzę będzie mogło poruszać się w trakcie gry, niezależnie od tego, kto nim steruje. Następnie należy potasować talię kart terytoriów i ułożyć ją w stos dobierania obok planszy.

Każdy gracz otrzymuje po jednej karcie tożsamości w tajemnicy przed pozostałymi. Karta ta wskazuje, którym zwierzęciem gracz będzie kierował w trakcie gry. Tożsamość należy zachować w sekrecie aż do końca rozgrywki. Gracze nie mogą ujawniać ani sugerować, które zwierzę należy do nich.

Następnie rozdaje się każdemu graczowi trzy kart terenów – to jego początkowa ręka. Pozostałe karty pozostają w stosie dobierania. Obok planszy można także przygotować karty do zgadywania, które posłużą później obstawiania, kto sterował którym zwierzęciem.

Gdy wszystkie elementy są przygotowane, a każdy zna już swoje tajne zwierzę, można rozpocząć nasz wyścig.

środa, 16 lipca 2025

Takoyaki - recenzja gry zręcznościowej wydawnictwa Granna.

Co powiecie na zabawę w grillowanie ośmiornic w cieście? Wystarczy zrobić małe (3-5 centymetrowe) kulki z różnymi dodatkami: czerwonym imbirem, wasabi, czy co tam Wam się spodoba.

Bohaterka dzisiejszej recenzji, to gra o nazwie właśnie takiego dania, jak opisane powyżej. Mowa tutaj o grze Takoyaki od wydawnictwa Granna. Czy błyskawiczne realizowanie zamówień będzie ciężkim wyzwaniem? A może to będzie całkiem miła zabawa? Zapraszamy do lektury naszej recenzji.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.



CO ZAWIERA GRA

W sporym pudle, takim wielkości gry np. Kto to był?, znajdziemy nieco komponentów. Będą to piłeczki imitujące nasze takoyaki (24 sztuki), 4 tekturowe grille (do złożenia przed pierwszą rozgrywką), 4 pary kolorowych łapek i 40 kart z zadaniami.

Całość dopełnia spora książeczka z instrukcją. Ale spokojnie. To nie tak, że zasad jest jakoś bardzo dużo. Po prostu to międzynarodowe wydanie i instrukcja ma 10 wersji językowych – stąd ta objętość zasad gry. Polska instrukcja to zaledwie 3 karteczki jasno tłumaczące wszystkie zasady i bogate w przykłady obrazkowe.





CEL GRY


Witamy na corocznym festiwalu jedzenia w Osace! Ulice są pełne turystów i przechodniów spragnionych lokalnych przekąsek. Nie mogło oczywiście zabraknąć nas i tradycyjnych kuleczek takoyaki! Nie ma czasu do stracenia, czas przygotować zamówienia dla głodnych klientów i udowodnić, że to my jesteśmy królami festiwalu. Wciel się w rolę japońskiego szefa kuchni i jak najszybciej zrealizuj zamówienia. Tylko najlepsi kucharze potrafią w mgnieniu oka obracać takoyaki tak, żeby się nie spaliły!




PRZYGOTOWANIE GRY

Do kulinarnego wyzwania trzeba się dokładnie przygotować.

Najpierw tasujemy wszystkie karty zamówień i kładziemy je na środku stołu w zakrytym stosie. Musi on być ułożony tak, aby każdy kucharz miał do niego swobodny dostęp.

Każdy z graczy otrzymuje tekturowy grill, 2 łapki w wybranym przez siebie kolorze oraz 6 kulek takoyaki (2 czerwone, 2 zielone i 2 niebieskie). Takoyaki układamy na grillu w obszarze nad palnikiem czyli dwóch rzędach pośrodku. Układ takoyaki ma być taki jak na obrazku w instrukcji.

Gotowe. Można zaczynać kulinarne zmagania!

niedziela, 13 lipca 2025

Taco Loco - recenzja gry karcianej wydawnictwa Iuvi Games.

W świecie gier planszowych i karcianych, gdzie co rusz pojawiają się rozbudowane strategie i epickie przygody, czasem potrzebujemy po prostu czegoś szybkiego, lekkiego i absolutnie wciągającego.

I tu na scenę wkracza bohaterka dzisiejszej recenzji, czyli Taco Loco – dynamiczna gra karciana od Helvetiq, wydana w Polsce przez IUVI Games. Czy ten mały pakiecik kart zdoła podbić Wasze stoły i serca? 

Przygotujcie się na solidną porcję dobrego humoru i sprawdźmy, czy tworzenie idealnego taco, by poczęstować nim przeciwnika, okaże się przepisem na niezapomniane wieczory! Zapraszamy do lektury naszej recenzji gry, która została (dziękujemy Wam IUVI Games) objęta naszym patronatem.




Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W zgrabnym pudełku wielkości tych z serii, czyli np. z gry Tukano, Odyn czy Bandido lub Bandida znajdziemy ni mniej ni więcej, tylko talię kart wraz ze zwięzłą instrukcją.

Trzeba przyznać, że grafiki na kartach są przyjemne. Kreskówkowe warzywka same zapraszają do działania.

CEL GRY

Zaproś znajomych na wieczór z taco i zacznijcie wspólne gotowanie! Sprawdźcie komu z Was uda się przygotować więcej idealnych tacos. Pamiętajcie o odpowiednich proporcjach, bo zbyt duża ilość składników może przyprawić Was o ból brzucha i … ujemne punkty. W tej grze stół zamienia się w istny Meksyk! Przekonajcie się, kto tego wieczoru zostanie mistrzem taco.

PRZYGOTOWANIE GRY

Kulinarne wyzwania trzeba nieco przygotować. W przypadku Taco Loco przygotowania ograniczają się do potasowania kart i rozdania każdemu graczowi po 3 karty. 

Pozostałe karty układamy w zakrytym stosie na środku stołu – to będzie stos dobierania. Odkrywamy pierwszą kartę z góry tego stosu – będzie to początek naszego taco (nie może to być karta specjalna).

Gotowe. Można zaczynać kulinarne wyzwanie.

środa, 14 maja 2025

Potwory w Tokio Duel - recenzja dwuosobowej gry wydawnictwa Portal Games

Richard Garfield to uznana postać na rynku gier planszowych. Ma na koncie naprawdę wiele znanych tytułów. O części nawet pisaliśmy. Królestwo królików (szkoda, że zostało zapomniane), Mindbug (jako współautor), a także Potwory w Tokio.

Ten ostatni tytuł to swoisty ewenement. Prosta gra rodzinno-imprezowa, naładowana negatywną interakcją, opakowana ogromną losowością a jednocześnie dająca mnóstwo dobrej zabawy. Doczekała się swojej młodszej siostry w postaci Potworów w Nowym Jorku a także specjalnej wersji Dark Edition.

Pan Richard jednakże nie osiadł na laurach i zaproponował światu coś nowego w świecie „potworów”. Mianowicie Potwory w Tokio Duel. Można się zastanowić, po co? Czy to przypadkiem nie jest wyciąganie kasy od fanów tytułu? A może jednak coś więcej?

Tak się złożyło, że ta gra właśnie wkracza na salony dzięki wydawnictwu Portal (które to parę lat temu przejęło wydawanie Potworów w Tokio w Polsce od wydawnictwa Egmont) i otrzymaliśmy od wydawnictwa egzemplarz do przetestowania.

W niniejszej recenzji postaram się przedstawić nasze wrażenia płynące z rozgrywki, w której to spróbujemy odpowiedzieć na pytania postawione wyżej. Zapraszam zatem do lektury.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta jest w niewielkim pudełeczku. W środku czeka na nas plansza, po której będziemy przeciągać dwie „liny”, czyli przesuwać dwa drewniane znaczniki (Sławy i Zniszczenia) po dwóch torach. Nasze tory będziemy mogli nieco zmodyfikować dzięki specjalnym żetonom Wrzawy.

W grze korzystać będziemy z kart mocy, które pozwolą nam nieco namieszać w rozgrywce. Te nabywać będziemy za pomocą zielonych kosteczek (znaczników energii) Nie zabrakło również pokręteł punktów życia i oczywiście kostek – tych podstawowych – czerwonych i tych dodatkowych – białych (z których skorzystam, jeśli uprzednio zdobędziemy niewielkie żetoniki kostek).

Każdy z nas wciela się w rolę potwora, który pokazany jest na specjalnej planszetce, na której znajdziemy wizerunek maszkary, jego „imię” oraz moc, którą będziemy mogli odpalić.

Miłym dodatkiem jest funkcjonalna plastikowa wypraska, która zapewnia nam porządek. Wszystko ma swoje miejsce i nic nie „lata” po pudełku.

Jakościowo wszystko jest w jak najlepszym porządku. Załączona instrukcja jest krótka, okraszona mnóstwem przykładów – tak jak lubimy. Po jej lekturze nie powinniśmy mieć żadnych problemów z przyswojeniem zasad.

CEL GRY

Potwory w Tokio Duel to dwuosobowa wersja znanej i lubianej gry pt. Potwory w Tokio. W niej każdy z dwójki przeciwników wciela się w postać jednego z sześciu dostępnych potworów, a naszym celem jest dominacja nad Tokio.

Mamy trzy sposoby na to, a mianowicie: wyzerowanie Punktów Życia przeciwnika., umieszczenie obu znaczników Sławy i Zniszczenia w Kluczowych Strefach na torach po swojej stronie planszy lub też przesunięcie jednego ze znaczników Sławy lub Zniszczenia na Pole Zwycięstwa na końcu toru po swojej stronie planszy.

PRZYGOTOWANIE GRY

Ten etap banalnie prosty. Każdy z nas wybiera jednego z sześciu możliwych Potworów i bierze odpowiadającą mu kartę Potwora oraz znaczniki punktów życia (ustawia na taką wartość, którą wskazuje karta).

Pomiędzy graczami umieszczamy planszę główną w taki sposób, żeby skierowana była do każdego z nas krótszym bokiem. Umieszczamy na niej na polach startowych torów Sławy i Zniszczenia odpowiednie znaczniki.

Następnie tasujemy talię Kart Mocy i wykładamy trzy odkryte w odpowiednim miejscu na planszy.

W zasięgu wszystkich graczy powinny znaleźć się kostki (podstawowe i dodatkowe), znaczniki Energii, żetony Wrzawy, żetony kostek. To w zasadzie tyle. Możemy przystąpić do walki o dominację nad Tokio.

niedziela, 27 kwietnia 2025

Ubongo Travel - recenzja gry logicznej wydawnictwa Egmont

Ubongo to gra fenomen. Świetnie się przyjęła wśród graczy i jej autor Grzegorz Rejchman ciągle kuje żelazo, póki gorące. Powiem szczerze, że zaczynam się nieco gubić w kolejnych odsłonach tego logicznego hitu. Extreme, 3D, Duo, Trigo, Lines, Shimo i parę innych.

W niniejszej recenzji chciałbym się podzielić wrażeniami z najnowszego dzieła, chyba najbliższemu oryginałowi, czyli po prostu Ubongo wydanego w serii niewielkich gier oznaczonych przez wydawnictwo Egmont jako Travel (i na potrzeby recenzji będę ją nazywał Ubongo Travel). Ale, żeby nie uprzedzać faktów, zapraszam do lektury.




Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W niewielkim pudełeczku (rozmiarów dokładnie wszystkich gier z serii Travel (np. FITS, Reakcja łańcuchowa, czy też BITS) znajdziemy same elementy kartonowe. Jak przystało na Ubongo będą to zagadki - w formie kart z wersją łatwiejszą (strona A) i trudniejszą (strona B). Zagadki będziemy rozwiązywać za pomocą tekturowych kafelków.

Załączona instrukcja napisana jest tak, że nie mamy żadnych wątpliwości co do przebiegu rozgrywki. Jasno i klarownie. Przede wszystkim jednak krótko – to w zasadzie jedna kartka papieru.

CEL GRY

Naszym zadaniem jest rozwiązywanie łamigłówek znajdujących się na kartach. Za ich rozwiązywanie będziemy punkty (w postaci zdobytych kart). Gracz, który zgromadzi ich najwięcej, ten okaże się zwycięzcą.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie zabawy specjalne trudne nie jest. Tasujemy wszystkie karty i formujemy z nich stos w taki sposób, żeby wybrany poziom trudności na karcie był dla nas niewidoczny Jeśli wybierzemy poziom łatwiejszy (strona A karty), to zobaczymy stronę B karty. Liczebność stosu to dokładnie 8 kart na gracza (czyli grając w dwójkę skorzystamy z 16 kart) – nieużywane karty zostaną w pudełku.

Zestawem startowym każdego z nas będzie osiem kafelków. Tyle.

niedziela, 6 kwietnia 2025

Goblin Coaster- recenzja kooperacyjnej gry rodzinnej wydawnictwa Egmont.

Gry rodzinne przeważnie cechują się słodkimi kolorami i grafiką przyjemną dla oka dzieci. Wróżki, elfy, miłe tematy... A co jeśli w takiej grze pojawią się gobliny? Mieliśmy już takie przykłady, jak choćby Goblinpiada wydana przez nieistniejące już niestety Liski czyli Wydawnictwo Foxgames, Mix Turę od Muduko czy dodatek Goblin do gry Karak. Powiewa delikatnie mrokiem...

Bohaterka dzisiejszej recenzji także tematycznie dotyczy goblinów. Konkretnie budowy szalonej Goblińskiej Kolejki Górskiej. Przed Wami Goblin Coaster od wydawnictwa Egmont. Czy kooperacja i walka z czasem to, co nam przypasuje? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury naszej recenzji. 



Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.


CO ZAWIERA GRA

W pudełku sporej wielkości (takim jak np. do gry Tuki) znajdziemy całkiem sporą ilość komponentów. Będą to głównie elementy składowe szalonej Goblińskiej Kolejki Górskiej takie jak: kafelek rampy start – meta, kafelek początkowego fragmentu torów oraz spora ilość kafelków fragmentów torów. 

Do tego dorzucona jest garść różnorodnych kafelków: z narzędziami, punktów kontrolnych, kafelek skarbu czy żetony znaków zasad bezpieczeństwa. Uzupełnieniem tego wszystkiego są dwie klepsydry i czarny woreczek. 

Wisienką na torcie jest instrukcja tłumacząca wszystkie zasady. Krótka i zwięzła.

CEL GRY

Nie ma na co czekać! W Goblin Coaster wszyscy razem podejmujemy walkę z czasem, aby skompletować Goblińską Kolejkę Górską. Musimy przesuwać do przodu wagonik, omijać przeszkody na torach i podejmować różne wyzwania. Musimy współpracować. Tylko wtedy zdołamy ominąć skały, roje nietoperzy i pajęczyny!. Ale czy uda się nam ukończyć trasę kolejki goblinów na czas?

PRZYGOTOWANIE GRY

Istotnym elementem przygotowania gry jest włożenie do woreczka odpowiednich elementów. Te będą zależne od tego na jakim poziomie zechcemy rozegrać walkę o kolejkę goblinów. Na poziomie 1 będą to tylko fragmenty toru. Poziomy od 2 do 4 wymagać będą dołożenia do torów kafelków narzędzi. Zaś na poziomie 5 w woreczku znajdą się wszystkie fragmenty toru, wszystkie kafelki narzędzi i sześć przypadkowo wybranych znaków bezpieczeństwa.

Wszyscy gracze będą kolejno losować elementy z woreczka. Ważna uwaga: każdy gracz może wylosować maksymalnie jedno narzędzie. Zaś dozwolona ilość kafelków będzie zależna od ilości graczy zasiadających do rozgrywki (informację o tym znajdziemy w malutkiej tabelce w instrukcji). Wylosowane kafelki wszyscy kładą przed sobą.

Na środek stołu trzeba jeszcze położyć rampę startową a przy niej początkowy fragment torów. Na rampie umieszczamy jeszcze pomarańczową klepsydrę odmierzającą ok. 30 sekund.

Poziom 3 wymaga dodatkowego przygotowania. Poza elementami wrzuconymi do woreczka potrzebne nam jeszcze będą punkty kontrolne. Dwa z nich umieszczamy na stole w dowolnie wybranym przez nas miejscu. W wersji „Wyprawa po skarb” użyjemy wszystkich 4 punktów kontrolnych układając je jeden za drugim. Za ostatnim punktem kontrolnym umieścimy kafelek skarbu.

Wszystko gotowe. Można zacząć wyścig.

czwartek, 3 kwietnia 2025

Jungo - recenzja gry karcianej wydawnictwa Rebel

Trick-taking, czyli po naszemu zbieranie lew, to jedna z moich ukochanych mechanik spotykanych w grach karcianych. Całe mnóstwo czasu spędzonego za młodu na rozgrywkach (za pomocą tradycyjnej talii) w Planowanie, Kierki, 3-5-8. Nic więc dziwnego, że każda nowa gra, która jest oparta o zbieranie lew od razu wskakuje na radar.

Jakiś czas temu pisaliśmy o Jeckyll i Hyde, Odyn, czy też Zbuntowanych księżniczkach. Każda z tych gier jest naprawdę znakomita i każda świetnie wykorzystuje trick-taking.

Bohaterką niniejszej recenzji jest Jungo. Niewielka karciana gra wydawnictwa Rebel, która może nie jest klasyczną grą w zbieranie lew, ale pewne elementy tej mechaniki tak znajdziemy. Jej autorem jest Toshiki Arao. To, wydaje mi się, że to pierwsza gra tego japońskiego autora wydana w naszym kraju. Sam ma na koncie kilka tytułów, ale żaden nie jest mi znany.

Czy zatem ta maleńka, całkiem niepozorna gra z nieco takimi mocno dziecięcymi grafikami przypadła nam do gustu? Zapraszam do lektury recenzji.



Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W niewielkim pudełku (dokładnie tej samego formatu, co rebelowe Trio), znajdziemy wyłącznie karty (bardzo dobrej jakości). Dokładnie 64 karty w ośmiu kolorach o wartościach 1-8 (każda wartość ma inny kolor). Dodatkowo otrzymaliśmy karty podwójne (po dwie wartości na karcie).

Załączona instrukcja to niewielka karteczka. Zasady tłumaczy w sposób bardzo przystępny, okraszając je bardzo czytelnymi przykładami.

CEL GRY

Cel gry jest bardzo prosty. Wręcz banalny. To pozbycie się z ręki wszystkich kart. Oczywiście szybciej niż inni. A jak to zrobić? O tym już za chwilę

PRZYGOTOWANIE GRY

Ten etap jest ekstremalnie szybki. Tasujemy wszystkie karty i w zależności od liczby graczy każdy z uczestników otrzymuje 10 kart (przy trzech osobach) lub 8 kart (przy 4-5 graczach). Najważniejsze na tym etapie jest to, że nie możemy zmienić kolejności otrzymanych kart.

Pozostałe karty stanowić będą zakryty stos dobierania.

To tyle. Możemy przystąpić do rozgrywki.

środa, 8 stycznia 2025

Nie ma lekko - recenzja imprezowej gry dedukcyjnej Wydawnictwa G3.

Czy naleśniki to bardziej Tom Hanks, czy Tom Cruise? Czy Halloween jest bardziej słodkie, czy kwaśne? Czy Donald Trump bardziej kojarzy się z łyżką, czy może łyżeczką? Czy Las Vegas to bardziej pomidor, czy ziemniak?

Przed takimi dylematami stawia nas gorąca nowość od Wydawnictwa G3, czyli gra Nie ma lekko. Czy odgadywanie tego jednego, jedynego słowa to będzie frajda? A może poczujemy się jak na jakimś koszmarnym egzaminie? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury naszej recenzji.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W prostokątnym pudełku znajdziemy w zasadzie tylko karty, dużo kart. Kart różnego rodzaju: dylematów dla początkujących, dylematów bardziej zaawansowanych, pustych kart dylematów (do wpisania naszych pomysłów na skojarzenia), kart klucza i kart słów (tych jest 112, w wersji dwustronnej). 

Do tego wszystkiego dołączona jest krótka i bardzo konkretna instrukcja jasno tłumacząca zasady gry.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że pudełko (a dokładnie jego dolna część) stanowi element gry – wsuwamy do niego, w wyznaczonych miejscach) karty dylematów.

CEL GRY

Celem gry jest odnalezienie konkretnego słowa, na które detektywi będą naprowadzani przez świadka dysponującego kartami dylematów. Świadek jest jedyną osobą, która zna słowo na daną rundę, a z detektywami może porozumiewać się jedynie za pomocą kart dylematów.

PRZYGOTOWANIE GRY

Ze stosu kart słów wybieramy 16 kart i układamy je na stole w kwadracie 4 x 4 karty. Jeden z graczy zostaje świadkiem, a pozostali będą detektywami.

Świadek tasuje karty klucza, losowo wybiera jedną z nich i zapoznaje się z nią w tajemnicy. Teraz wie już, na które słowo będzie musiał naprowadzić detektywów.

Zostaje jeszcze potasować karty dylematów i ułożyć je na stole w zakrytym stosie.

Wszystko gotowe. Czas na poszukiwania właściwego słowa!

niedziela, 3 listopada 2024

Chemicy Magicy - recenzja gry wydawnictwa Egmont

Nasza najstarsza latorośl kilka lat temu skierowała swoje edukacyjne zainteresowania w kierunku biologiczno-chemicznym. A od niedawna zapowiada, że drogę zawodową chce związać z laboratorium medycznym czy farmaceutycznym. Grozi albo uprzedza, że planuje zostać odkrywcą jakiegoś rewolucyjnego leku albo nowego pierwiastka.

Nic więc dziwnego, że gdy w zapowiedziach wydawnictwa Egmont pojawiła się gra przenosząca nas w głąb chemicznego laboratorium, jej autorem jest Reiner Knizia a główna mechanika to bardzo lubiane przez nas push your luck, to z automatu Chemicy Magicy Nie wybuchnij (bo o tym tytule mowa) trafili na nasz radar. Czy mieszanie eliksirów było przyjemnością? A może to było wybuchowe doświadczenie? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury naszej recenzji.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W pudełku wielkości gier z pędzącej trylogii (Pędzące żółwie, Pędzące jeże i Pędzące ślimaki) najdziemy całkiem sporo komponentów. Będą to plansze eksperymentów, kafelki zasilania, kafelki eliksirów, kafelki z kocim asystentem, komplety kart awaryjnych, żetony mocy (duże i małe), żetony złota i ekstra karty awaryjne „Cofnij”. Do tego wszystkiego zwięzła instrukcja.

Wykonanie gry jest na bardzo dobrym poziomie. Wszystkie żetony i plansze zrobione są z dobrej i grubej tektury a cała gra kipi feerią barw i klimatem laboratorium chemicznego. Już rzut oka na okładkę przenosi nas w takowe miejsce. 

Trudno się oprzeć wrażeniu, że dołączamy do ekipy naukowców z Albertem Einsteinem na czele. Ilustracja z okładki jak również i grafiki na komponentach wewnątrz pudełka są autorstwa Piotra Sokołowskiego znanego z ilustracji do takich gier, jak choćby: Spór o bór, Spór o bór 2 Na tamę marsz, Ryki Afryki czy Bale i skandale. Tu wyszły iście bajkowe/komiksowe ilustracje. Mnie bardzo przypadły do gustu.

CEL GRY

Szaleni naukowcy, tacy jak ty, od wieków próbują zmienić ołów w złoto lub stworzyć eliksir życia wiecznego. Ale uważaj! Jeśli przedobrzysz z warzeniem mikstury, może ci ona dosłownie wybuchnąć w rękach!

Chemicy Magicy
zapraszają nas do emocjonującej, iście wybuchowej gry w kuszenie losu. Naszym zadaniem jest gromadzenie odpowiednich surowców do eksperymentów (trzech rodzajów zasilania: elektryczności, temperatury i ciśnienia oraz eliksirów). Za każdy zgromadzony komplet dostajemy punkty. Ale musimy zachować ostrożność – powtórzenie jakiegoś składnika gwarantuje natychmiastowy wybuch!

PRZYGOTOWANIE GRY

Do każdego eksperymentu trzeba się dobrze przygotować. W naszym chemicznym laboratorium Chemików Magików działanie zaczynamy od wymieszania wszystkich kafelków awersem do góry i umieszczenia ich na środku stołu. Po jednej stronie układamy wszystkie żetony: duże żetony punktów mocy układamy awersem do góry od najmniejszego do największego, a małe żetony mieszamy i układamy w zakrytym stosie. Na oddzielnym stosie układamy żetony złota (te żółte, z wartością 3).

Każdy naukowiec układa przed sobą planszę eksperymentów i jeden komplet 7 różnych kart awaryjnych ułożonych awersem do góry.

Wszystko gotowe. Można zacząć nasze wybuchowe eksperymentowanie.

poniedziałek, 28 października 2024

Kojot recenzja zwariowanej karcianki wydawnictwa Portal Games

Jakiś czas temu pisaliśmy o pewnej zwariowanej karciance pt. Spicy, za wydanie której odpowiada nasz rodzimy Portal. Grze pełnej blefu, kombinowania i generalnie mnóstwa emocji. Gra wyróżniała się specyficzną grafiką i taką pozłacaną okładką.

Oryginalny wydawca w postaci HeidelBÄR Games posiada w swoim portfolio grę, której okładka łudząco może kojarzyć się z ww. Spicy. Mowa tutaj o Coyote. Pracujący w Portalu ludzie to generalnie bardzo pozytywni wariaci planszówkowi, więc nie dziwię się, że postanowili wydać polską wersję i nazwać ją po prostu Kojotem.

W niniejszej recenzji postaram się przedstawić wariactwo tej gry, bo czego jak czego, ale tego akurat tej grze nie brakuje. Zapraszam zatem do lektury.



Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta jest w maleńkim pudełeczku. W jego środku znajdziemy 17 kart do gry z oznaczeniami liczbowymi (w tym dwie karty specjalne), 18 kart wglądu oraz kartę kojota używaną w wariancie zwanym Kanciarzem.

Oprócz tego niezbędne do rozgrywki będą plastikowe stojaki do gry, w których umieszczać będziemy karty.

Jakościowo wszystko jest w jak najlepszym porządku. Załączona instrukcja jest krótka (to w zasadzie dwustronna kartka papieru). Po jej lekturze nie powinniśmy mieć żadnych problemów z przyswojeniem zasad.

CEL GRY

Pewnego razu Kojot prawie utonął, tracąc cały swój dobytek podczas przekraczania rzeki ze swoimi zwierzęcymi przyjaciółmi. Biedny kojot był po tym bardzo smutny i… zazdrosny. Wezwał więc inne zwierzęta do gry, w której miał zdobyć ich dobytek. Będąc niesławnym kanciarzem, Kojot wymyślił grę w blefowanie, w której każdy musi kłamać, bo nikt nie zna prawdy.

Kojot to karciana gra blefu, w której to co widzimy, to karty innych graczy. Niestety nasza karta jest dla nasz tajemnicą. Naszym zadaniem nie jest absolutnie odgadnięcie wartości tej karty (tak jak np. w Podwójnych agentach). My musimy sprawić, żeby zostać jedynym ocalałym graczem. Nic więcej. O tym jak to zrobić, przeczytasz za chwilę.

PRZYGOTOWANIE GRY

Ten etap jest banalnie prosty. Tasujemy wszystkie karty z liczbami i każdy z graczy otrzymuje jedną z nich. Następnie umieszcza ją na swoim stojaczku awersem skierowanym do pozostałych graczy.

Każdy z nas oprócz podstawki dostaje również trzy karty wglądu, przy czym dwie z nich umieszcza stroną z odkrytym okiem do góry, a trzecią – z zamkniętym (karty są dwustronne). Na środku stołu umieszczamy jedną zakrytą kartę.

To w zasadzie tyle.