niedziela, 11 października 2026

Wiszące ogrody - recenzja gry planszowej wydawnictwa IUVI Games.

Starożytny Babilon, królewskie ambicje i ogród, który ma zachwycić swoim pięknem. Właśnie w takim otoczeniu przenosimy się do gry Wiszące ogrody (oryginalny tytuł to The Hanging Gardens), wydanej w Polsce przez IUVI Games.

To propozycja, w której wcielamy się w ogrodników odpowiedzialnych za stworzenie wyjątkowej kompozycji pełnej kwiatów, drzew, zwierząt i innych elementów, które wspólnie mają złożyć się na prawdziwy cud świata. Jej autorami jest duet Grégory Grard oraz Matthieu Verdier – znani z takich tytułów jak Zamek Combo, Śladami Darwina, czy też Daj namiar.

Wiszące ogrody łączą układanie kart, zbieranie zestawów oraz zarządzanie ograniczonymi zasobami. Wszystko to zamknięto w stosunkowo krótkiej rozgrywce, dzięki czemu gra może zainteresować zarówno osoby szukające rodzinnej planszówki, jak i graczy lubiących taktyczne kombinowanie. Przyjrzyjmy się zatem, czy budowanie babilońskiego ogrodu daje równie dużo satysfakcji, co sugeruje jego temat.

Zapraszam zatem do lektury, w której to podzielimy się naszymi wrażeniami płynącymi z rozgrywki.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W pudełku znajdziemy dwustronną planszę główną oraz dwie dwustronne planszetki. To, z których stron skorzystamy, zależy od liczby graczy.

Nasze ogrody będziemy tworzyć za pomocą kart Ogrodów wraz z kafelkami ulepszeń, kierując się wskazówkami obecnymi na kartach irygacji oraz kafelkami ulepszeń.

Nie można nie wspomnieć o pięknych drewnianych: figurkach ogrodników oraz znacznikach celów.


Całość uzupełniają zasoby: złote monety oraz narzędzia. Do tego znacznik pierwszego gracza, notes punktacji.

Gra zawiera też specjalny tryb dla jednego gracza. Wykorzystujemy w tym celu karty Automy.

Jakościowo wszystko wypada wręcz wzorowo. Załączona instrukcja prowadzi nas za rękę, przeplatając tekst czytelnymi przykładami.

CEL GRY

Naszym zadaniem jest stworzenie najpiękniejszych Wiszących Ogrodów, które zdobędą uznanie królewskiego dworu. Nie budujemy jednak ogrodu wyłącznie po to, żeby cieszyć się jego wyglądem. 

Każda karta powinna mieć swoje miejsce i wspierać obrany przez nas plan. Liczy się odpowiednie rozmieszczenie kwiatów, drzew i zwierząt, wykorzystanie systemu nawadniania, a także realizowanie celów, za które otrzymujemy dodatkowe punkty.


Zwycięstwo nie zależy wyłącznie od jednego elementu. Możemy rozwijać różne obszary ogrodu i szukać punktów w kilku źródłach, ale najważniejsze pozostaje takie połączenie wszystkich działań, aby na koniec przyniosły nam jak największą korzyść. Zwycięzcą jest ten z nas, który uzbiera najwięcej punktów.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie zaczynamy od rozłożenia planszy głównej na środku stołu. Wybieramy jej stronę odpowiednią do liczby uczestników, a następnie umieszczamy pod nią planszetkę (stroną zależną od liczby graczy).

Tasujemy karty Ogrodów i wykładamy dwanaście z nich w trzech kolumnach po cztery karty. W ten sposób powstaje wspólny rynek, z którego będziemy korzystać w trakcie kolejnych tur.


Następnie przygotowujemy kafelki Ulepszeń, rozdzielając je według trzech rodzajów, a także losujemy cztery kafelki celów, które będą wyznaczały dodatkowe możliwości zdobywania punktów.

Każdy z nas otrzymuje kartę irygacji, trzy figurki ogrodników oraz cztery znaczniki celów w wybranym kolorze. Do tego dostajemy dwie złote monety i cztery narzędzia.

Osoba rozpoczynająca rozgrywkę otrzymuje znacznik pierwszego gracza, a ostatni gracz dostaje dodatkowe narzędzie.

Po przygotowaniu wszystkich elementów możemy rozpocząć rywalizację. Warto już na samym początku przyjrzeć się dostępnym kartom i celom, ponieważ pierwsze decyzje mogą wpłynąć na kierunek rozwoju naszego ogrodu. Dobrze jest mieć ogólny plan, choć musimy pamiętać, że wspólna pula kart będzie się zmieniać, a pozostali gracze mogą sprzątnąć nam sprzed nosa element, na którym szczególnie nam zależało.

wtorek, 6 października 2026

Space Lab - recenzja gry karcianej wydawnictwa Czacha Games.

Trudno dziś znaleźć wydawcę gier planszowych, który nie próbowałby swoich sił w temacie kosmosu – rakiety, satelity i stacje orbitalne to temat bardzo nośny i wszechobecny.

Kolejnym przedstawicielem kosmicznej rodziny jest nowa propozycja naszej rodzimej Czachy Games. A mowa o Space Lab, która zabiera nas w przestrzeń kosmiczną, gdzie zamiast walczyć z obcymi czy ratować ludzkość, zajmujemy się czymś zdecydowanie bardziej naukowym – budujemy własną stację kosmiczną i kompletujemy odpowiedni zespół badaczy.

Jej autorami jest francuski duet Johannesa Goupy i Corentin Lebrat, których możecie kojarzyć z takich tytułów jak Dewan, Hen daleko, Rauha czy też Oryszalk. Powyższe gry pokazały, że panowie potrafią projektować dobre gry.

Czy podobnie będzie ze Space Lab? Zapraszam do lektury recenzji, w której to podzielimy się naszymi wrażeniami płynącymi z rozgrywki.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W niewielkim pudełku znajdziemy przede wszystkim dwie talie kart. Większa to talia kart laboratoriów (modułów, które trafią do naszych stacji) oraz mniejszą. Mniejsza to talia projektów, dających dodatkowe punkty na koniec gry.


Ważne są elementy kapsuł, z których każdy z nas buduje własną, trzyczęściową stację. Ich nierozerwalnymi częściami są żetony celów rozkładane wewnątrz naszych kapsuł. Do tego dochodzą żetony ulepszeń, które zdobywamy w trakcie rozgrywki.

Całość dopełnia notesik do zapisywania punktacji. Załączona, niewielka instrukcja napisana jest tak, jak lubimy. Prosto, z czytelnymi przykładami. W sumie nie ma się czego przyczepić.

CEL GRY

Naszym zadaniem jest stworzenie jak najlepiej działającej stacji kosmicznej i zdobycie większej liczby punktów niż pozostali gracze. Robimy to poprzez odpowiednie rozmieszczanie kart laboratoriów wokół trzech kapsuł, realizowanie znajdujących się przy nich celów, zdobywanie kafelków premii oraz kolekcjonowanie kart projektów.


Musimy przy tym pilnować tempa rozgrywki. Gra kończy się natychmiast, gdy któryś z graczy umieści w swojej stacji dziesiątą kartę laboratorium albo zrealizuje trzeci i ostatni cel.

PRZYGOTOWANIE GRY

Tasujemy karty laboratoriów i tworzymy z nich zakrytą talię. Obok zostawiamy miejsce na tzw. Centrum Rekrutacji, do którego w trakcie gry trafiać będą karty niewybrane przez graczy.

Następnie każdy z nas buduje swoją stację z trzech kapsuł, pozostawiając odpowiednią przestrzeń na karty laboratoriów. Wokół kapsuł znajduje się łącznie dziesięć miejsc na karty.


Każdy gracz otrzymuje trzy kafelki celów i umieszcza je w każdej z trzech kapsuł. Cele określają, jakie agencje powinny znaleźć się przy danej kapsule, dlatego już na tym etapie zaczynamy myśleć o przyszłej konstrukcji naszej stacji.

Tasujemy również karty projektów i przygotowujemy je w osobnej talii. Kafelki premii dzielimy natomiast na trzy stosy – osobno dla lewej, środkowej i prawej kapsuły – układając je według wartości (od najwyższej).

I właściwie tyle. Przygotowanie zajmuje dosłownie chwilę, a po ustaleniu pierwszego gracza możemy rozpoczynać pracę nad naszym kosmicznym laboratorium.

piątek, 2 października 2026

Koty z Kioto - recenzja gry karcianej wydawnictwa Muduko.

Japonia, klimatyczne uliczki dawnej stolicy i cała ferajna uroczych czworonogów – tak na pierwszy rzut oka prezentuje się gra karciana Koty z Kioto.

Tytuł gry nie jest przypadkowy. Japończycy mają wręcz obsesję na punkcie kotów, Są wszechobecne w tamtejszej kulturze, tradycji, gospodarce i przestrzeni publicznej.

Pod tą słodką, pełną ciepłych ilustracji oprawą wydawnictwo Muduko oraz autor Rüdiger Dorn (bardzo lubimy tego autora) ukryli tytuł o zaskakująco rywalizacyjnym charakterze. 

Choć przy stole królują urocze pyszczki, ptaszki i prezenty, rozgrywka obfituje w emocjonującą walkę o dzwonki, zarządzanie ryzykiem oraz dużą dawkę złośliwej interakcji. 

Jak to się sprawdza w praktyce? Zapraszamy do lektury naszej recenzji, w której dzielimy się wrażeniami z rozgrywek.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

Niewielkie, poręczne pudełko mieści 110 kart oraz polską instrukcję.

Ilustracje są niezwykle barwne i urocze — przedstawiają kocie wędrówki po mieście oraz rozmaite obiekty i postacie spotykane na ulicach Kioto, takie jak ptaszki, poidełka, jedzenie, prezenty, pieski czy dzieci.

W talii gry Koty z Kioto pod słodkim wyglądem znajdują się karty o wartościach liczbowych od 0 do 5, które dzielą się na trzy główne kategorie:

(I) Karty z dzwonkami — karty przedstawiające dzwoneczki, które gracze starają się zgromadzić i zabezpieczyć w swoim magazynie, by osiągnąć cel wygranej (13 dzwonków).


(II) Karty ze specjalnymi zdolnościami i wydarzeniami — karty posiadające specjalne symbole uruchamiające unikalne efekty akcji wpływające na przebieg rozgrywki. Ilustracje na nich przedstawiają spotkania i obiekty z ulic Kioto, takie jak ptaszki, poidełka, pieski, dzieci, prezenty czy jedzenie.

(III) Karty zwykłe (bez efektów) — posiadają wyłącznie wartość numeryczną od 0 do 5.

Moce i efekty symboli służą stwarzaniu złośliwej interakcji — pozwalają m.in. podkradać skarby, przeszkadzać przeciwnikom oraz sprytnie decydować, komu przekazać nowo odkryte karty, aby zmusić rywali do przekroczenia bezpiecznego limitu 13 punktów.

Jakościowo wszystko jest w najlepszym porządku. Załączona instrukcja jest krótka, z przykładami. Jasno tłumaczy zasady gry.

CEL GRY

Głównym zadaniem graczy jest zgromadzenie i zabezpieczenie w swoim magazynie 13 dzwonków. Osoba, który dokona tego jako pierwsza, zostaje ogłoszona najbardziej przebiegłym kotem w Kioto.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie do rozgrywki jest bardzo szybkie: wystarczy przetasować główną talię kart i umieścić ją na środku stołu jako zakryty stos dociągania. 


Musimy jeszcze zostawić miejsce na stos kart odrzuconych oraz obszary gry dla każdego z graczy (do układania zdobywanych kart).

Wybieramy pierwszego gracza, który otrzymuje specjalną kartę. Możemy rozpocząć kocią włóczęgę.

środa, 30 września 2026

Wyprawa do Eldorado: Gra kościana - recenzja gry roll and write wydawnictwa Nasza Księgarnia.


Wyprawa do El Dorado to z całą pewnością jedna z ważniejszych gier w portfolio Naszej Księgarni. Od lat stoi u nas na półce i regularnie wraca na stół oferując po prostu dobrą zabawę. Kiedy dowiedzieliśmy się, że Nasza Księgarnia szykuje wersję kościaną, byliśmy ciekawi, ile z ducha oryginału uda się przenieść na kartkę papieru wspierając się kośćmi.

Reiner Knizia to autor, który zjadł zęby na prostych, kościanych mechanizmach, więc nie mieliśmy mogliśmy spodziewać się kolejnego dobrego tytułu w dorobku pana doktora.

Wyprawa do El Dorado: Gra kościana przenosi znany z wcześniejszych odsłon klimat poszukiwania legendarnego złotego miasta do świata kości, ołówków i indywidualnych arkuszy ekspedycji. Tematycznie zatem mamy swoistą kontynuację oryginału, co dodatkowo podkreśla oprawa graficzna niesamowitego Vincenta Dutrait.

Jak zatem wypadła w naszych oczach ta nowa wyprawa? Zapraszam do lektury, w której to podzielimy się naszymi wrażeniami płynącymi z rozgrywki.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W niewielkim pudełku znajdziemy (zgodnie z tytułem gry) siedem kości. Sześć z nich to kości ekspedycji przedstawiające maczetę, wiosło, pochodnię, mapę, amulet oraz monety. Siódma jest nieco inna - na niej znajdziemy drogowskazy oraz monety.


Do tego otrzymujemy spory bloczek arkuszy. Mamy cztery różne ekspedycje, które nie są jedynie kosmetycznymi wariantami tej samej planszy. Kolejne arkusze wprowadzają nowe rozwiązania i dodatkowe możliwości, dlatego autor sugeruje poznawanie ich po kolei.

Całość uzupełnia książeczka przedstawiającą historię związana z legendą El Dorado oraz zestaw ołówków, dzięki czemu jesteśmy w pełni przygotowani do rozgrywki

Załączona instrukcja napisana w stylu Naszej Księgarni, czyli dokładnie tak, jak lubimy. Prosto, z czytelnymi przykładami.

CEL GRY

Naszym celem jest dotarcie do El Dorado przed pozostałymi uczestnikami wyprawy.

Nie wystarczy jednak po prostu przedrzeć się przez kolejne pola. Po drodze musimy odwiedzać świątynie i składać wymagane ofiary z monet. Dopiero kiedy spełnimy wszystkie wymagania swojej ekspedycji, będziemy mogli wkroczyć do legendarnego miasta.


Całość jest więc wyścigiem, ale nie takim, w którym po prostu przesuwamy pionek jak na klasycznej planszy. Sami budujemy swoją trasę, wykreślając kolejne pola na arkuszu. Musimy odpowiednio zarządzać kośćmi, zdobywać potrzebne zasoby i rozwijać możliwości znajdujące się w dolnej części arkusza.

Ten, kto zrobi to najszybciej, zostaje ogłoszony zwycięzcą.

PRZYGOTOWANIE GRY

Na początku wybieramy jedną z czterech ekspedycji. Każdy z nas otrzymuje identyczny arkusz wybranej ekspedycji oraz ołówek. Następnie ustalamy, czy gramy w wariancie łatwiejszym, czy trudniejszym. W tym drugim przypadku musimy spełnić dodatkowe wymaganie związane ze świątynią, dzięki czemu droga do El Dorado staje się nieco bardziej wymagająca.


Wybieramy również osobę rozpoczynającą rozgrywkę. Wszystkie siedem kości trafia na środek stołu i możemy zaczynać naszą wyprawę.

Przygotowanie jest więc niezwykle szybkie. Nie mamy tutaj rozstawiania planszy, układania talii czy przygotowywania dużej liczby znaczników. W zasadzie po rozdaniu arkuszy możemy niemal od razu przejść do pierwszego rzutu.