czwartek, 16 marca 2017

MORPHEUS (DREAM MAKING GAME): Witamy w krainie snów - recenzja gry Tailor Games.

Maurits Cornelis Escher – człowiek, którego prace po prostu robią wrażenie. Swego czasu potrafiłem oglądać jego prace godzinami nie mogąc się nadziwić jego kunsztowi. Gorąco zachęcam do zerknięcia na tę stronę


Nie wiem czy lubicie gry mobilne, bo ja tak. Jedną z moich ulubionych jest Monument Valley, gra, która całymi garściami czerpie z twórczości sławnego Holendra. Czemu w ogóle wspominam o Escherze i Monument Valley? Wystarczy spojrzeć na szatę graficzną Morpheusa, czyli bohaterki dzisiejszej recenzji. Tailor Games przenosiło nas w świat fantasy (Karczemne opowieści), wcielaliśmy się w rolę detektywa (Komisarz Wiktor: sprawa zaginionego obrazu), czy też pomagaliśmy sprytnym wiewiórkom w zbieraniu orzechów (Leśna draka). Tym razem wkraczamy w świat snów. Temat dość oryginalny, do tej pory kojarzący się z grami Shadi Torbey  i jej uniwersum Onirim. Czy podobnie będzie z Morpheusem? Zapraszam do lektury recenzji.


CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta jest w niewielkim i wypchanym po brzegi pudełku. W środku znajdziemy sporo kartonowych elementów – elementy planszy, kafelki snów i faz księżyca, a do tego żetony piór, kronitu, onirytu, esencji. Otrzymujemy również śliczne kosteczki k6, które pasują do klimatu gry.

Nie będę ukrywał, że strasznie podoba mi się cała oprawa graficzna. Jest bajecznie kolorowa, klimatyczna, a przy okazji przejrzysta i nie ma żadnych problemów z czytelnością ikonografii zawartej na elementach gry. Małym zgrzytem są nierówno powycinane niektóre żetony. No cóż, to jest bolączka niestety wielu wydawców.

Załączona do gry instrukcja jest napisana poprawnie i w zasadzie po jej lekturze nie miałem większych problemów z samą rozgrywką.

CEL GRY

Był sobie potężny Hypnos – bóg i uosobienie snu. Pewnego dnia stwierdził, że chyba ma dość i czas udać się na bezterminowy urlop. Jego syn Morfeusz bardzo się przeraził, że teraz jemu przypadnie rola swego ojca, że nie jest jeszcze gotowy, że nie da rady, etc. Strach mu zajrzał w oczy. Hypnos wtedy stwierdził, że da sobie radę, że w zasadzie wszystko potrafi, a to czego potrzebuje, to pomoc człowieka, który wspomoże go w tkaniu snów. Jak się łatwo domyślić, bierzemy udział w konkursie na najlepszego tkacza snów. Zwycięzca zostanie prawą ręką Morfeusza.

Będziemy zatem odwiedzać kolejne lokacje w krainie snów i tkać z mozołem sny konieczne do odniesienia zwycięstwa.

wtorek, 14 marca 2017

SPISKOWCY: My jesteśmy tanie dranie - recenzja gry Wydawnictwa 2 Pionki.

Nie jesteśmy specjalnie fanami gier ociekających negatywną interakcją. Od czasu do czasu jednakże lubimy sobie dać „po gębie”. Najlepiej, żeby przy okazji gra była dość krótka, żeby była okazja do szybkiego rewanżu. 

Spiskowcy wydawać by się mogło, takową grą są. Czy aby na pewno? Zapraszam do naszych przemyśleń.


CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta jest niewielkim pudełku, charakterystycznym dla gier sygnowanych znaczkiem 2 Pionków. Jak dla mnie jest ono jednak zwyczajnie za duże. Uwielbiam kompaktowość pudełek charakterystycznych dla karcianek wydawanych przez Amigo czy G3. Do pudełek pionkowych jakoś się nie mogę przekonać. W środku (poza żetonem pierwszego gracza) spotkamy jedynie karty, które nie potrafią sobie znaleźć miejsca w przydużym pudle.

Jak przystało na wydawnictwo, karty są dobrej jakości. Muszą takie być, bo gra w dużej mierze polega na tasowaniu tychże kart. Instrukcja to zadrukowana nieduża kartka papieru. Napisana jest dość poprawnie, chociaż na początku miałem pewne wątpliwości co do działania jednej z kart.

CEL GRY

Trafiamy gdzieś do średniowiecznego zamku. Przyjdzie nam stoczenie swoistej batalii o zdobycie wpływów. Korzystając z kart Postaci i Wydarzeń mamy za zadanie przez 8 kolejnych rund tak kombinować, żeby uzyskać jak największe profity.


PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie gry jest krótkie. Mamy trzy rodzaje kart, które należy poukładać w trzy różne stosy. Pierwszy z nich to zmieszane ze sobą karty postaci i wydarzeń. Drugi z nich to karty miejsc – za ich pomocą sterujemy samą grą (o tym za chwilę) Trzeci natomiast to karty zwycięstwa (o wartość 1 punktu każda).


poniedziałek, 13 marca 2017

Pingolo: kto zostanie na lodzie? - nowość od wydawnictwa Foxgames.

Kochamy gry Foxgames. Już nawet nie jesteśmy w stanie zliczyć ile ich mamy w naszej kolekcji. I każdą uwielbiamy. 

Z tym większą radością spieszymy Wam donieść, że na pólkach sklepowych możecie znaleźć już kolejną piękną grę sygnowaną rudym ogonkiem liska Foxa. Bowiem do portfolio wydawnictwa dołączyła słodka gra Pingolo autorstwa Thierry Denoual'a. Co takiego na Was czeka? Zobaczcie sami:


Nasze pingwinki są zawsze gotowe do zabawy. Rzucaj kolorowymi kostkami i znajduj ukryte pingwinie jaja. Aby wygrać, zgromadź jako pierwszy na swojej górze lodowej 6 pingwinków.

W tej wesołej rywalizacji przydadzą się dobra pamięć i odrobina szczęścia!

Kto zostanie na lodzie?



Gra pamięciowa, w której dzieci zgadują schowane pod pingwinami jajka. Gracze rzucają 2 kostkami i starają odgadnąć pod którym pingwinem leżą jajka w kolorze wylosowanym przez rzut kostkami. Pierwszy gracz, który zbierze na swojej górze lodowej 6 pingwinów z ich jajkami, wygrywa grę.

Zalety: 
  • proste zasady gry,
  • krótka i szybka rozgrywka,
  • bardzo estetyczne wykonanie
  • dla dzieci już od 4 r.ż.

Zawartość pudełka:
  • Instrukcja,
  • 12 pingwinów,
  • 12 kolorowych jajek,
  • 4 plansze - góry lodowe,
  • 2 kolorowe kości
Dane techniczne:

Wiek graczy: 4 +; 
Liczba graczy: 2-4 graczy; 
Format: 26 x 26 x 5 [cm]; 
Cena detal.: 79,99 zł

Nie powiem - zimy to ja nie lubię i nie tęsknię za nią. Ale z takimi pingwinkami to zimowe szaleństwo miałoby wiele kolorów. Zgodzicie się ze mną? Oj z radością przeniosłabym się na biegun i poszalała z tymi słodziakami. 

Informacja prasowa wydawnictwa Foxgames.
Treść i zdjęcia są własnością Wydawnictwa.

niedziela, 12 marca 2017

GRA NA EMOCJACH: bo w życiu liczy się serce - recenzja gry Wydawnictwa Nasza Księgarnia.

Czy gra w skojarzenia może być  przyjemna? Jak najbardziej. Prosty przykład do Dixit. Gra, która osiągnęła status gry niemalże kultowej. 

Gra na emocjach, czyli bohaterka dzisiejszej recenzji garściami czerpie ze swojej starszej siostry (a może starszego brata), chociaż robi to całkiem inaczej. Dixit kochamy, czy takim samym uczuciem obdarzymy również Grę na emocjach? Zapraszam do lektury recenzji.




CO ZAWIERA GRA

Całość mieści się w niewielkim, ale dość wysokim pudełku. W środku, obok krótkiej i zwięzłej instrukcji odnajdziemy mnóstwo kart. Kwadratowych kart z serduszkami. W każdym taki serduszku znajdziemy minimalistyczny rysunek. Oczywiście jako bonusik otrzymamy kartę super mocy a także specjalną naklejkę – właściciela gry. Wykonanie gry jest po prostu świetne. Jak przystało na Naszą Księgarnię.

CEL GRY

Naczelny cel gry może odkrywczy nie będzie. To zdobycie jak określonej liczby kart. Żeby to osiągnąć musimy wykazać się swoistej empatii i udzielenia jak najlepszych odpowiedzi na zadane pytania. Zabawa polega na tym, że odpowiedzi udzielamy poprzez posiadane na ręce karty.


PRZYGOTOWANIE GRY

Całe szczęście trwa to dosłownie chwilkę. Wystarczy potasować karty i każdemu z graczy rozdać równo po pięć. I to tyle. Jesteśmy już gotowi.