Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księgarnia Tania Książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Księgarnia Tania Książka. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 marca 2024

LEGO Creator 3 w 1 31148 Wrotka w stylu retro - recenzja zestawu klocków od Księgarni TaniaKsiazka.pl

Klocki LEGO królują w domach od wielu lat. Spokojnie można już rzec, że są to kultowe klocki. Kupujemy je maluchom, młodszym dzieciom i tym starszym. I nie ukrywajmy, kupujemy je także często po prostu dla siebie.

Nic dziwnego, że LEGO ma mnóstwo różnych serii. Jedną z naszych ulubionych jest LEGO Creator a szczególnie zestawy 3 w 1. To seria dla kreatywnych konstruktorów lubiących przebudowę swoich dzieł. Bowiem w każdym pudełku znajdziemy aż 3 modele do stworzenia.

Dzięki uprzejmości Księgarni TaniaKsiazka.pl w nasze ręce ostatnio trafił zestaw LEGO Creator 3 w 1 31148, czyli Wrotka w stylu retro. Czy tworzenie i przebudowywanie modeli dostępnych w tym zestawie było radochą? Zapraszamy do lektury naszej recenzji.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Księgarnią Tania Książka. Księgarnia nie miała wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię.

CO ZAWIERA PUDEŁKO

W pudełku z tym zestawem znajdziemy 342 elementy. Pastelowe, kolorowe, przyjemne dla oka. Zestaw adresowany jest do konstruktorów od 8 roku życia.

Na uwagę zasługuje tutaj jedna rzecz. Dotychczas klocki umieszczane były w foliowych saszetkach (czasem dwóch, czasem trzech a czasem nawet czterech). Ale LEGO zapowiadało już od jakiegoś czasu, że chce być jeszcze bliżej natury i zastąpić folię papierowymi torebkami. Stało się tak z końcem 2021r. LEGO Creator 3 w 1 31148 Wrotka w stylu retro to pierwszy nasz zestaw, w którym zauważyliśmy tą zmianę. Torebki są świetnej jakości, spokojnie można w nich przechowywać klocki. Szkoda tylko, że nie są zamykane np. strunowo ale foliowe opakowania też nie miały takiego zamknięcia. A papier to papier – niezwykle istotny krok w stronę ekologii, za co się nalezą brawa.


środa, 7 lutego 2024

Dylemat wagonika - recenzja gry imprezowej wydawnictwa Rebel.

„Wagonik kolejki wyrwał się spod kontroli i pędzi w dół po torach. Na jego drodze znajduje się pięciu ludzi przywiązanych do torów przez szalonego filozofa. Ale możesz przestawić zwrotnicę i w ten sposób skierować wagonik na drugi tor, do którego przywiązany jest jeden człowiek. Co powinieneś zrobić?”

Dylemat wagonika, zwany także dylematem zwrotnicy, to jeden z kluczowych eksperymentów myślowych w etyce, który bada granice moralności. Szuka odpowiedzi na pytanie jaka jest różnica między pozwoleniem na śmierć, a zabiciem; co jest ważniejsze: samo działanie czy jego skutek? Za autora dylematu uznaje się brytyjską filozofkę Philippe Foot, która szukała odpowiedzi na transcendentne pytania o podstawy moralności i etyki.

Dylemat ten stał się kanwą do (kontrowersyjnej dla wielu) gry planszowej, a dokładnie gry imprezowej o tym samym tytule. Bohaterką dzisiejszej recenzji jest więc gra Dylemat wagonika, na naszym rynku wydana przez wydawnictwo Rebel. Który tor wybrać? Czyje życia poświęcić a czyje uratować? Czy te dylematy są w ogóle do rozwiązania? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury naszej recenzji możliwej dzięki uprzejmości Księgarni TaniaKsiazka.pl


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Księgarnią TaniaKsiazka.pl. Księgarnia nie miała wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o recenzowanej grze. 

CO ZAWIERA GRA

W prostokątnym pudełeczku znajdziemy całkiem pokaźną ilość komponentów. Będzie to talia 500 kart: żółta talia 200 kart nieskazitelnych postaci, czerwona talia 125 kart plugawych postaci i biało-srebrna talia 175 kart modyfikatorów. Do tego plansza rozwidlenia torów, 26 znaczników śmierci i znacznik Karola Kolejarza. Całość dopełnia zwięzła instrukcja w formie ulotki.

Do jakości wykonania gry nie można się za bardzo przyczepić. Karty są z solidnego papieru a znaczniki śmierci i znacznik Karola Kolejarza z solidnej tektury. Jedynym mankamentem jest rozwidlenie torów, To po prostu kawałek kartki, takiej samej lub nieznacznie grubszej niż instrukcja. Ale w sumie niczym po tym nie jeździmy, to może nie ulegnie szybkiemu zniszczeniu.

CEL GRY

Skoro mamy do czynienia z etycznym dylematem wagonika to nie trudno się domyślić, że celem naszej zabawy będzie wybranie toru, po którym przejedzie morderczy pociąg. Decyzję tą podejmie Karol Kolejarz, a my będziemy robić co będziemy mogli, żeby przekonać maszynistę, żeby przestawił zwrotnicę tak, by pociąg przejechał ludzi na tym drugim torze.

PRZYGOTOWANIE GRY

Na starcie wybieramy osobę, która jako pierwsza wcieli się w Karola Kolejarza.

Na środku stołu kładziemy planszetkę z rozwidleniem torów, tak by bok z jednym torem (przed rozwidleniem) był skierowany w stronę maszynisty.

Karty dzielimy na trzy talie: żółtą, czerwoną i biało – srebrną. Tasujemy osobno każdą z nich i układamy w zakrytym stosie.

Czas na podział pozostałych graczy na dwie drużyny (nie muszą być równo liczne, minimalny skład drużyny to po prostu jedna osoba). Każda z drużyn zajmuje miejsce po jednej stronie maszynisty.

Wszystko gotowe. Można zacząć działanie.

środa, 29 listopada 2023

Lego City 60293 Park Kaskaderski - recenzja zestawu klocków od Księgarni Tania Książka.

Zbliża się Mikołaj i Gwiazdka, a to okres w którym poza grami planszowymi (które od lat goszczą w naszych domu, są kochane i używane niemal codziennie) rzucamy okiem na ciekawe propozycje na prezenty bożonarodzeniowe. Dlatego w momencie gdy wśród propozycji Księgarni Tania Książka do recenzji znalazły się także i klocki Lego nasz wybór przewrotnie padł właśnie na nie. Na jeden z zestawów Lego City

Kilka dni temu pokazywaliśmy Wam Lego City 60359 Wyzwanie kaskaderskie (z serii Stuntz) a dziś chcemy Was zainteresować kolejnym zestawem z tej serii, czyli Lego City 60293 Park Kaskaderski. Czy takie motocyklowe wyzwanie będzie fajną przygodą? Zapraszamy do lektury naszej recenzji.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Księgarnią Tania Książka. Księgarnia nie miała wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię.

CO ZAWIERA ZESTAW

W sporym pudełku (jeszcze większym niż to z poprzednimi klockami) znajdziemy 3 saszetki z klockami oraz 2 książeczki z instrukcją. Łącznie zestaw liczy 170 elementów. Może to nie jest pokaźna ilość, ale w tych zestawach chodzi raczej o różnorodność elementów. Wszak mają to być przeszkody kaskaderskie.


UKŁADANIE KLOCKÓW I WRAŻENIA Z ZABAWY

Lego City 60293 Park Kaskaderski to zestaw adresowany do dzieci od 5 roku życia. W budowie pomocne będą dwie książeczki z instrukcją, które poprowadzą małych konstruktorów krok po kroku.



Także i przy tym zestawie nie należy się spodziewać konieczności tworzenia zaawansowanych konstrukcji. Park Kaskaderski to podwójna rampa do skoków nad beczkami z ogniem, elementy rodem z budowy oraz klatkę z groźnym pająkiem.


piątek, 24 listopada 2023

LEGO City 60359 Wyzwanie kaskaderskie - recenzja klocków od Księgarni Tania Książka.

Nie od dziś wiadomo, że chłopcy (ci mali ale i ci duzi) bardzo lubią nie tylko zabawę klockami ale i motorami. Wszelakie wyścigi, wyskoki, tory przeszkód… To miód na ich serce.

Nic więc dziwnego, że firma Lego w swoim asortymencie ma nie tylko szereg klocków z samochodami w wersjach wszelakich, ale także i zestawy z motorami. Choćby w serii Lego City. Jednym z takich zestawów jest bohater dzisiejszej recenzji, czyli zestaw Lego City 60359 Wyzwanie kaskaderskie (z serii Stunz) . Jak tylko dostaliśmy propozycję recenzji takiego zestawu to oczka naszego Jaska zapłonęły ognikami niczym z zestawu. Czy Wyzwanie kaskaderskie było frajdą? A może to coś, co szybko spowszednieje? Zapraszamy do lektury naszej recenzji.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Księgarnią Tania Książka. Księgarnia nie miała wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię.


CO ZAWIERA ZESTAW

W sporym pudełku (zdecydowanie za dużym jak na finalną zawartość) znajdziemy dwie saszetki z klockami. Łącznie mamy 144 elementy do stworzenia rampy z kołem do przeskakiwania. Ale nie o samą ilość elementów tu chodzi a o ich atrakcyjność. Tutaj dostajemy motocykl z kołem napędowym i figurką kaskadera zaś z klocków powstanie ciekawa konstrukcja do pokonywania.

Oczywiście jak na Lego przystało wszystkie elementy są wykonane z największą starannością. Wszystko idealnie się ze sobą łączy, pasuje do siebie a kolorystyka przyciąga wzrok.



UKŁADANIE KLOCKÓW

Każdy kto choć raz miał kontakt z klockami Lego ten wie, że instrukcja do nich prowadzi nas krok po kroku pokazując kolejne etapy budowania na szczegółowych obrazkach.

Wyzwanie kaskaderskie dedykowane jest dla dzieci od 5 roku życia więc nie należy się spodziewać tworzenia jakiś zaawansowanych czy trudnych konstrukcji, szczególnie że nie dysponujemy zbyt dużą ilością elementów.

Naszą rampę z kołem do przeskakiwania stworzymy więc dość szybko, jakby się uprzeć to i w pół godziny. Najpierw powstaje rusztowanie, potem rampa a następnie koło z przeszkodami. A potem już jest czas na szaloną zabawę.


niedziela, 29 października 2023

Sagrada - recenzja gry planszowej wydawnictwa Fox Games

Temple Expiatori de la Sagrada Família, znana całemu światu po prostu jako Sagrada Familia, to z całą pewnością jeden z największych architektonicznych cudów współczesności. Zaprojektowana przez Antonio Gaudiego, przepiękna świątynia, której budowa rozpoczęła się w 1882 r. i ciągle nie została ukończona. Miało to ponoć nastąpić w 2026, ale wiadomo, że to się nie uda. Niestety nie byliśmy nigdy w Barcelonie, więc póki co, możemy sobie co najwyżej pooglądać zdjęcia, czy też obejrzeć film…

…albo zagrać w grę planszową, która tematycznie mocno związana jest z miejscem pielgrzymek turystów z całego świata. Sagrada, bo o niej mowa nie jest grą nową. W tym roku stuknęło jej 5 lat. Znamy się całkiem dobrze i nie ukrywam, że się też lubimy.

Jakoś tak się jednak złożyło, że do tej pory nie pisaliśmy o niej. Czas najwyższy to zmienić i odświeżyć nieco ten klasyk gatunku pięknie wyglądających abstrakcyjnych gier logicznych. Zapraszamy zatem do recenzji.




Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Księgarnią TaniaKsiążka.pl. Księgarnia nie miała wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię.

CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta jest w średniej wielkości pudle. W środku czeka na nas sporo dobroci. Przyjrzyjmy się im bliżej. Największe wrażenie robią planszetki graczy, przedstawiające barwne witraże. Są one tak skonstruowane, że w dolnej części mają szczelinę, przez którą wsuwa się specjalne karty zwane kartami wzorów witraży.

Na tych witrażach umieszczać będziemy w trakcie gry kostki. W pudle znajdziemy całe mnóstwo uroczych kolorowych kosteczek k-6. Te przechowywać będziemy w woreczku wykonanym z grubej tkaniny. Do rozgrywki potrzebne będą nam jeszcze karty celów grupowych i indywidualnych oraz karty narzędzi.

Dopełnieniem całości będzie dwustronna planszetka (z jednej strony tor rund, z drugiej – tor punktów), mikroskopijne znaczniki punktów oraz szklane znaczniki uznania.

Instrukcja jest króciutka. To tak naprawdę 3 strony o wielkości zbliżonej do A4. Nawet miejsce na przykłady się znalazło. Gra jest prosta, więc objętość tego ważnego elementu gry nie dziwi. Co ciekawe mamy dostęp do pierwszego zagranicznego wydanie i w stosunku do niego treść została zmodyfikowana. Na plus (ale o tym za chwilę).

Mądrym posunięciem było zastosowanie plastikowej wypraski, dzięki której wszystkie elementy znajdą swoje miejsce, a w środku zapanuje porządek.

CEL GRY

Sagrada Familia, niedokończone dzieło Gaudiego, architektoniczny cud upiększający centrum Barcelony, wymaga wymiany witraży, a Ty wraz z innymi uzdolnionymi artystami stajesz do konkursu na najlepszy projekt okna...

Naszym zadaniem będzie stworzenie efektownego witrażu w legendarnej bazylice Sagrada Familia. Czynić będziemy to za pomocą kostek, układając je w taki sposób, żeby przyniosły nam jak najwięcej punktów zwycięstwa. Oczywiście zwycięzcą jest ten z graczy, który zdobędzie najwięcej punktów.

PRZYGOTOWANIE GRY

Ten etap jest bardzo prosty. Każdy z nas otrzymuje jedną z planszetek z witrażem (do niej dobiera znacznik punktów w kolorze odpowiadającym witrażowi). Każdy z nas losuje jedną kartę celu indywidualnego, przedstawiającą kość w jednym z pięciu kolorów. Ważne, żeby zawartości tej karty nie ujawniać innym.

Następnie losujemy po dwie karty witraży. Są dwustronne, więc mamy do wyboru cztery różne układy, różniące się między sobą trudnością zapełnienia. Im więcej białych kropeczek na karcie, tym ciężej będzie nam takową kartę zapełnić. Po wybraniu karty, wsuwamy ją przez szczelinę do planszetki witraża. W ten sposób utworzymy przestrzeń do umieszczania kości.

W kolejnym kroku każdy z nas otrzymuje tyle znaczników uznania, ile białych kropek widnieje na wykorzystanej karcie witraża.

Kolejne kroki to wylosowanie trzech kart celów grupowych, a także trzech kart narzędzi. Umieszczamy je w pobliżu toru rundy. Ostatnią czynnością jest przygotowanie kostek. Możemy zrobić w sposób tradycyjny, czyli korzystamy ze wszystkich kostek. Jednakże ja osobiście jestem zdecydowanie za wariantem (który pojawił się później bodajże przy którymś z dodatków), czyli do worka wkładamy określoną (równą dla każdego gracza) liczbę kostek. W jakimś stopniu niweluje to losowość rozgrywki.

To w zasadzie tyle. Czas przystąpić do tworzenia witraży.

środa, 23 sierpnia 2023

LEGO Harry Potter Skrzat domowy Zgredek - recenzja klocków

Każdy kto ma w domu dzieci wie, że wcześniej czy później pod jego dachem pojawią się klocki LEGO. I to nie tylko w domu z dziećmi, bo klocki to także hobbistyczna domena dorosłych. 

U nas też klocki cieszą się popularnością, więc z radością przyjęliśmy zaproszenie Księgarni TaniaKsiążka.pl do zrecenzowania szczególnego zestawu, bo z uniwersum Harrego Pottera. Mowa tutaj o LEGO Harry Potter Skrzat domowy Zgredek (76421). A że Michał z dzieciakami kocha wszystko co Potterowe (tylko ja jakoś opieram się tej magii) to od pierwszego spojrzenia zakochali się w tym zestawie. Czy jego układanie było przyjemnością? Czy potrzebne były jakieś szczególne magiczne umiejętności? Zdradzimy Wam wszystko w naszej recenzji. 



CO ZAWIERA ZESTAW

Zestaw LEGO Harry Potter Skrzat domowy Zgredek (76421) zamknięty jest w średniej wielkości pudełku. W jego wnętrzu znajdziemy (poza książeczką z instrukcją) trzy woreczki z klockami - łącznie 403 elementy. Może nie jest to jakiś pokaźny zestaw, ale wystarczy spojrzeć na pudełko, żeby wiedzieć, że jest wart kwoty jaką trzeba w niego zainwestować. Szczególnie, jeśli jesteśmy fanami Pottera. 

UKŁADANIE

Jeśli układaliście kiedyś klocki LEGO to wiecie, że instrukcja prowadzi nas w zasadzie za rączkę od początku do końca. Woreczki z klockami są ponumerowane i otwieramy je po kolei (no chyba, że chcemy sobie utrudnić zadanie) a każdy krok wyraźnie pokazuje jakie klocki musimy użyć. Ale jest jedno ale. Trzeba się skupić i uważnie wybierać klocki bo nawet banalna pomyłka może nas postawić przed koniecznością przeanalizowania dotychczasowych ruchów i poszukiwania błędnie umieszczonego elementu. Naszemu Jasiowi to się zdarzyło, ale na szczęście w takim miejscu, które nie wymuszało rozkładania misternie tworzonej konstrukcji.

Zestaw Zgredka dedykowany jest dla osób od 8 roku życia. Nie znajdziemy raczej zbyt skomplikowanych konstrukcji do wykonania. Paradoksalnie (wierzcie lub nie) w tym zestawie największym wyzwaniem był torcik. Ten ciapting punkcików może przyprawić o zawrót głowy. I to zastanawianie się: w tym czy innym miejscu? Eh...


piątek, 23 czerwca 2023

Odjechane jednorożce - recenzja gry karcianej wydawnictwa Rebel

Jednorożce z całą pewnością kojarzą się z dziecięcą zabawką, maskotką, generalnie z czymś słodkim, milusim. A gdyby tak całkowicie odmienić ten wizerunek? Stworzyć grę planszową, w której to nasze koniki z rogiem na głowie okażą się wredne, niemiłe, wręcz zabójcze…

Takim oto sposobem powstały Odjechane jednorożce (u nas wydane przez Rebel). W niniejszej recenzji postaramy się sprawdzić jak bardzo niszczycielskie okażą się słodko wyglądające jednorożce (patrząc po samych grafikach). Zapraszam zatem do lektury recenzji.




Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Księgarnią TaniaKsiazka.pl. Księgarnia nie miała wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię.

CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta jest w niewielkim kartonowym pudełku. W środku znajdziemy wyłącznie karty, podzielone na trzy kategorie. 

Zdecydowanie najliczniejszą stanowią karty z czarnymi rewersami, które to posłużą nam do właściwej rozgrywki. Oprócz nich znajdziemy karty jednorożków (takich baby-jednorożców) oraz karty pomocy.

Karty są znakomitej jakości, płótnowane, z niestety ciemnymi rantami. Dla estetów pozostanie więc ich koszulkowanie (rozmiar kart to classic card game (63,5x88mm), aczkolwiek nie zmieszczą się wtedy w pudełku. Coś za coś.

Załączona instrukcja jest krótka, zwięzła i na temat. Po jednokrotnym jej przeczytaniu, będziecie wiedzieli o co w tym chodzi.

CEL GRY

Stwórz armię jednorożców. Zdradź przyjaciół. Od dziś jednorożce są Twoimi przyjaciółmi.

Rozpoczynając z jednym jednorożkiem, będziemy starali się zbudować naszą armię dorosłych jednorożców. Budowa ta jednak okupiona będzie bezpardonową walką z naszymi współgraczami. Wszystkie chwyty dozwolone. Każdy z nas będzie starał się wykorzystywać okazje, żeby tylko postawić na swoim.

Zwycięża ten z graczy, który jako pierwszy umieści w swojej stajni wymaganą liczbę jednorożców.

PRZYGOTOWANIE GRY

Ten etap banalnie prosty. Oddzielamy jednorożki (karty z jasnymi rewersami) od reszty kart z czarnymi rewersami. Każdy z nas przygarnia jednego jednorożka. Reszta wędruje na środek stołu na sto, zwany po prostu żłobkiem. Wybrany mały jednorożec wędruje do naszego obszaru gry zwanego stajnią.

Karty z czarnym rewersem starannie tasujemy i każdy z nas otrzymuje po pięć kart na rękę. Reszta tworzy zakryty stos dobierania, zwany po prostu talią. To w zasadzie tyle. Możemy rozpocząć batalię.

piątek, 21 kwietnia 2023

Rummikub - recenzja gry wydawnictwa TM Toys

Gdy sięgam do czasów młodości i poznawania pierwszych gier planszowych (a było to dawno temu), to do głowy przychodzi mi kilka tytułów jak szachy, Bitwa morska, Manewry morskie, Magia i Miecz, Komandos i Rummikub. O większości tych gier już dawno zapomniałem, a za szachami nie przepadam. Jednakże niedawno wpadł mi w łapki Rummikub i jakoś tak wróciły wspomnienia. Tamtą grę (pewnie nieoryginalną) pamiętam przez pryzmat dobrej zabawy i ścierających się nadruków na płytkach.

Skoro gra wpadła w moje łapki, to skorzystałem z okazji, żeby zagrać i to nie raz i nie dwa. Czy było warto, czy też niekoniecznie? Zapraszam do recenzji.




Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Księgarnią TaniaKsiążka.pl. Księgarnia nie miała wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię.

CO ZAWIERA GRA

W środku niemałego pudełka znajdziemy mnóstwo plastikowych płytek z nadrukowanymi liczbami w zakresie 1-13 w czterech różnych kolorach. Oprócz tego część z kafelków będzie po prostu jokerami, które będą w stanie zastąpić każdą inną płytkę. 

Wykonanie tych płytek jest o niebo lepsze niż te, które pamiętam z dzieciństwa. Brakuje mi jednak jakiegoś materiałowego woreczka do przechowywania tych plastikowych elementów.

W środku też znajdziemy plastikowe zaokrąglone duże podstawki, na których umieszczać będziemy nasze płytki. Załączona instrukcja jest krótka i w zupełności wyjaśnia (jakby nie patrzeć) proste zasady gry.

CEL GRY

Gra polega na pozbyciu się wszystkich wylosowanych płytek z liczbami, wykładając je na stół zgodnie z zasadami gry. Zwycięzcą zostaje gracz, który pierwszy pozbędzie się wszystkich płytek ze swojej podstawki.

PRZYGOTOWANIE GRY

Ten etap jest bardzo szybki i bezproblemowy. Mieszamy wszystkie płytki (liczbami do dołu) i formujemy w stosik – tutaj polecam jakiś duży woreczek, który znacznie to wszystko ułatwi. Następnie każdy z nas dobiera 14 płytek, które umieszcza odkryte na swoim stojaku, tak żeby nie pokazać ich przeciwnikom. To tyle.

czwartek, 23 lutego 2023

Catan: Osadnicy z Catanu - recenzja gry planszowej wydawnictwa Galakta

Gry planszowe rządzą się swoimi prawami. Jedne przychodzą, inne odchodzą. Jedne zostają z nami na dłużej, inne wręcz przeciwnie. Trudno nawet zawyrokować, jaki los może spotkać nowość na rynku. Może okazać się bestsellerem, a może równie dobrze klapą.

Wśród tych wszystkich setek a nawet tysięcy tytułów, znaleźć możemy takie, które pomimo wielu lat na rynku, ciągle są obecne na stołach graczy, opierają się trendom, opierają się zmianom jakie wprowadzają nowe tytuły. Takie gry określa się czasem mianem evergreenów.

Do takich z pewnością możemy zaliczyć Wsiąść do pociągu, Carcassonne i właśnie Catan (znany kiedyś jako Osadnicy z Catanu). Dwa pierwsze tytuły znamy dość dobrze i chętnie po nie sięgamy. Z Catanem sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Tej gry nie znaliśmy. Trudno w to uwierzyć, ale tak właśnie było.

Zatem jak tylko nadarzyła się sytuacja, że mogliśmy poznać się z tym klasykiem, to skorzystaliśmy tego. Mamy swoje przemyślenia na jej temat, którymi byśmy chcieli się teraz podzielić.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Księgarnią Tania książka. Księgarnia nie miała wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię.

CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta została w dużym pudle. W środku czeka na nas 19 kartonowych sześciokątnych płytek, z których (z pomocą stosownych ramek – będącego morzem okalającym wyspę Catan) składamy się planszę. Niezbędne okażą się również żetony z cyferkami od 1 do 12, za pomocą których oznaczać będziemy poszczególne pola na planszy.

Oprócz tego, w pudełku znajdziemy pokaźną liczbę kart surowców oraz kart rozwoju, jak również karty specjalne. Żeby nieco usprawnić rozgrywkę, załączono również karty pomocy z rozpiską kosztów budowy.

Każdy z graczy dysponował będzie zestawem plastikowych pionków – miast, osad oraz dróg. Przechowywać je będziemy w kartonowych skrzyneczkach (bardzo ciekawe i nieczęste rozwiązanie). Całość uzupełniają plastikowe podstawki na karty, dwie kostki k-6 oraz pionek złodzieja.

Jakościowo wszystko wypada naprawdę korzystnie. Szkoda może tylko, że aktualne wydania gry nie zawierają już drewnianych elementów – jakiś czas temu zastąpione zostały plastikiem.

Kilka słów należy poświęcić instrukcji. Mamy w zasadzie do czynienia z dwoma. Jedną krótką, zwięzłą, wyjaśniającą podstawowe zasady gry. W pudełku jednak czeka na nas almanach – taka książeczka z dokładniejszym wyjaśnieniem wszelkich niuansów związanych z grą wraz ze sporym kawałeczkiem samej rozgrywki ze stosownym opisem. Przyznaję się bez bicia, że to rzadkość w nowoczesnych planszówkach.

CEL GRY

Wcielamy się w osadników na niedawno odkrytej wyspie Catan. Każdy z nas bierze aktywny udział w skolonizowaniu wyspy stawiając na dostępnych obszarach nowe drogi oraz zakładając osady i miasta. Każda kolonia zbiera dostępne dobra naturalne, które są niezbędne do rozbudowy osiedli.

Poprzez odpowiednią rozbudowę jesteśmy w stanie pozyskiwać zasoby, które to możemy przeznaczyć na dalszą rozbudowę lub na handel w celu pozyskania brakujących zasobów.

Pierwszy z nas, który uzyska dziesięć punktów z wybudowanych przez siebie dróg, osiedli, miast i specjalnych kart - wygrywa.

PRZYGOTOWANIE GRY

Samo przygotowanie gry jest banalnie proste. Zaczynamy od planszy, tj. złożenia ramki, czyli kafelków z morzem, które to łączymy jak puzzle. Następnie losowo rozmieszczamy 19 płytek wyspy. Na nich zaś żetony z cyferkami. W zasięgu graczy powinny znaleźć się podstawki z kartami oraz karty. 

Każdy z nas otrzymuje swoją skrzyneczkę, w której znajdziemy plastikowe żetony miast, osad oraz dróg. Następnie każdy z nas umieszcza na wcześniej złożonej planszy dwie swoje osady oraz dwa żetony dróg (po jednym dla każdej osady). 

W ostatnim kroku pobieramy zasoby początkowe z pól przyległych do jednej z naszych osad (tej, później dołożonej). Żeton złodzieja umieszczamy na polu pustyni. To w zasadzie tyle.

czwartek, 25 listopada 2021

Zamki Toskanii - recenzja gry strategicznej od Księgarni Tania Książka.

Zamki Burgundii to z całą pewnością jedna z lepszych gier planszowych, w jakie dane mi było zagrać. Nic dziwnego, że doczekała się nie dość, że wznowienia w nowej szacie i mnóstwem dodatków, które do tej pory były ciężko dostępne, to również kilku innych wersji (karcianej, kościanej), które to jednak nie zdobyły wielkiego rozgłosu. Ich autor w osobie Stefana Felda postanowił coś jeszcze z tych Zamków wykrzesać. Takim sposobem otrzymaliśmy Zamki Toskanii, które nad Wisłą pojawiły się dzięki wydawnictwu Rebel.

Powiem szczerze, że miałem mnóstwo obaw, czy przypadkiem nie będzie to odcinanie kuponów, takiej sentymentalnej podróży z lekko zmodyfikowaną mechaniką. No cóż, mamy za sobą wiele rozgrywek i chcielibyśmy się podzielić naszymi wrażeniami i przy okazji odpowiemy na pytanie, ile w tych Zamkach Toskanii jest faktycznie Zamków Burgundii. Zapraszam zatem do lektury recenzji.




CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta jest w średnim wielkości pudle. W środku znajduje się cała masa komponentów, w zdecydowanej większości wykonanych z kartonu. I tak otrzymujemy planszę główną, służącą do liczenia punktów oraz plansze gracza - identyczne dla każdego z graczy. Do tego mnóstwo różnorakich żetonów (posiadłości, bonusowych). Nie ujrzymy jednakże kości. Te zastąpiły karty. Mnóstwo kart podzielonych na karty włości i dochodu. Oprócz tego otrzymujemy kafelki włości, na których to przyjdzie nam rozwiązywać swoistą łamigłówkę za pomocą wspomnianych wcześniej żetonów posiadłości. Całość uzupełniają elementy drewniane (bloki marmuru, robotnicy, sześciokąty oraz znaczniki).

Elementów jest sporo, a od ich dobrej segregacji zależy komfort przygotowania gry. W środku niestety nie znajdziemy plastikowej wypraski. Zatem czekają na nas stare, sprawdzone woreczki strunowe.

Samo wykonanie gry oceniam pozytywnie. Jest lepiej niż w Zamkach Burgundii. Słowa krytyki można jednakże skierować do osób odpowiedzialnych za oprawę graficzną. Mamy rok 2021 i coraz więcej gier wyróżnia się oprawą graficzną. Zamki Toskanii z pewnością do tej grupy nie należą. Naprawdę można się było postarać i zrobić to zdecydowanie lepiej.

Kilka słów na temat instrukcji. Uwielbiam układ recenzji gier, których oryginalnym wydawcą jest Alea. Jasno i klarownie, w bardzo wygodnym układzie, gdzie najważniejsze rzeczy są zapisane skrótowo na bokach i nie musimy wertować całej instrukcji, jeśli czegoś tam nie zapamiętaliśmy lub nie graliśmy jakiś czas i chcielibyśmy sobie coś przypomnieć. W łatwy sposób możemy do tego dotrzeć.

CEL GRY

„Jako wpływowy książę zamieszkujący malownicze tereny Toskanii w okresie rozkwitu renesansu starasz się rozwijać swoje włości. Istnieje wiele dróg prowadzących do dobrobytu – poprzez rozbudowę, handel, rolnictwo czy wydobycie marmuru. Zarządzaj mądrze i podejmuj decyzje ostrożnie, by miasta, wioski i klasztory powstające wokół Twojego castello rosły w siłę”.

Ja wiem, że brzmi to trochę górnolotnie. Cała zabawa sprowadzać się będzie do umiejętnej rozbudowy naszych włości. Dzięki temu zdobywać będziemy punkty, a ten, kto uzbiera ich najwięcej, zostanie zwycięzcą gry.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie gry zajmuje trochę czasu. Mamy trochę rzeczy do porozkładania. Dobrze mieć uprzednio wszystko posegregowane, wtedy powinno wszystko pójść sprawnie. 

Zatem w telegraficznym skrócie. W centralnym miejscu ląduje okrągła plansza do liczenia punktów. Na niej umieszczamy po dwa znaczniki w kolorach graczy. Gdzieś nad nią lądują żetony bonusu za kolor. Zasoby ogólne to: karty (włości i dochodu), które formujemy w dwa zakryte stosy dobierania, żetony bonusowe, bloki marmuru, robotnicy, sześciokąty. Do tego mamy jasnobeżowe (na rewersie) neutralne żetony posiadłości, z których osiem odsłaniamy i formujemy rynek.

Zestawem startowym każdego z graczy jest planszetka, do której dobiera żeton bonusu. Do tego żetony posiadłości w swoim kolorze dzieli na trzy oddzielne stosy, które umieszcza w specjalnym miejscu na górze planszetki. Następnie formuje z trzech kafli swoją posiadłość. Ostatnią czynnością jest dobranie pięciu kart włości.

To w zasadzie tyle. Możemy przystąpić do zabawy.

niedziela, 13 grudnia 2020

Robin z Locksley: było ich dwóch - recenzja gry Wydawnictwa Moria Games

Nie da się ukryć, że Uwe Rosenberg należy do czołówki najznamienitszych autorów gier planszowych. Ma na koncie wiele tytułów, które co ważne znajdują swoich odbiorców zarówno wśród wyjadaczy (jak np. Agricola, Pola Arle, Kawerna, Uczta dla Odyna, Le Havre, Ora et Labora) jak i tych, którzy na co dzień za wiele z tego typu rozrywką wspólnego wiele nie mają (Patchwork, Fasolki, Ogródek, czy też Reykholt). Każda z tych gier osiągnęła naprawdę wiele i plasuje się dość wysoko na prestiżowej liście BGG.

Jak najbardziej zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie gry słynnego Niemca zostały tak dobrze ocenione przez graczy. Nie czas i nie miejsce jednakże na rozważanie tego, co mu niekoniecznie wyszło. Skupmy się może na pozytywach pracy pana Rosenberga.

Bohaterką recenzji jest dwuosobowa gra wydana pierwotnie w roku ubiegłym przez mało znane wydawnictwo Wyrmgold. Przyznam się bez bicia, że poważnie zastanawialiśmy się na kupnem tej gry (po obejrzeniu kilku dobrych recenzji), lubimy wszakże dwuosobowe gry, a pan Uwe kilka tego typu dobrych tytułów ma na koncie. Gra jest jednakże zależna językowo i pomimo tego, że mi osobiście język Szekspira nie przeszkadza w rozgrywce, to jednak wolę gry w naszym rodzimym języku. Więc sobie odpuściliśmy. Do czasu. Polskie wydawnictwo Moria Games postanowiło jednakże wydać Robina z Locksley w naszym kraju i to sprawiło, że temat wrócił. Mamy całkiem sporo rozgrywek za nami i chcielibyśmy się podzielić naszymi wrażeniami z rozgrywki. Zapraszamy do lektury recenzji.



CO ZAWIERA GRA

Całość jest zamknięta w niewielkim pudełku. W środku czeka na nas sporo kartonu w postaci kafelków sławy, z których będziemy układać obrzeże naszej planszy – jedne z nich są prostokątne a inne „narożne” (mają kształt połączonych ze sobą prostokątów). Do tego cała masa płytek łupów, z których będziemy układać wnętrze planszy – na nich z jednej strony mamy różnego rodzaju precjoza, a na drugiej symbol jakiegoś złocisza, dukata czy też jakiejś innej waluty.

Do tego otrzymujemy po dwa komplety drewnianych pionków – konia (Robina) i jego pomagiera (minstrela). Wykonanie komponentów to klasa sama w sobie. Bardzo dobrej jakości karton, z którego jest zrobione są wszystkie papierowe elementy. Drewniane elementy bez żadnych braków i uszkodzeń. 

Instrukcja natomiast mogłaby być po prostu lepiej napisana. Sam jej układ nie jest najlepszy i nie ułatwia rozumienia zasad. Na początku miałem trochę problemów i sam nie byłem do końca pewien, czy gramy prawidłowo.

CEL GRY

Przenosimy się do Anglii za czasów króla Ryszarda Lwie Serce. Sprawiedliwy król został pojmany podczas wypraw krzyżowych. Wykupić go z niewoli mogą jedynie jego poddani. W tym momencie pojawiamy się my i rozgrywamy nieco alternatywną historię Robin Hooda, który to miał rodzeństwo – siostrę. Razem wcielamy się w złodziejaszków, ograbiając bogatych. Sęk w tym, że nie robimy tego dla biednych. Zbieramy na okup za króla. W dodatku swoistego wyścigu, o to kto okryje się sławą i będzie unieśmiertelniony w pieśniach minstreli.

Tyle wstępu. Wiem, że brzmi to to trochę dziwnie, ale szczerze mówiąc, nie ma się czym przejmować. To tylko otoczka, która została doklejona do gry. Słabo, bo słabo. Trudno. W każdym razie celem gry jest zwycięstwo w tym wyścigu. A jak on będzie wyglądał? O tym w dalszej części.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie gry jest dość proste. Mamy dwa elementy, które tworzą nam „planszę”.

Ramkę tworzymy z kafelków sławy (i tych prostych i tych narożnych) – dobieramy je losowo lub w pełni świadomie (kwestia umówienia się ze sobą). Niezmiennym elementem rozgrywki muszą być kafelki oznaczające początek/koniec.

Wnętrze planszy stanowić będą losowo dobrane dwustronne kafle łupów. Oczywiście umieszczamy je stroną z łupem do góry, tworząc kwadrat 5x5.

Zestawem startowym każdego gracza będzie Robin (konik) i jego pomocnik – minstrel (klasyczny meepel).

Koniki umieszczamy w przeciwległych narożnikach, zdejmując jednocześnie z planszy płytki pod nimi znajdujące się – obracamy je na stronę z monetą. Stanowić będą naszą gotówkę początkową.

Minstrela umieszczamy w narożniku początkowym „ramki” planszy. To w zasadzie tyle. Możemy przystąpić do wyścigu. 

niedziela, 10 listopada 2019

NA SKRZYDŁACH: Idzie chmura, będzie deszcz* - recenzja gry wydawnictwa Rebel


Jamey Stegmaier jest uznanym autorem gier. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Takie tytuły jak Scythe czy Viticulture są dobrze znane graczom na całym świecie. Pan Jamey jest również właścicielem wydawnictwa Stonemeier Games. Każdy, kto miał do czynienia z grami tego wydawnictwa wie, że jedną z immanentnych cech z logo SG na okładce jest ich efektowność. Każda z tych gier jest dopieszczona i graficznie i edycyjnie.

Nie dziwię się, że każda kolejna gra planszowa tegoż wydawnictwa z automatu wywołuje sporo zamieszania, co odbija się pozytywnie na sprzedaży. Całe szczęście pięknej oprawie towarzyszy również całkiem ciekawa mechanika, co widać w rankingu BGG.

Nie inaczej było z bohaterką tej recenzji. Na Skrzydłach na dobrą sprawę zanim dobrze pojawiło się na rynku, to jego nakład się wyczerpał. Polski wydawca, czyli Rebel chyba nie spodziewał się aż takiego odzewu graczy. Całe szczęście po kilku miesiącach mamy w sklepach drugi nakład.

Czy to całe zamieszanie wokół tego tytułu było zasadne? Zapraszam do naszych przemyśleń po rozegraniu całkiem sporej liczby partii.



CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta jest w dużym i ciężkim pudle. Sama okładka przyciąga wzrok. To co znajdziemy w środku to wrażenie tylko podtrzyma. Mamy zatem piękne plansze dla każdego z graczy (w niektórych grach tej wielkości jest plansza główna), mamy mnóstwo kart zamkniętych w specjalnym plastikowym pudełeczku, którego wieko jest jednocześnie elementem gry – z niego będziemy pobierać nowe karty. Mamy piękne różnokolorowe jajeczka zrobione z bardzo przyjemnego w dotyku plastiku. Oprócz tego spotkamy trochę klasyki, czyli drewniane znaczniki i kartonowe żetony. A do tego wszystkiego mamy do dyspozycji karmnik dla ptaków, który de facto jest wieżą do rzucania kości. Oczywiście gra bez tego ustrojstwa spokojnie byłaby grywalna, ale to przecież dziecko SG, więc musi być na bogato. A propos kości – moim zdaniem trochę odstają jakością od reszty komponentów. Znajduje się na nich wydruk różnych pokarmów. Sęk w tym, że wydruk ten jest kiepskiej jakości. Aż prosiło się, żeby te symbole wygrawerować i pokryć farbą.

Tak czy inaczej, jakość komponentów (poza kośćmi) to klasa sama w sobie. Nawet instrukcja wydrukowana została na takim papierze, z jakim nasze oczy i paluchy się jeszcze nie spotkały. Warto to samemu zobaczyć i dotknąć. A propos instrukcji, napisana została znakomicie. Z czytelnymi przykładami, okraszona sporą liczbą grafik. Ułatwia to przyswojenie zasad. W pudle znajdziemy jeszcze dwie książeczki. W jednej dostaniemy skrót zasad oraz kompendium wiedzy na temat tego co znajdziemy na kartach (zadań i ptaków). W drugiej – zasady dla gry solo stworzone przez ludzi z Automy (spotkaliśmy to np. w Projekcie Gaja).

CEL GRY

Naszym celem będzie budowa woliery dla ptaków. W tym celu przyjdzie nam pozyskiwać nowe gatunki naszych skrzydlatych przyjaciół oraz troszczyć się o to, by znosiły jajka. Mamy wyznaczone cele ogólne i powiedzmy spersonalizowane (właściwe tylko dla jednego gracza) i za to będziemy zdobywać piórka, czyli punkty zwycięstwa. Kto w tym będzie najlepszy, ten okaże się zwycięzcą.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie gry jest banalnie proste. Zestawem startowym każdego z graczy będzie jego osobista plansza, zestaw ośmiu znaczników oraz po jednym rodzaju pokarmu (reprezentowane jest to przez odpowiednie żetony). Każdy z graczy otrzymuje również pięć kart ptaków – z nich może sobie zostawić na ręce dowolną ich ilość, pod warunkiem, że za każdą kartę uiści opłatę w postaci jednego żetonu pożywienia za każdą pozostawioną kartę (trochę podobne to do Terraformacji Marsa). Dodatkowo otrzymujemy dwie karty zadań, z których to wybieramy jedną – druga jest odrzucana.

Następnie musimy przygotować resztę komponentów. Kostki wrzucamy do karmnika, obok którego umieszczamy jajka oraz żetony pożywienia. Dobieramy trzy karty ptaków i umieszczamy je na plastikowej podstawce. Ostatnią czynnością jest przygotowanie planszy celów – decydujemy się na jedną ze stron (zielona nastawiona jest na rywalizację, niebieska – na pasjans) oraz dokładamy losowo cztery żetony celów i umieszczamy na odpowiednich polach tejże planszy.


wtorek, 22 stycznia 2019

ILOS: Odkrywamy nowy świat - recenzja gry wydawnictwa Funiverse

Ilos. W mitologii greckiej Ilos jest założycielem miasta "Ilion" lub "Illium", które jest również znane jako Troja. Mi osobiście do niedawna kojarzyło się jednoznacznie z jedną z moich ukochanych gier (czy raczej trylogii) na PC-ta, czyli Mass Effect, a dokładnie z pewną planetą, na której działy się ważne rzeczy i komandor Shepard miał okazję do wykazania się swoimi zdolnościami.

Od niedawna Ilos będzie kojarzyło mi się również z grą planszową ze świeżego na rynku wydawnictwa Funiverse (jakiś czas temu recenzowaliśmy Paper Tales tegoż wydawnictwa). Gra, która szybko wskoczyła na nasz radar. Kafelki, karty, piękne meeple i znakomite grafiki, a do tego dobre opinie. Musieliśmy w to zagrać. Udało się i to nie raz i nie dwa. Czas podzielić się naszymi wrażeniami.



CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta jest w średniej wielkości pudle, mniej więcej  takim jak Carcassone czy wspomniane Paper Tales. W środku znajdziemy całą masę kartonowych komponentów. Przede wszystkim sześciokątne duże kafle, z których będziemy budować „planszę”. Do tego mnóstwo żetonów dóbr, które będziemy produkować/wydobywać (złoto, drewno, przyprawy, barwnik) oraz budynków (fort/targowisko). Na dokładkę sporo kart, za pomocą których będziemy wykonywać nasze akcje. Otrzymamy również funkcjonalne zasłonki, które zawierają skrót zasad oraz planszetki produkcyjne.

Kilka słów należy poświęcić meeplom. Są naprawdę unikatowe i po prostu bardzo ładne – figurki zarówno odkrywców jak i statków są jedynymi z najładniejszych drewnianych figurek, jakie widzieliśmy w grach.

W środku nie uświadczymy wypraski, więc  woreczki strunowe, tudzież pudełeczka/organizery, etc. będą koniecznością. Wykonanie komponentów to naprawdę klasa sama w sobie. O pionkach już pisaliśmy. Użyty karton jest gruby i z pewnością wiele wytrzyma. Karty zrobione są również z dość grubego papieru, a że posiadają białe ranty, więc będą odporne na przetarcia.

Muszę pochwalić instrukcję. 6 stron (+ podsumowanie na ostatniej stronie) przystępnego tekstu okraszonego czytelnymi przykładami. Dzięki temu szybko to wszystko wchodzi do głowy.

CEL GRY

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy odkrywcami nowego świata. Coś w stylu Marco Polo czy Hernana Cortesa. Mając do dyspozycji kilka statków a na nich osadników, gotowych na eksplorowanie nowych lądów, wyruszamy na wyprawę mającą na celu po prostu obłowienie się. Będziemy odkrywać nowe wyspy, wysyłać naszych ludzi w różne miejsca, dzięki czemu wypełnimy nasze magazyny dobrami. Będziemy również mieli wpływ na ceny poszczególnych dóbr. Oczywiście nie zostaniemy z tym sami i będziemy czuć na plechach oddech współgraczy. Ten, kto w tym swoistym wyścigu będzie najlepszy, ten wygra.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie gry jest szybkie i bezproblemowe. Przede wszystkim musimy przygotować składniki, z których będziemy układać planszę, czyli sześciokątne kafle terenu. W zależności od liczby graczy, skorzystamy z określonej ich liczby (tak, żeby nie było zbyt luźno na planszy). Płytki tasujemy i wykładamy „rynek” w postaci trzech odkrytych kafli. Reszta będzie ułożona w zakryty stos dobierania. Następnie tasujemy wszystkie karty, które to formujemy w zakryty stos dobierania i wraz ze wszystkimi znacznikami (złoto, przyprawy, barwnik, drewno, budynki) będą stanowiły zasoby ogólne.

Przygotowujemy też planszetkę produkcji (na której będziemy zaznaczać zmiany cen poszczególnych dóbr), poprzez umieszczenie ośmiu malutkich znaczników.

Zestawem startowym każdego z graczy będzie zasłonka, planszetka na do oznaczenia poziomu produkcji oraz komplet sześciu statków i ośmiu osadników. Każdy z graczy dobiera również po 5 kart, które to wędrują na rękę.

Ostatnim krokiem jest przygotowanie planszy. W tym celu po kolei każdy wybiera jedną dostępną płytkę terenu z „rynku” i układa na stole wraz z jednym ze swoich statków (cumuje go przy jednej z wysp na dołożonej płytce). I to w zasadzie tyle. Czas podbić nieznane lądy.