piątek, 25 lipca 2025
Pola kwiatów - recenzja rodzinnej gry kafelkowej wydawnictwa Nasza Księgarnia
niedziela, 15 czerwca 2025
Ptaszki - recenzja gry karcianej wydawnictwa Nasza Księgarnia.
niedziela, 9 czerwca 2024
Alpina - recenzja gry Wydawnictwa Iuvi Games
niedziela, 19 maja 2024
Podwodni łowcy - recenzja gry karcianej wydawnictwa Gaj
wtorek, 30 maja 2023
Szarlatani z Pasikurowic - recenzja gry planszowej wydawnictwa G3
czwartek, 23 lutego 2023
Catan: Osadnicy z Catanu - recenzja gry planszowej wydawnictwa Galakta
wtorek, 17 listopada 2020
PIZZERIA: zjeść czy zachować na później, oto jest pytanie! - recenzja gry Wydawnictwa Nasza Księgarnia
Od lat króluje na stołach na całym świecie. Doczekała się niezliczonej ilości wersji i modyfikacji. Jedni lubią tę najprostszą tylko z sosem i serem, inni do pełni szczęścia muszą znaleźć na niej różnorodne składniki. Zamawiana z ulubionych restauracji, robiona w domu, kupowana w wersji mrożonej. Ale jako główny temat i motyw planszówki, to chyba całkowita nowość.
Bo czy przed bohaterką dzisiejszej recenzji była jakaś gra o robieniu pizzy? My nie kojarzymy. Pizzeria od Wydawnictwa Nasza Księgarnia to pierwszy taki tytuł na naszym rynku. Choć chcąc być szczerzy musimy zauważyć, że jest to nowe wydanie istniejącej już gry, a mianowicie New York Slice. Oczywiście z nową szatą graficzną, innym rozmiarem kawałków pizzy i pewnymi modyfikacjami (wariant solo, nowy typ pizzy czyli Pomodoro w zamian za jokera Supreme Slice, brak anchois punktujących ujemnie oraz bazylia w miejsce pepperoni). Czy podział nietypowej pizzy to przyjemność czy stres? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury naszej recenzji.
CO ZAWIERA GRA
Rzućmy szybko okiem na cząstki pizzy. Znajdują się na nich 3 obszary, na które musimy zwracać uwagę podczas gry. Na samej górze znajdziemy listki bazylii (w liczbie od 0 do 3), poniżej mamy rewię składników odpowiednich dla danego rodzaju pizzy, zaś na dole wartość informującą nas o tym, ile kawałków danego rodzaju jest w grze. O roli tych informacji więcej przeczytacie w dalszej części naszej recenzji.
Przyznaję bez bicia, że po wyjęciu tych wszystkich kawałków pizzy z tekturowych wyprasek ciężko będzie zachować porządek w pudełku. Tyle dobrego będzie się w nim mieszało, że ho. Oczywiście wszystko wykonane w świetnej jakości, do jakiej już dawno przyzwyczaiła nas Nasza Księgarnia.
CEL GRY
Skoro mamy do czynienia z pizzerią, to jak łatwo się domyślić wybierzemy się z przyjaciółmi na smakowitą pizzę. Trzeba tylko ją jakoś podzielić i to zadanie właśnie czeka na nas. Co rundę ktoś z graczy będzie dokonywał podziału pizzy na kilka porcji a następnie każdy będzie wybierał pasujący mu kawałek. Przecież jedni (jak nasze dzieciaki) lubią klasyczną margheritę, jeszcze inni preferują ostre smaki a są i tacy jak ja, którzy najchętniej wchłonęli by kawałek hawajskiej pizzy. Tutaj mamy szansę przygarnąć to, na co mamy ochotę bo nasza pizza to mieszanka różnych smaków. Trzeba tak kombinować, żeby zgromadzić jak najwięcej kawałków - przewaga liczebna kawałków plus listki bazylii obecne na tych kawałkach, które uda się nam zjeść to klucz do zwycięstwa.
PRZYGOTOWANIE GRY
Następnie wszystkie kawałki potrzebne do gry dokładnie mieszamy i tworzymy z nich odpowiednią liczbę (w odniesieniu do ilości graczy) stosów złożonych z 11 kawałków pizzy każdy. Kawałki, które zostaną odrzucamy do pudełka nie podglądając ich.
Nóż do pizzy trafia w ręce osoby, która ostatnio jadła pizzę (albo dla najstarszego gracza).
Jeśli chcemy zagrać w wariant zaawansowany to używamy ofert specjalnych. Jeśli nie, to trafiają one do pudełka.
Wszystko gotowe. Śmiało mogę stwierdzić, że przygotowanie wizyty w Pizzerii jest prostsze niż zrobienie nawet tej podstawowej margherity.
niedziela, 27 września 2020
Europa w 10 dni: wirtualne wakacje - recenzja gry wydawnictwa Rebel
Dziś na tapecie mamy kolejną grę
tego autora stworzoną wraz z Aaronem Weissblumem – autorem choćby znakomitej
Celestii), czyli Europę w 10 dni. Gra ma już swoje lata, jednakże całkiem
niedawno doczekała się nowego wydania, które to zostało również wypuszczone w Polsce
przez niezawodne wydawnictwo Rebel. Mamy świadomość, że dożyliśmy dziwnych
czasów, w których to podróżowanie stało się nie do końca komfortowe i nie do
końca bezpieczne, więc my w tym roku odpuściliśmy sobie wojaże zagraniczne
(Polska jest piękna), a Europę zwiedzaliśmy na planszy bohaterki recenzji.
Co ciekawe, sama gra nie jest
jakąś wielką świeżynką. Szczerze mówiąc, jest dorosłym tytułem, gdyż pierwotnie
wydana została w roku 2002. Ma nawet młodszą siostrę, czyli 10 Days in USA. Tak
czy inaczej doczekała się całkiem niedawno nowego wydania i właśnie takie
trafiło do Polski.
Zapraszam zatem do naszych przemyśleń na
temat Europy w 10 dni.
W średniej wielkości pudełku (podobnym np. do Mandali) znajdziemy całkiem sporo komponentów. Oczywiście planszę, która przedstawia uproszczoną mapę Europy. Co ciekawe plansza ta służyć będzie nam wyłącznie pomocą podczas rozgrywki. Naszą podróż planować będziemy za pomocą grubych kart (zwanych w instrukcji po prostu płytkami). Podzielone zostały one karty państw oraz środków transportu. Do ich przechowywania (i późniejszego użycia w grze) wykorzystywany będzie specjalny plastikowy podajnik. Ponadto każdy z graczy otrzyma zestaw dwóch stojaków na płytki.
Jakościowo wszystko wypada naprawdę
bardzo dobrze. Nie ma się po prostu do czego przyczepić. Załączona instrukcja
jest dość krótka, ale w sposób wyczerpujący wprowadza nas w zasady gry.
CEL GRY
W grze przyjdzie nam
zaplanować wycieczkę po Europie, układając w odpowiedniej kolejności płytki
państw i środków transportu. Osoba, która jako pierwsza ułoży plan 10-dniowej
podróży, zostaje zwycięzcą.
PRZYGOTOWANIE GRY
Zestawem startowym każdego z graczy będą
stojaki na płytki, przy czym opisy na nich powinny tworzyć ciąg liczb 1-10 i
być zwrócone w stronę gracza. Następnie uzupełniamy płytkami puste miejsca na
swoich stojakach - każdy dobiera po 1 płytce, ogląda ją i umieszcza na dowolnym
pustym miejscu na swoim stojaku. Robimy to do momentu, w którym to każdy będzie
miał w sumie 10 płytek na swoich stojakach. Co ważne, nie możemy zmieniać
kolejności dołożonych kart.
Pozostałe płytki układamy w zakryty stos
i umieszczamy w pierwszej przegródce podajnika. To będzie stos dobierania. Z
niego dobieramy trzy wierzchnie karty, które to umieszczamy w trzech kolejnych
przegródkach podajnika, tworząc trzy stosy odrzuconych płytek. To w zasadzie
tyle, możemy przystąpić do planowania.
wtorek, 1 września 2020
NAJLEPSZA GRA O KOTACH: Kici, kici... - recenzja gry wydawnictwa Foxgames.
Od kilku lat nasza Marysia ma sporego fioła na punkcie kotów. Marzenie o futrzanym czworonogu w domu jest jeszcze ciągle do realizacji. Dlatego cokolwiek, co ma związek z kotem trafia u nas na radar.
Te słodkie, choć charakterne czworonogi są wdzięcznym tematem bajek, książek dla dzieci i gier. Na sklepowych półkach znajdziemy kilka kocich tytułów m.in: O kocie w kłopocie, Kotobirynt, Kotostrofa, Kot Stefan, Eksplodujące Kotki, Kotek Psotek, Kociaki Łobuziaki, Cat Sudoku czy Cat Stax. Bohaterka dzisiejszej recenzji też jest grą o kotach, a do tego tytułuje się Najlepszą grą o kotach. Czy rzeczywiście taka jest? Przekonajcie się. Zapraszamy do lektury recenzji.
CO ZAWIERA GRA
W zgrabnym pudełku znajdziemy całkiem sporą ilość komponentów, a mianowicie: ponad 100 kart gry podzielonych na różne kategorie (koty, przysmaki, zabawki, ubranka, kocimiętkę czy zaginione koty), 13 kart przybłęd, żetony przysmaków, żetony punktów zwycięstwa, drewniany znacznik kota, notes do liczenia punktów i książeczkę z instrukcją. Słowem sporo elementów.
Mnie osobiście słodkie rysunkowe kotki bardzo przypadły do gustu. Lubię takie grafiki. Na uwagę zasługuje fakt, że są to dzieła samego autora gry, czyli Josha Wooda.
Kilka słów o instrukcji. Patrząc po ilości stron (15) można by pomyśleć, że mamy do czynienia ze skomplikowaną grą. Nic bardziej błędnego. Po prostu instrukcja jest bogata w grafiki i obrazkowe tłumaczenia. Same zasady opisane są klarownie.
CEL GRY
Skoro mamy do czynienia z futrzakiem, który potrafi być charakterny musimy być troskliwymi opiekunami. Wszak właściciele kotów i twórcy memów najlepiej wiedzą co zrobi niezadowolony koteczek. W najlepszym razie nasika nam do butów. A w naszej grze nienależycie zaopiekowany kotek, żeby nie powiedzieć zaniedbany, przyniesie nam minusowe punkty.
PRZYGOTOWANIE GRY
Opieka nad kotem bywa nie lada wyzwaniem. Trzeba się do tego dobrze przygotować. Podobnie jak do naszej rozgrywki.
Na początek tasujemy talie przybłęd, dobieramy z niej 3 karty i układamy je odkryte na górze stołu. Pozostałe karty przybłęd odkładamy do pudełka.
Następnie tworzymy talię główną, która składa się z ilości kart zależnej od ilości graczy - przy maksymalnym składzie bierzemy wszystkie karty, przy 3 osobach odrzucamy karty z symbolem "4", zaś grając w 2 osoby eliminujemy te z symbolem "3+" i "4". Tak utworzoną talię główną tasujemy, układamy z boku w zakrytym stosie i dobieramy z niego 9 kart. Układamy je odkryte na środku w kwadracie 3 na 3 karty.
Na koniec w miejscu dostępnym dla wszystkich graczy umieszczamy znacznik kota oraz wszystkie żetony. Pierwszym graczem zostaje osoba, która najbardziej lubi koty. Gracz po jej prawej stronie umieszcza znacznik kota przy dowolnym rzędzie lub kolumnie kwadratu pola gry.
Wszystko gotowe. Czas zadbać o naszych futrzanych przyjaciół.
czwartek, 20 sierpnia 2020
Herbatka dla dwojga - recenzja gry wydawnictwa Rebel.
Dobrych gier dwuosobowych nigdy dość. Mamy ich całkiem sporo w kolekcji i często do nich sięgamy. Bohaterka niniejszej recenzji jest właśnie jedną z takich gier. Grą stosunkowo młodą na rynku. Grą, która z pewnością przyciąga swoją tematyką powiązaną graficznie z Alicją w krainie czarów.
Jej autorem jest znany choćby z Odkryć: Dzienniki Lewisa i Clarka Cédrick Chaboussit. Tym razem graficznie wpierał go nie Vincent Dutrait, ale Amandine Dugon, która to ze swojej roboty wywiązała się znakomicie. Mamy za sobą troszkę rozgrywek i chcielibyśmy się podzielić naszymi wrażeniami.
CO ZAWIERA GRA
W średniej wielkości pudełku czeka na nas plansza główna, na której to umieszczać będziemy (częściowo) karty i płytki misji. Stanowi ona jednocześnie tor punktacji, po którym poruszać się będą nasze pionki – jeden z nich jest królikiem a drugi kapeluszem. Kilka słów na temat kart, gdyż to one są głównymi aktorami w grze. Do dyspozycji każdego gracza przeznaczone zostały dwa zestawy identycznych kart (różnią się jedynie kolorem tła na awersie), ponumerowane od 1-9. Dodatkowo mamy pięć talii, z których korzystać będą obaj gracze – te ponumerowane są od 4-8 oraz jedną kartę z królikiem (o wartości 1).
Całość uzupełniają: flaming, zegarek z
jedną wskazówką, na którym umieszczone zostały pola z bonusami, żetony ciast
oraz klepsydr.
Jakościowo wszystko wypada naprawdę
dobrze. Pewnie można sobie pomarudzić, że plansza mogłaby być na czymś
twardszym. Ale szczerze mówiąc specjalnie to jakoś nie przeszkadza. Załączona
instrukcja napisana jest poprawnie, z licznymi przykładami, co ułatwia
przyswojenie zasad.
CEL GRY
PRZYGOTOWANIE GRY
Ta część gry specjalnie
skomplikowana nie jest. Po pierwsze umieszczamy pomiędzy graczami planszę
główną. Na niej widnieją specjalne miejsca na karty – każdą z pięciu talii (z
numerkami 4-8) tasujemy osobno i umieszczamy w odkrytym stosie na odpowiednim
miejscu na planszy. Następnie losowo dobieramy żetony wydarzeń (są one
dwustronne) i kładziemy je na odpowiadające im pola na planszy. Zasobami
wspólnymi będą karty królików, żetony ciast oraz klepsydry.
Zestawem startowym każdego z graczy
będą talie kart w swoich kolorach (tasujemy je i układamy w zakryty stos) oraz
drewniane pionki (różowy kapelusz i niebieski królik) – te wędrują na pole „0”
na planszy. Ponadto pierwszy gracz otrzymuje jeden kawałek ciasta i flaminga, a
drugi trzy kawałki ciasta. To w zasadzie tyle. Wojnę czas zacząć.
wtorek, 18 sierpnia 2020
SĄSIEDZI: łąkowe pojedynki - recenzja gry wydawnictwa Muduko.
Dobra gra logiczna nie jest zła. Zwłaszcza taka na dwie osoby. A jeszcze, gdy dochodzą kafelki? Taka gra z automatu musi trafić na nasz radar. Dokładnie tak było z bohaterką niniejszej recenzji.
Sąsiedzi (oryginalny tytuł to Brothers),
których to autorem jest Christophe Boelinger (autor takich gier jak
Archipelago, Living Planet czy Dungeon Twister) właśnie debiutują na polskim
rynku dzięki Wydawnictwu Muduko. Tak się złożyło, że mogliśmy zagrać w ten
tytuł przedpremierowo i chcielibyśmy się podzielić naszymi wrażeniami z
rozgrywki. Zapraszam do lektury recenzji.
CO ZAWIERA GRA
To, co zwraca uwagę przy pierwszym
spotkaniu z grą, to waga pudełka. Naprawdę byliśmy mocno zaskoczeni. Wkrótce
przekonaliśmy się dlaczego. W środku czeka na nas mnóstwo kafelków. Kafelków o
rzadko spotykanej grubości, bardzo solidnych, takich, które przetrwają długo.
Podzielone zostały na trzy rodzaje.
Pierwsze to kafle łąki – te mają różnorodne kształty i wielkości. Druga grupa
to kafle zagród królików – są one proste, w odróżnieniu od trzeciej grupy,
czyli kafli zagród owiec – te są w kształcie literki „L”.
Załączona instrukcja jest krótka,
zwięzła i w pełni wyjaśnia wszelkie meandry gry.
CEL GRY
No cóż, w tej grze przyjaźni sąsiedzkiej to nie będzie. Bardziej to będzie przypominało przygody Kargula i Pawlaka, gdzie jeden drugiem życzył wszystkiego najgorszego (przynajmniej do czasu). W tej grze przyjdzie nam walczyć o każdy skrawek łąki, po to by móc ulokować tam pastwiska dla swoich zwierzaków. Oczywiście nie wszystkie zwierzaki uda nam się ulokować i za to będziemy karani ujemnymi punktami. Ten, kto uzbiera ich najmniej, ten okaże się zwycięzcą.
PRZYGOTOWANIE GRY
Przygotowanie gry trwa dosłownie chwilę. Dzielimy
wszystkie płytki na trzy grupy. Zasobami wspólnymi będą kafle łąki. Jeden z
graczy otrzymuje proste płytki króliczków, drugi zakrzywione płytki owiec. I to
naprawdę wszystko.

