Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry edukacyjne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry edukacyjne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 maja 2025

Kolorowe trójkąty - recenzja gry edukacyjnej wydawnictwa Egmont.

"Kolorowe trójkąty" autorstwa Joanny Bednarczuk, wydane przez Egmont Polska, to kolejna niewielka gra, która na pierwszy rzut oka urzeka swoją prostotą i estetyką. 

W świecie planszówek, gdzie często dominuje złożoność i wielowymiarowość, autorka proponuje nam powrót do korzeni, skupiając się na esencji logicznego myślenia i spostrzegawczości. 

Czy ta pozornie nieskomplikowana propozycja jest w stanie zaoferować coś więcej niż tylko chwilową rozrywkę? W tej recenzji przyjrzymy się bliżej mechanice gry, jej wykonaniu oraz temu, jak Kolorowe trójkąty odnajdują się na tle innych gier logicznych dostępnych na rynku.



Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W zgrabnym, prostokątnym pudełku, takiej wielkości jak choćby od Ubongo Travel, znajdziemy o dziwo… trójkąty 😊. Całkiem sporo tekturowych kafli trójkątów w dwóch rodzajach: kafle startowe w postaci dużych trójkątów oraz dwa komplety mniejszych trójkątnych kafelków (16 trzykolorowych, 30 dwukolorowych i 3 kafelki jednokolorowe). Komplety kafelków różnią się kolorami rewersów, aby można je było łatwo rozróżnić.

Całość dopełnia zwięzła instrukcja pełna opisów zasad i przykładów graficznych. Na jej końcu dostaniemy też krótką lekcję matematyki (komentarz matematyka) na temat trójkątów równobocznych i liczb kwadratowych. Nic dziwnego, wszak autorka gry, czyli Joanna Bednarczuk to nauczycielka matematyki z wieloletnim doświadczeniem, która współtworzy podręczniki do tego przedmiotu. 

Jej pasją jest nauczanie poprzez zabawę, dlatego na lekcjach często sięga po łamigłówki, układanki i różnorodne materiały, które angażują uczniów manualnie. Miłośnikom planszówek może być bliżej znana jako autorka bloga Bajdocja, gdzie recenzuje między innymi gry.

CEL GRY

Naszym zadaniem jest takie łączenie trójkątnych kafelków, aby stykające się boki miały ten sam kolor. Punkty przyznawane są za tworzenie jednobarwnych pól lub za kompletowanie większych trójkątów z wielu elementów, w zależności od zasad danego wariantu gry.

PRZYGOTOWANIE GRY

Matematyka to królowa nauk. Nic dziwnego, że chcąc ją zgłębiać musimy się nieco przygotować. Jak za czasów szkolnych do kartkówek i sprawdzianów. Ale spokojnie. Kolorowe Trójkąty nie zmęczą nas przygotowaniami. Mamy tu w zasadzie kilka działań.

Na wstępie musimy zdecydować, czy do rozgrywki weźmiemy jeden, czy dwa komplety kafelków. Jeśli będziemy grać dwoma kompletami to tasujemy je razem. Kafelki układamy na stole w zakrytym stosie. W zależności od tego, czy do rozgrywki wzięliśmy jeden czy dwa komplety kafelków odrzucamy do pudełka odpowiednio losowo jeden lub dwa kafelki ze stosu (nie oglądając ich).

Każdy z graczy losuje ze stosu 3 kafelki i układa je na ręce w sposób niewidoczny dla pozostałych graczy. Zaś spośród kafli startowych (dużych trójkątów) losujemy jeden, który układamy na środku stołu. Pozostaje jeszcze przygotować kartkę do zapisywania punktów – rysujemy na niej tyle kolumn, ilu graczy zasiada do stołu a każdą kolumnę podpisujemy imieniem gracza.

Wszystko przygotowane. Można zaczynać kolorową zabawę z trójkątami.

środa, 28 sierpnia 2024

Mrówki kolejno odlicz - recenzja gry rodzinnej Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Matematyka nazywana jest królową nauk. Nic więc dziwnego, że także i w świecie gier planszowych odgrywa znaczącą rolę. Dzieje się tak głównie za sprawą Reinera Knizi - matematyka i twórcy setek gier planszowych. Setek gier z zaszytą w środku matematyką.

Bohaterka dzisiejszej recenzji należy do takiej kategorii gier. Podobnie jak jej starsza siostra. Mowa tutaj o grze Mrówki Kolejno odlicz (starsza siostra to po prostu Mrówki). Połączeniu gry memory z narzędziem do nauki dodawania i odejmowania. Czy nowa odsłona Mrówek wnosi coś nowego? A może to taki mrówkowy odgrzewany kotlet? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury naszej recenzji. 


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

Mrówki kolejno odlicz umieszczone są w zgrabnym, kwadratowym pudełku takiej samej wielkości jak starsza siostra lub Domek na drzewie, Zeus itp. W środku znajdziemy 45 płytek o wartości od 1 do 20 oraz instrukcję.

Płytki o wartościach od 1 do 10 używane są w podstawowej wersji gry zaś te o wartościach od 11 do 20 w trudniejszym wariancie (płytki te oznaczone są pomarańczowym i niebieskim motylem).

Instrukcja (jak to w grach od Naszej Księgarni) precyzyjnie i zwięźle tłumaczy zasady, pełna jest też opisowych i obrazkowych przykładów. Pudełko jest ciut przyduże w stosunku do zawartości, ale patrząc po wielu tytułach z portfolio NK łatwo się domyślić, że to zapewne jeden z klasycznych formatów pudełek.

CEL GRY

Nasze mrówcze matematyczne wyścigi (bo musimy się wykazać umiejętnością dodawania i odejmowania oraz świetną pamięcią) mają na celu zdobywanie płytek. Liczba płytek potrzebnych do zwycięstwa zależna jest od liczby graczy stających do pojedynku – znajdziemy ją w tabeli w instrukcji.

PRZYGOTWANIE GRY

Abyśmy mogli stoczyć matematyczny pojedynek musimy się do niego nieco przygotować. Tasujemy płytki o wartości od 1 do 10 i rozkładamy stroną z wartościami do dołu na stole w kwadracie 5 x 5.

W zaawansowanej wersji gry do podstawowych płytek dodamy te o wartościach od 11 do 15 albo od 11 do 20 (czyli płytki z motylkami). Przy rozgrywce z płytkami o wartościach od 11 do 15 ułożymy wszystko na stole w układzie 5 x 7 (5 rzędów po 7 płytek w każdym) zaś w wersji pełnej (1-20) płytki układamy w 5 rzędach po 9 płytek w każdym.


poniedziałek, 19 czerwca 2023

Pitagoras - recenzja gry Wydawnictwa Egmont.

Matematyka to królowa nauk. Nic więc dziwnego, że pojawia się też jako ważna, często integralna część gier planszowych. Bohaterka dzisiejszej recenzji jest jedną z takich gier. 

Mowa tutaj o grze Pitagoras od Egmontu. Młodszej siostrze innej gry opierającej się na działaniach matematycznych, czyli grze Archimedes. Czy tworzenie matematycznych działań będzie przyjemnością? A może będzie to jednak droga przez mękę? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury naszej recenzji. 


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię.

CO ZAWIERA GRA


W pudełku znacznie większym niż gra Archimedes znajdziemy w zasadzie tylko talie kart i 4 kostki z wartościami liczbowymi. Do tego zwięzła instrukcja tłumacząca zasady gry.

Mnie osobiście brakuje jeszcze jednej rzeczy - żetonów z symbolami działań matematycznych. Choćby takich jak w Archimedesie. Z ich pomocą łatwiej byłoby zobrazować nasze działania. 

CEL GRY

Nasza zabawa polegać będzie na układaniu z kart liczby będącej wynikiem rzutu kośćmi. Będziemy mogli mnożyć, dzielić, dodawać i odejmować. Wszystko po to, żeby zgarnąć laur zwycięstwa.

PRZYGOTOWANIE GRY

Tasujemy karty i układamy je w zakryty stos na środku stołu. Obok talii układamy 5 odkrytych kart. Rzucamy dwiema niebieskimi kośćmi i podajemy sumę na nich widniejącą. I tyle. Można zacząć wyścig po ułożenie równania.




piątek, 29 kwietnia 2022

Archimedes - recenzja gry wydawnictwa Egmont z serii Gry do plecaka.

Seria Gier do plecaka od Wydawnictwa Egmont zakorzeniła się na naszym planszówkowym rynku na dobre i co jakiś czas się powiększa o nowe tytuły. Mamy w niej już 8 różnorodnych gier, np. karciane Łap za słówka, wykreślankę logiczną Criss Cross czy hit naszych wakacji jakiś czas temu, czyli Lato z komarami.

Bohaterka dzisiejszej recenzji to nowy tytuł w tej serii. Nie byle jaki bowiem autorstwa doktora matematyki i twórcy wieli setek gier, czyli Reinera Knizii. Tytuł trakujący o królowej nauk, czyli matematyce. Mowa o grze Archimedes. Czy tworzenie matematycznych równań to mordęga? A może taka nauka przez zabawę to klucz do dobrych ocen na świadectwie z matematyki? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury naszej recenzji.




CO ZAWIERA GRA

Pudełeczka z serii Gra do plecaka cechuje kompaktowość. Zmieszczą się dosłownie wszędzie – w szkolnym plecaku, w torebce a nawet w większej kieszeni. 

Archimedes umieszczony jest w takim samym małym pudełeczku z zachęcającą okładką. W środku znajdziemy talię kart matematyków, żetony symboli matematycznych i sporą garść żetonów punktów o wartościach od 1 do 5. Do tego zwięzła instrukcja jasno tłumacząca zasady zabawy.

CEL GRY

Cała zabawa polega na takim tworzeniu równań matematycznych, aby w danej rundzie zejść ze wszystkich kart posiadanych na ręce. W przeciwnym razie na koniec rundy dostaniemy punkty ujemne. Zwycięzcą zostanie ta osoba, która zdobędzie ich najmniej.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie matematycznych zmagań całe szczęście to bułka z masłem. 

Na początek musimy dobrać zestaw żetonów punktów ujemnych od 1 do żetonu odpowiadającemu liczbie graczy. Na 3 osoby będziemy więc mieć zestaw żetonów o wartości 1,2 i 3.

Następnie tasujemy karty (jeśli chcemy grać z jokerem czyli kartą Reinera to pozostawiamy ją w talii, jeśli nie to odkładamy do pudełka) i rozdajemy każdemu graczowi po 5 kart na rękę.

Z pozostałych kart tworzymy zakryty stos stanowiący talię dobierania. Odkrywamy z niego wierzchnią kartę- będzie to początek stosu obliczeń. Obok tej karty umieszczamy 5 żetonów równania matematycznego.

Wszystko gotowe. Można zacząć matematyczne wyścigi.

środa, 20 kwietnia 2022

Gra w kolory - recenzja gry Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Co myślicie widząc te specyficzne kwadratowe pudełeczka z logiem Naszej Księgarni? Na pewno cechuje je graficzny minimalizm. Do tego mamy proste zasady ale niebanalną rozgrywkę, która potrafi zagotować głowę. Tak jest z Grą na emocjach, Grą słów, Grą pozorów czy Grą liczbową.

Teraz do tego grona dołączyła bohaterka dzisiejszej recenzji czyli Gra w kolory. Czy obcowanie z tym tytułem również zapewni nam masę pozytywnych emocji i gimnastykę umysłową? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury recenzji.




CO ZAWIERA GRA

W małym, kwadratowym pudełku, charakterystycznym dla wszystkich gier z tej serii znajdziemy talię kart kolorów, karty punktów i 4 kostki.

Do tego wszystkiego mamy dołączoną zwięzłą instrukcję tłumaczącą (w dużej mierze poprzez przykłady obrazkowe) wszystkie zasady.

CEL GRY

Rzuć kostką, wyłóż ze swojej ręki karty kolorów spełniające zasady wskazane przez kostki i zdobądź punkty. Gracz, który jako pierwszy zgromadzi 3 punkty wygrywa.

PRZYGOTOWANIE GRY

Gra w kolory to szybka gra. Nie inaczej przebiega jej przygotowanie – szybko i nieskomplikowanie. Tasujemy wszystkie karty kolorów i rozdajemy każdemu z graczy po 7 kart. Pozostałe karty umieszczamy na stole w zakrytym stosie. Obok niego kładziemy karty punktów i 4 kostki.

Wszystko gotowe. Można zaczynać szaloną zabawę.

piątek, 11 lutego 2022

Bójka na zwierzaki - recenzja gry Wydawnictwa Edgard Games.

Mamy w domu małego miłośnika zwierząt, a szczególnie lisów. Nasz Jasiek ma hopla z przerzutką na punkcie rudych kitek. Pluszaki, książki, figurki, klocki lego i gry z liskami od razu trafiają na radar.

Nie inaczej było z bohaterką dzisiejszej recenzji, czyli grą Bójka na zwierzaki od Edgard Games. Na kartach znajdziemy liska. Więc siłą rzeczy musiała trafić na radar. Czy gra zyskuje przy bliższym spotkaniu? A może to tylko kolejna gra edukacyjna dla dzieci? Przekonacie się sami. Zapraszamy do lektury recenzji. 




CO ZAWIERA GRA

W dość małym, kwadratowym pudełku znajdziemy sporą ilość dwustronnych kart gry, karty ze słowniczkiem obrazkowym i instrukcję. 

Szczerze mówiąc pudełko mogłoby być jeszcze mniejsze, gdyż w środku skrywa tekturową wypraskę zmniejszającą jego wnętrze do rozmiaru kart. Czyli niestety przechowuje trochę „pustego powietrza”. 

Karty gry dostajemy w dwóch kolorach. Z niebieskimi ramkami są karty dotyczące zwierząt zamieszkujących Polskę, zaś z pomarańczowym brzegiem te, które mają zwierzęta występujące poza naszym krajem.

Wskazane jest, aby przed rozpoczęciem gry (szczególnie z młodszymi dziećmi) zapoznać się ze zwierzętami przedstawionymi w słowniczku obrazkowym. Ułatwi to zabawę.

CEL GRY

Cała zabawa z Bójką na zwierzaki sprowadza się do jednego – do szukania wspólnych elementów na kartach. Tylko tyle wystarczy do dobrej zabawy.

PRZYGOTOWANIE GRY

W zasadzie trudno tutaj zauważyć jakieś specjalne zasady przygotowania gry. Po prostu bierzemy wszystkie karty (gdy chcemy poznawać zwierzęta mieszkające i u nas i poza granicami Polski) albo tylko w jednym kolorze (niebieskim dla polskich zwierzą, pomarańczowym dla zagranicznych).

niedziela, 30 stycznia 2022

Planszówkowi kurierzy - recenzja gry edukacyjnej Wydawnictwa Muduko.

Nie od dziś wiadomo, że dzieciaki najchętniej uczą się przez zabawę. Nic więc dziwnego, że w ofertach wydawnictw gier planszowych pojawiają się co chwile tytuły uczące różnych działań matematycznych.

Bohaterka dzisiejszej recenzji jest właśnie taką grą. Poprzez zabawę w kurierów dzieciaki uczą się liczenia do 20, rzędów wielkości, dodawania i prostych ułamków. A to wszystko pod przykrywką roli kurierów planszówkowych, którą chcąc nie chcąc muszą odgrywać w grze nazwie Planszówkowi kurierzy od wydawnictwa Muduko. Czy taka rola to przyjemność? A może to praca mająca same wady? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury recenzji.




CO ZAWIERA GRA

W pudełku o takich gabarytach jak choćby przy grze Banda stworów. Znajdziemy całkiem sporą ilość komponentów. Będą to: plansze domów, plansze pojazdów, spora ilość żetonów pudełek z elementami gier do dostarczenia, kostkę oraz oczywiście instrukcję.

Muduko przyzwyczaiło nas już do tego, że ich gry wykonywane są ze starannością. Tekturowe elementy są solidne i przetrwają niejedną rozgrywkę. Nie inaczej jest z kurierami.

Instrukcja napisana jest zwięźle i jasno tłumaczy zasady zabawy.

CEL GRY

Nie od dziś wiadomo, że w domach graczy zdarzają się tragedie w postaci zgubienia jakiegoś elementu gry. Z pomocą przychodzą wtedy działy reklamacji wydawnictw a potem … kurierzy, którzy dostarczają brakującą rzecz do domu danego gracza.

W Planszówkowych kurierach wcielamy się ni mniej ni więcej tylko właśnie w rolę dostawców brakujących elementów. Które z nich dostarczymy jakim środkiem transportu? Czy kostki pojadą pociągiem? A może wyślemy je samolotem, chyba że polecą nim karty. To decyzje do podjęcia.

W zależności od wariantu zabawy, który wybierzemy będziemy mieć różne cele do osiągnięcia. Raz będziemy chcieli załadować do pełna jak najwięcej pojazdów. Innym razem będzie nam zależeć na czasie i jak najszybszym załadowaniu do pełna swoich pojazdów . Jeszcze innym razem Tak czy inaczej najskuteczniejszy dostawca wygra.

PRZYGOTOWANIE, PRZEBIEG I ZAKOŃCZENIE GRY

W grze mamy 3 różne warianty – ich przygotowanie, przebieg i zakończenie różni się. Dlatego po kolei krótko Wam przybliżymy każdy z nich.

Wariant „Załadujmy je wszystkie”


Przygotowanie

Mieszamy wszystkie plansze pojazdów i układamy z nich zakryty stos. Odkrywamy 3 wierzchnie i umieszczamy je na środku stołu. Dookoła nich kładziemy zakryte żetony pudełek. Najmłodszy gracz odkrywa tyle żetonów, ilu graczy bierze udział w zabawie.

Przebieg rozgrywki

Gra przebiega w turach. W swojej turze wykonujemy poniższe działania:

(I) wybieramy jeden żeton pudełka i odkrywamy go

(II) wybieramy jeden z odkrytych żetonów i umieszczamy go w jednym z trzech pojazdów na środku stołu. Jeśli pojazd jest pusty, możemy wybrać, który typ pudełek w nim umieścimy (w danym pojeździe może być tylko jeden typ pudełek).

Jeśli w wyniku umieszczenia pudełka zapełniliśmy pojazd zdobywamy go – zabieramy go przed siebie a na jego miejsce odkrywamy kolejny pojazd z zakrytego stosu.

Jeśli w swoim ruchu nie możemy umieścić żadnego odkrytego żetonu w żadnym z pojazdów lub wybrany przez nas żeton jest zbyt duży, odkładamy odkryty żeton na środek stołu.

Zakończenie gry

Gra w tym wariancie kończy się z chwilą, gdy któryś z graczy zdobędzie ostatni odkryty pojazd. Zwycięzcą zostaje ta osoba, która zdobędzie najwięcej pojazdów.

niedziela, 19 grudnia 2021

Kto da mniej zwierzęta/państwa - recenzja gry licytacyjnej Edgard Games.

Na naszym rynku nie brakuje gier quizzowych. Mamy np. takie tytuły jak: seria Trival Pursuit (np. w wersji Harry Potter), Wtedy kiedy, Fauna, Terra, iKnow, Podaj dalej, Wiem lepiej, Ryzyk Fizyk i wiele innych.

Bohaterka dzisiejszej recenzji (a w zasadzie dwie bohaterki, bo to ta sama gra o dwóch różnych tematykach) też należy do tej kategorii. Jednakże do nutki quizzowej dodany ma także element licytacyjny. Czy zatem Kto da mniej Zwierzęta lub Kto da mniej Państwa od Wydawnictwa Edgard Games to będzie ciekawe wyzwanie? A może odejdziemy od stołu z poczuciem, że trzeba się poduczyć sporo o zwierzętach czy państwach? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury recenzji.




CO ZAWIERA GRA

W dość małym pudełku w zależności od wersji gry znajdziemy talię kart zwierząt lub państw z podpowiedziami i ciekawostkami, karty licytacji, karty dodatkowego pytania, kostkę i oczywiście instrukcję do gry.

Samo wykonanie gry można uznać za całkiem dobre. Gdyby nie jeden element a mianowicie pudełko. Jest ono wykonane z tak cienkiej tektury, że próba przetransportowania gry gdzieś dalej może skończyć się tragicznie dla tego pudełka. Zdecydowanie w takiej  sytuacji polecamy zabranie samej zawartości. 

CEL GRY

Naszym zadaniem jest odgadnięcie jakie zwierzę/ państwo ukrywa się na kartach. Pomocne nam będą pytania, których ilość licytujemy.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie całej zabawy jest proste i obejmuje następujące kroki:

Tasujemy karty i ustawiamy je w podajniku na dnie pudełka (lub po prostu formujemy zakryty stos dobierania), każdemu graczowi rozdajemy po 1 karcie licytacji i 1 karcie dodatkowych pytań a kostkę kładziemy obok kart zwierząt/miast.

Szczególnie w przypadku zabawy z początkującymi graczami czy dziećmi przed rozpoczęciem rozgrywki warto się zapoznać z przedstawionymi na kartach zwierzętami/państwami i wybrać te karty, które najmłodsi gracze znają.

wtorek, 8 czerwca 2021

LET'S TALK PROJEKT MIASTO: recenzja gry Wydawnictwa Edgard Games.

Nie od dziś wiadomo, że nauka przez zabawę przynosi sporo pozytywnych efektów. Nie inaczej jest z nauką języka – dzieciaki przyswajają go szybciej oglądając zagraniczne bajki, słuchając piosenek czy właśnie podczas spontanicznej zabawy.

Z taką misją nauki przez zabawę od jakiegoś czasu wychodzi Wydawnictwo Edgard Games podrzucając różnorodne narzędzia do nauki języków. Bohaterka dzisiejszej recenzji jest pełnoprawną grą, przy której nieco starsze dzieciaki będą miały okazję oswoić się z angielskimi rozmówkami. Czy podróż po miasteczku będzie przyjemnym doświadczeniem? A może to będzie spacer po rozżarzonych ogniach? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury recenzji.




CO ZAWIERA GRA

W średnim pudełku przypominającym stylem te od gier Wydawnictwa Aleksander czy siostrzanej linii Kapitan Nauka znajdziemy trochę elementów, a mianowicie: planszę miasta, talię kart pytań i zadań, żetony miejsc, celów wspólnych i tajnego celu, pionki graczy, kostkę i żetony punktacji. Do tego wszystkiego oczywiście mamy dołączoną instrukcję tłumaczącą zasady gry. Jest ona dość mocno rozbudowana i momentami trzeba skupienia, żeby dobrze zrozumieć opisane zasady.

CEL GRY

Nasza podróż po miasteczku nie jest bezcelowa. Niektóre z miejsc wskazanych na planszy znajdziemy na naszej liście celów. Musimy zaplanować tak naszą przechadzkę, aby odwiedzić te miejsca, które mamy w planie, wykonać przypisane do nich zadania i zdobyć jak najwięcej punktów podczas naszego wałęsania się po ulicach miasta.

PRZYGOTOWANIE GRY

Na środku stołu kładziemy planszę a bok niej kostkę, karty pytań i zadań. W zależności czy chcemy gracz w wariant podstawowy czy zaawansowany układamy inną ilość kart zadań – dodatkowe 4 rodzaje wykładamy w grze zaawansowanej.

Mieszamy żetony tajnego celu (secret goal) kolorami do dołu i rozdajemy po jednym żetonie każdemu graczowi. Oglądają oni swoje żetony w tajemnicy i kładą je zakryte przed sobą.

Gracze wybierają pasujące im pionki i żetony miejsc, z dostępnej puli zależnej od liczby graczy. W grze 2 osobowej do wyboru jest kolor niebieski i czerwony (po 9 żetonów). W grze 3 osobowej dodatkowo dysponujemy zielonym pionkiem , a liczba żetonów zmniejsza się do 7. W grze w maksymalnym składzie dojdzie nam jeszcze kolor żółty a do dyspozycji będziemy mieć po 6 żetonów miejsc.

Pozostaje nam jeszcze wymieszanie żetonów celów dla wszystkich graczy (numerkami do dołu), a następnie odkryć jeden tak, aby wszyscy gracze go widzieli.

Wszystko przygotowane. Projekt miasto można zacząć!

wtorek, 4 maja 2021

GRA LICZBOWA: raz, dwa, trzy, pierwszy z kart zejdziesz ty! - recenzja gry Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Nie od dziś wiadomo, że jak Nasza Księgarnia weźmie się za jakąś grę, to mamy gwarantowany zawrót głowy. Bohaterka dzisiejszej recenzji jest 4 (a może 5 licząc Polska Gola) grą z serii małych kwadratowych pudełeczek. Dotychczas mogliśmy pograć na emocjach, pobawić się w Grę Słów czy Grę pozorów.

Teraz wraz z Grą liczbową możemy się zmierzyć z naszymi umiejętnościami szybkiego liczenia. Czy taka zabawa to przyjemność? A może to tortura niczym niezapowiedziana kartkówka z matmy na którą nic nie umiemy? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury recenzji.




CO ZAWIERA GRA

W małym kwadratowym pudełeczku rozmiarem i stylistyką pasującym do wspomnianych wyżej gier znajdziemy sporą talię kart, kilkanaście kartonowych żetonów i instrukcję.

W zasadzie przy każdej recenzji to powtarzam, ale nie są to słowa bez pokrycia. Nasza Księgarnia przyzwyczaiła nas do świetnych, precyzyjnych instrukcji. Nie inaczej jest w tym przypadku. Dostajemy zwięzłą, zaledwie 4 stronicową, małą ale jakże dokładną instrukcję.

CEL GRY

Najprościej ujmując celem naszej zabawy jest jak najszybsze pozbycie się wszystkich swoich kart wykładając je według zasad obowiązujących w grze. Brzmi prosto, ale jak zagracie choć raz to zobaczycie co to zimny pot emocji na czole.

PRZYGOTOWANIE GRY

Grę liczbową przygotowujemy błyskawicznie. Wystarczy potasować talię kart, jedną kartę położyć na środku stołu awersem do góry a pozostałe karty rozdać po równo między wszystkich graczy.

Fioletowe żetony z trybikami będą nam potrzebne tylko przy rozgrywaniu wariantu do 3 zwycięstw, ale o nim za chwilę.

wtorek, 23 lutego 2021

VISIT GDANSK!: Neptunie prowadź - recenzja gry Gdańskiej organizacji Turystycznej.

Nie wiem czy spotkaliście się z grami planszowymi, których zadaniem jest promowanie jakiegoś miejsca na mapie. Nie mówię tutaj o pójściu na skróty i wydaniu kolejnej, nic nie wnoszącej wersji Monopoly, ale o grach, które zostały specjalnie zaprojektowane, żeby zrealizować ww. zadanie. Ja kilka z nich widziałem i mam mieszane uczucia. Czasem się to udawało a czasem no niekoniecznie.

Jakiś czas temu recenzowaliśmy grę związaną z Gdańskiem, a konkretnie z jednym z jego symboli, czyli Portem Gdańskim. Niniejsza recenzja dotyczy również Gdańska, ale tym razem jako miasta per se. Otrzymaliśmy ją do recenzji dzięki uprzejmości Gdańskiej Organizacji Turystycznej. Chcielibyśmy się teraz podzielić naszymi wrażeniami płynącymi z rozgrywki.




CO ZAWIERA GRA

Całość znajduje się w dość dużym pudle. Dodam, że dość ciężkim pudle. Nic dziwnego. W środku znajdziemy całą masę komponentów. Osią całej gry jest modułowa plansza, składająca się ze składanej ramki oraz wypełnienia w postaci heksagonalnych płytek przedstawiające różne rodzaje atrakcji, które możemy zobaczyć w Gdańsku. Te zostały przedstawione na specjalnych kafelkach, które będziemy zdobywać w trakcie gry. Oprócz tego mamy dwie „waluty” w postaci żetonów monet i energii.

Dodatkowo otrzymujemy mnóstwo kart podzielonych na kilka kategorii: transportu, szlaków oraz szansy. Całość uzupełniają planszetki graczy, karty pomocy oraz drewniane pionki graczy (w kształcie żurawi ze Stoczni Gdańskiej) oraz specjalna kostka. Zapomniałbym o wyjątkowym komponencie gry. W środku znajdziemy prawdziwe bursztyny.

Gra przeznaczona jest zarówno dla graczy polsko- jak i angielskojęzycznych, stąd obecność na elementach z tekstem obu wersji językowych. Załączona instrukcja to jedna dwustronna kartka. Zasady wytłumaczone zostały całkiem przyzwoicie, aczkolwiek nie wszystko było jasne i dlatego przed pierwszą rozgrywką posiłkowałem się filmem przedstawiającym zasady gry.

CEL GRY

Trafiamy do Gdańska. Weźmiemy udział w swoistym wyścigu. Przyjdzie nam, korzystając z różnych środków transportu (w tym naszych nóg) i wykorzystując do tego monety oraz energię odwiedzać różne miejsca Gdańska. Każdy z nas przed rozgrywką otrzyma specjalną kartę szlaków, na której mamy zaznaczone typy lokacji do odwiedzenia. W zamian za to otrzymywać będziemy bursztyny. Pierwszy, który zgromadzi te trzy skarby Bałtyku, zostanie zwycięzcą.

PRZYGOTOWANIE GRY

Ten etap nie jest specjalnie długi, aczkolwiek wymaga troszkę czasu. Po pierwsze musimy przygotować planszę. W tym celu łączymy ze sobą ramki a następnie losowo umieszczamy w nich kafelki z obiektami. Jedna uwaga. Na początku wymagało to będzie nieco siły (jak np. w Jedzie pociąg…) ale z czasem ramki się rozciągną i wszystko będzie ładnie pasować do siebie.

Oprócz tego musimy przygotować wszystkie zasoby wspólne, tj. monety, energię, kafle obiektów (podzielone na sześć oddzielnych stosów), karty transportu i szansy (po przetasowaniu formujemy dwa zakryte stosy dobierania).

Zestawem startowym każdego z gracza jest planszetka postaci wraz z odpowiadającym jej pionkiem (ten wędruje na odpowiednie pole startowe) odpowiednią liczbą zasobów (monet i energii) - każda z czterech postaci zawiera inne zasoby początkowe. Oprócz tego otrzymujemy trzy karty transportu oraz jedną kartę celu. To w zasadzie wszystko. Drodzy turyści czas na bezkrwawe łowy w Gdańsku.

wtorek, 8 grudnia 2020

ZAKODOWANY ZAMEK: algorytm po skarb - recenzja gry od Kapitana Nauki (Wydawnictwo Edgard)

Programowanie i kodowanie od jakiegoś czasu staje się coraz bardziej popularne. Elementy te zaczynają pojawiać się nawet w edukacji przedszkolnej. Nic więc dziwnego, że programowanie wkrada się także do gier planszowych.  Mamy takie przykłady jak Scottie Go czy PixBlocks.

Do grona gier przygotowujących poprzez zabawę do nauki kodowania i programowania dołącza także bohaterka dzisiejszej recenzji, czyli Zakodowany zamek od Kapitana Nauki. Czy programowanie na planszy jest możliwe? Czy taka zabawa w jakiś sposób uczy dzieciaki podstaw prawdziwego kodowania? Przekonajcie się sami. Zapraszam do lektury naszej recenzji.




CO ZAWIERA GRA

W pudełku charakterystycznym dla gier Kapitana Nauki takiej jak na przykład Zakupy znajdziemy sporo tekturowych elementów, a mianowicie: planszę do gry, żetony (skarbów, czarodzieja i ducha) oraz karty ruchów. Do tego instrukcja objaśniająca zasady gry. Tyle wystarczy, żeby rozpocząć przygodę z programowaniem.

Jakość elementów jest naprawdę wysoka i jestem przekonana, że wszystko przetrwa wiele rozgrywek nawet w łapkach małego dziecka. Załączona instrukcja napisana jest bardzo przystępnie i prawdę mówiąc nie mamy żadnych problemów ze zrozumieniem zasad gry 

CEL GRY

Zakodowany zamek to kooperacja – wszyscy gracze wcielają się w mądrego czarodzieja i walczą przeciwko duchowi, który nawiedza zamek. To swoisty wyścig z czasem, bowiem zadaniem czarodzieja jest zebranie czterech skarbów, zanim duch dotrze na szczyt zamkowej wieży.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygodę w zakodowanym zamku trzeba należycie przygotować. Na początku na środku stołu układamy planszę a na niej żeton czarodzieja (na polu z obrazkiem czarodzieja) i ducha (na dole wieży).

Żetony ze skarbami mieszamy i losowo wybieramy cztery skarby. Każdy żeton na swoim odwrocie ma tajemniczy symbol i cyfrę – to są współrzędne pola na planszy, na którym ma być położony dany skarb. Gracze muszą odnaleźć te pola i umieścić na nich wylosowane żetony skarbów.

Zostaje już tylko potasować talię kart ruchu i ułożyć je w zakrytym stosie obok planszy.

Zamek przygotowany do obrony przed duchem. Przygoda może się rozpocząć.

wtorek, 3 marca 2020

ZAKUPY: jak sobota to tylko do ... - recenzja gry od Kapitana Nauki.

Jako dziecko uwielbiałam bawić się w sklep. Wyciągałam mamie różne produkty z szafek kuchennych, łazienki i innych domowych zakamarków. Banknoty rysowałam na kartach a za bilon robiły kamyczki czy inne koraliki. I sklep był przygotowany.

Czasy się zmieniły i nasze dzieci mają do dyspozycji różne gadżety pozwalające na zabawę w sklep - plastikowe owoce, warzywa i inne produkty spożywcze, małe buteleczki po szamponach czy kremach. A przede wszystkim kasę z koszykiem na zakupy i "fałszywymi" pieniędzmi. Jedno się nie zmieniło. Nadal uwielbiają się bawić w sklep. Nasza dwójka do tej pory co jakiś czas organizuje sobie taką zabawę.

Nic więc dziwnego, że Wydawnictwo Edgard w linii gier edukacyjnych Kapitan Nauka ma właśnie bohaterkę dzisiejszej recenzji, czyli grę edukacyjną pod tytułem Zakupy. Czy buszowanie po różnych sklepach było przyjemnością? A może to koszmar porównywalny do gorączki przedświątecznych zakupów? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury recenzji.



CO ZAWIERA GRA

W pudełku średniej wielości znajdziemy sporą liczbę tekturowych (baaardzo solidnych) komponentów. Wśród nich 4 kosze na zakupy, dwustronne listy zakupów (8 różnych sklepów po 6 produktów), garść żetonów przedstawiających asortyment tych sklepów i oczywiście instrukcję tłumaczącą zasady zabawy. 

CEL GRY

Jak to już sama nazwa gry sugeruje będziemy bawić się w sklep i robić w nim zakupy. Kto pierwszy zapełni swój koszyk? Kto bezbłędnie zapamięta artykuły ze swojej listy zakupowej? Sami się przekonacie, jak tylko zasiądziecie do zabawy. 

PRZYGOTOWANIE GRY

Zakupy mają kilka wariantów zabawy. W zależności od wybranego musimy odpowiednio przygotować pole gry. Jednakże w większości z nich układamy żetony wzorami do góry (czyli tak, żeby nie było widać produktów), wziąć koszyk dla siebie oraz wylosować listę zakupów. Nic skomplikowanego. 

niedziela, 23 lutego 2020

CZY WIESZ,CO WIEM? SZACUN!: czasy znane i nieznane - recenzja gry Narodowego Centrum Kultury.


Jako dziecko uwielbiałam oglądać wszelakie teleturnieje. Jeden z dziesięciu, Miliard w rozumie czy Wielka gra elektryzowały mnie przed telewizorem. Zapewne z tego powodu nie przeszłam obojętnie obok propozycji przetestowania gry edukacyjnej wydanej przez Narodowe Centrum Kultury w ramach programu Niepodległa, a będącej właśnie takim karcianym turniejem.

Mowa tutaj o bohaterce dzisiejszej recenzji, czyli grze Czy wiesz, co wiem? Szacun! To edukacyjna gra, która przybliża graczom wydarzenia, postaci i ciekawostki związane z historią naszej ojczyzny, od odzyskania niepodległości w 1918 roku aż do 2018 r. Będziemy mogli sprawdzić naszą wiedzę m.in. z zakresu polityki, geografii, kultury i sportu. Czy to będzie miłe sprawdzanie czy wiemy, co wiemy? A może to będzie gorszy stres niż na maturze? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury recenzji.



CO ZAWIERA GRA


W sporym (i naprawdę ciężkim) pudle nietypowych rozmiarów (większych niż Fuji, Pandemia czy inne gry w cienkich, prostokątnych pudełkach) znajdziemy sporo komponentów. A mianowicie: obfitą talię dużych kart (większych nawet niż Dixit) , sporą garść żetonów, karty graczy (po trzy dla każdego - czerwoną, zieloną i kartę X), karty z punktacją, kieszonkę na karty oraz instrukcję opisującą zasady gry. 

Musimy przyznać, że wykonanie gry jest imponujące. Gruby, kredowy papier  to baza dla kart i instrukcji. Do tego mamy solidne, tekturowe żetony. Karty z pytaniami zdobią piękne, czarno- białe zdjęcia z zasobów archiwum Narodowego Centrum Kultury. To robi wrażenie. Oj jak pięknie by wyglądały "zwykłe" gry "zwykłych" wydawnictw, gdyby miały takie środki finansowe do dyspozycji... Pomarzyć można :-)



CEL GRY

Jak to jest w quizach wszelakich i innych turniejach celem wszystkich graczy jest zdobycie jak największej liczby żetonów. Będzie to możliwe dzięki trafnemu szacowaniu odpowiedzi oraz właściwej ocenie wiedzy innych. 

PRZYGOTOWANIE GRY

Na początku gracze otrzymują komplet kart graczy, czyli kartę z zielonym tłem, kartę z czerwonym tłem i kartę z X oraz pulę żetonów o wartości 1000zł. 

W zależności od liczby graczy biorących udział w zabawie należy ustalić liczbę pytań, które będziemy wykorzystywać w grze (np. przy 3 graczach jest to 30 pytań). 

Następnym krokiem będzie wpłacenie przez każdego gracza do ogólnej puli żetonów o wartości 25 zł.

Ot tyle. Można zacząć szacowanie wiedzy własnej i współgraczy. 

wtorek, 19 listopada 2019

ZWIERZĘTA NA KONTYNENTACH: gdzie mieszka słoń? - recenzja gry Fabryki Kart Trefl (linia Zu&Berry)..

Nie od dziś wiadomo, że dzieciaki uwielbiają zwierzaki. Zbierają naklejki, przytulanki, lubią kolorowanki o takiej tematyce.  Zwierzęta są także bohaterami różnych gier planszowych (np. O kocie w kłopocie, Owce na manowce, Lisek Urwisek, Kot Stefan, Myszki w opałach itd). 

Jeśli jednak przy zabawie można by się dodatkowo jeszcze czegoś nauczyć o zwierzętach, to byłoby to cenne. Taką misję wzięło na siebie Wydawnictwo Fabryka Kart Trefl Kraków w linii produktów dla najmłodszych Zu & Berry. Pod tą marką na rynku pojawiło się kilka tytułów, a między nimi bohaterka dzisiejszej recenzji czyli loteryjka edukacyjna Zwierzęta na kontynentach. Czy spotkanie ze zwierzątkami z różnych stron świata było przyjemne? A może to tylko nudna loteryjka z żetonami? Przekonajcie się. Zapraszamy do lektury recenzji.



CO ZAWIERA GRA

W sporym kartonowym pudełku wysuwanym na wzór szufladki znajdziemy duże planszetki z ilustracjami z różnych kontynentów,  żetony zwierzątek oraz instrukcję z zasadami gry i opinią psychologa. 

Skupmy się na planszetkach. Są one dwustronne. Z jednej strony zobaczymy obrazek przedstawiający graficzną prezentację terenu danego kontynentu i zwierząt na nim występujących. Druga strona planszy to nic innego jak spora garść ciekawostek na temat gatunków zwierząt na nich żyjących. 

Instrukcja jak zwykle jest zwięzła i precyzyjna. Poza tym, że tłumaczy zasady zabawy to daje nam (rodzicom) sporą garść informacji na temat rozwoju dziecka na danym etapie oraz wspomnianą już opinię psycholog Agnieszki Lasoty (opiniuje ona wszystkie tytuły serii Zu & Berry).

CEL GRY

Celem każdej loteryjki jest dopasowywanie odpowiednich żetonów do odpowiednich obrazków czy planszy. Nie inaczej jest w przypadku Zwierząt na kontynencie. Nasze dzieciaki będą miały za zadanie dopasować żetony ze zwierzętami do rysunków znajdujących się na planszach - dopasować dane zwierzątko do kontynentu, na którym występuje. 

PRZYGOTOWANIE GRY

Cała zabawa nie wymaga jakiegoś specjalnego przygotowania. Po prostu wyciągamy z pudełka plansze i żetony, rozkładamy je przed dzieckiem tak, żeby miało wszystko w zasięgu ręki i wzroku. I tyle -możemy zaczynać całą zabawę. 

niedziela, 28 października 2018

ZU & BERRY KARTY PRZYGODOWE I KREATYWNE (3+): nauka przez zabawę - recenzja edukacyjnych kart dla najmłodszych.

Jako psycholog (co prawda społeczny a nie dziecięcy, ale zawsze psycholog) i matka dwójki dzieci wiem, jak ważne w rozwoju psychofizycznym dziecka jest pokazywanie mu różnorodnych gier, zabaw i książeczek edukacyjnych. 

Pokonywanie labiryntów, poszukiwanie różnic lub drobnych szczegółów na kolorowych obrazkach czy też rozwiązywanie różnorodnych zagadek dostosowanych do wieku dziecka, to coś co każdy maluch kocha. Nasz Jasiulek od jakiegoś czasu dostał dosłownie hopla z przerzutką na punkcie takich rzeczy. Pokonuje labirynt za labiryntem pisząc mazakiem po folii, ściera narysowaną drogę tylko po to, żeby za chwilę od nowa zacząć całą zabawę. Mijają miesiące a miłość Jasia do tego typu zabaw pozostaje niezmienna.

Oczywiste więc było, że w chwili, w której wydawnictwo Trefl Joker Line puściło w świat informację o ich nowej serii edukacyjnej Zu & Berry nie mogliśmy nie przyjrzeć się bliżej ich propozycjom. Na przysłowiową tapetę wzięliśmy trzy tytuły dedykowane dzieciom powyżej 3 roku życia, czyli: Zakręcone labirynty, Rycerze i rabusie oraz Krainę zagadek. Czy te tytuły wkupiły się w łaski wymagającego Jasiulka? Czy powracają do jego rączek? Zapraszamy do lektury.




ZAKRĘCONE LABIRYNTY


Piękne, kolorowe i przyciągające wzrok karty z krętymi drogami, mazak, filcowa ściereczka i instrukcja (a w zasadzie ulotka z opinią psychologa). Tylko tyle potrzeba do świetnej zabawy. 

Nasi milusińscy będą mogli wziąć udział w ekscytującej przygodzie i bezpiecznie przeprowadzić bohatera każdej historii do jego celu. Znalezienie właściwej drogi nie będzie jedynym wyzwaniem. Bowiem na podróżników czyhać będą różne pułapki, których trzeba będzie uniknąć. Różnorodność kart powoduje, że każde dziecko znajdzie coś dla siebie. Miłośnicy autek będą mogli pomóc samochodzikowi trafić do myjni. Fani kosmosu i przygód w galaktyce będą pilotować statek na jego docelową planetę lub do bazy kosmicznej. Mali piłkarze podryblują z piłką do bramki omijając po drodze różnorodne przeszkody. Ale, ale.....dziewczynki też znajdą coś dla siebie. Mogą pomóc trafić zbłąkanemu konikowi na urodzinowe przyjęcie niespodziankę, doprowadzić bezpiecznie pieski do budy czy też pomóc małej dziewczynce trafić do jej mamy. 

Skoro mamy do czynienia z labiryntem to łatwo zgadnąć, że cała zabawa będzie polegała na odnalezieniu właściwej drogi do celu określonego na każdej z kart. 

Poza walorami czysto rozrywkowymi zabawa w labirynty niesie ze sobą sporo korzyści. To jedne z najfajniejszych zadań grafomotorycznych przygotowujących dzieci do nauki pisania. To także rozwój i wzmacnianie koordynacji wzrokowo- ruchowej oraz nabywania umiejętności skupiania swojej uwagi na wykonywanej czynności. Dzięki temu, że dziecko operuje tutaj ścieralnym mazakiem unika czynnika stresującego - jak coś się nie uda to można wszystko zetrzeć i spróbować jeszcze raz. Nie zapominajmy także o wpływaniu na prawidłowy rozwój emocjonalny naszych maluchów. Te karty aż się proszą o to, żeby stały się impulsem do opowiadania niesamowitych historii. Może trzylatkom nie przyjdzie to z taką łatwością ale z małą pomocą rodziców mogą stworzyć piękną bajkę. 

Nie ukrywamy, że naszemu Jasiulkowi najbardziej do gustu przypadły Zakręcone labirynty. Do tego tytułu cały czas wraca. Nie oznacza to jednak, że pozostałe dwie pozycje nie znalazły uznania w jego oczach i zostały całkiem zapomniane. Co to to nie. 

RYCERZE I RABUSIE

To drugi z opisywanych przez nas tytułów i kolejna pozycja, która na długo zagościła w rękach naszego synka. 


Tym razem w pudełku znajdziemy 13 dużych kart dosłownie naszpikowanych różnorodnymi detalami, 30 okrągłych kart z poszukiwanymi przedmiotami oraz instrukcję/ulotkę z opinią psychologa dziecięcego. 

Z kartami Rycerze i rabusie możemy się bawić w pojedynkę ale możemy także zorganizować rywalizację grupową wykorzystując wszystkie 13 kart jednocześnie (jeśli tylko zbierzemy taką ilość chętnych dzieciaków). Każdy maluch dostaje swoja kartę a na środku stołu kładziemy zakryte, okrągłe karty z przedmiotami. Gdy wszyscy uczestnicy zabawy są już gotowi, odkrywamy pierwszą kartę. Zadaniem dzieciaków będzie odszukanie symbolu widniejącego na obrazku na ich karcie z ilustracją. Ten, komu uda się to jako pierwszemu w nagrodę otrzymuje punkt i kładzie przed sobą okrągłą kartę. Zabawa trwa aż do momentu, gdy skończą się karty z przedmiotami. Zwycięzcą zostaje ten gracz, który zdobędzie najwięcej punktów.