czwartek, 29 sierpnia 2019

Aż strach się bać! czyli nowości i zapowiedzi Fabryki Kart Trefl Kraków - informacja prasowa.

Fabryka Kart Trefl-Kraków przygotowała dla fanów karcianej rozrywki trzy przykuwające uwagę premiery. Będzie oryginalnie i z humorem, niebezpiecznie i w osobliwym towarzystwie (bywa, że rogatym). 

Co takiego na nas czeka? Zobaczcie sami. Uchylamy rąbka tajemnicy w informacji prasowej. 

PECHOWA KROWA


Pechowa krowa, gra karciana, która, jakby to ładnie ująć, bazuje na podkładaniu sobie świń – czasami dosłownie. 

Koń by się uśmiał, ile zamieszania z tymi zwierzakami. Uparte i rozbrykane, zero dyscypliny. Co też one wyczyniają! 


Całe stado krów wymknęło się z zagrody, a za nimi przez dziurę w płocie wydostało się też wiele koni, świń i owiec. Większość zwierząt pozwoliła się na szczęście grzecznie zagonić z powrotem. I właściwie wystarczyłoby już tylko przydzielić je do ich właścicieli, jednak niestety...

wtorek, 27 sierpnia 2019

FABRYKA CZEKOLADY: mmm...palce lizać - recenzja gry Wydawnictwa Nasza Księgarnia.


Taka jest smutna prawda, że w tym całym natłoku nowości planszówkowych na świecie, ciężko się połapać, znaleźć coś co jest warte uwagi, a przeszło bez echa, bo nie miało szczęścia (a także odpowiednich środków finansowych na marketing). 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia podąża swoją przyjętą ścieżką. Bardzo często wynajduje takie właśnie perełki - starsze i mało znane gry, o których niewielu słyszało, ubiera w nowe szaty i... otrzymujemy jak nie hita, to kawał solidnej gry. 

Powiem szczerze, że wydana w roku 2016 karcianka Throne and the Grail, której autorem jest japoński twórca Nao Shimamura kompletnie nie była mi znana. Jakimś cudem ludzie z Naszej Księgarni to odkopali, zmienili kompletnie tematykę gry zatrudnili polskiego rysownika w osobie Przemysława Fornala (odpowiedzialnego m.in. za grafiki do Portu Gdańsk i Bukietu) i  i tym sposobem zamiast walczyć o spuściznę po królu, a i owszem walczymy ale o tabliczki czekolady. Co z tej walki wynikło? Zapraszam do lektury recenzji.





CO ZAWIERA GRA

W zgrabnym pudełeczku (charakterystycznym dla wszystkich ostatnio wydawanych karcianek Naszej Księgarni) znajdziemy … niestety nie tabliczki czekolady. Ale bardzo dużo kart do złudzenia przypominających czekoladę z różnymi dodatkami (herbatnikami, owocami, posypkami itp.). Do tego mamy jeszcze 2 karty pomocy, żeton pierwszego gracza i instrukcję.

Tak niewiele potrzeba do rozpoczęcia produkcji słodkich przyjemności w Fabryce czekolady.

CEL GRY

Jak to zdradza już sam tytuł gry akcja zabawy toczy się w fabryce czekolady. Po taśmie produkcyjnej będą się przesuwać rozmaite tabliczki czekolady. Celem graczy będzie zaś upolowanie tych najcenniejszych (z herbatnikami, owocami czy posypką) i unikanie tabliczek zanieczyszczonych dziwnymi dodatkami (np. pionkami czy kostkami).

PRZYGOTOWANIE GRY

Każda produkcja musi być precyzyjnie przygotowana. Nie inaczej jest z tą w fabryce czekolady. Na początku gracze umieszczają przed sobą karty pomocy brązową stroną do góry. Następnie tasują wszystkie karty czekolady, tworzą z nich zakryty stos, z którego z góry zdejmują 3 karty i nie podglądając ich odrzucają je do pudełka. Teraz każdy z graczy bierze z góry stosu po 5 kart (nie pokazuje ich rywalowi). Kolejny ruch to zapoczątkowanie linii produkcyjnej poprzez wyłożenie z góry stosu 2 kart czekolad i ułożenie ich na środku stołu obrazkiem do góry. Osoba wybrana do roli pierwszego gracza bierze żeton pierwszego gracza.

Wszystko przygotowane. Produkcja czekolad może się rozpocząć.

niedziela, 25 sierpnia 2019

Kolejne nowości Wydawnictwa Nasza Księgarnia - informacja prasowa.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia na koniec wakacji i pierwszy jesienny miesiąc szykuje dla graczy (tych dużych ale i tych małych) kilka ciekawych tytułów. 

Co takiego czeka na miłośników planszówek? Zobaczcie sami. Kilka szczegółów zdradzamy w krótkiej informacji prasowej wydawnictwa. 


NA KOŃCU JĘZYKA 2

Kontynuacja jednej z najlepszych na świecie gier imprezowych!


Gracze kolejno wykładają karty. Gdy na kartach 2 graczy pojawi się ten sam obrazek, następuje pojedynek. 


W grze „Na końcu języka” należało jak najszybciej podać słowo z kategorii znajdującej się na karcie przeciwnika. W grze „Na końcu języka 2” na kartach zamiast kategorii znajdują się litery. Podczas pojedynku należy jak najszybciej podać słowo zawierające litery z kart graczy!


Wygraj jak najwięcej pojedynków! Bądź szybszy od rywali – powiedz to, co masz na końcu języka!

autor gry: Andrew Innes
wiek: 10-110 lat
liczba graczy: 3-6
cena: 49,90 zł
premiera gry: 14 sierpnia


WYPRAWA DO EL DORADO

Wyrusz na poszukiwania zaginionego miasta!


Zorganizuj ekspedycję i udaj się w podróż przez południowoamerykańską dżunglę. Będziesz potrzebował dobrego planu, doświadczonych poszukiwaczy i przewodników oraz odpowiedniego sprzętu. Zatrudnisz zwiadowcę czy skorzystasz z pomocy tubylców? Wybierzesz podróż statkiem czy wynajmiesz samolot? Twoim zadaniem jest odnalezienie legendarnego miasta zwanego El Dorado! Gra świetnie łączy mechanikę deck-buildingu z emocjonującym wyścigiem. Ze względu na modułową planszę i wiele możliwych scenariuszy każda rozgrywka wymaga innej strategii!

czwartek, 22 sierpnia 2019

PANDEMIC SZYBKA REAKCJA: Czas to ... zdrowie - recenzja gry wydawnictwa Rebel


Recenzując Pandemic: Upadek Rzymu zastanawiałem się, czy aby pan Leacock projektując Pandemica, przewidział aż tak wielki sukces. Ta kooperacyjna gra, w której grupa naukowców ugania się za zarazkami rozprzestrzeniającymi się na całym świecie w celu znalezienia remedium znalazła wielu fanów i pociągnęła i Matta Leacocka i innych współpracujących z nim autorów do zaprojektowania innych gier, które korzystają z głównej mechaniki. Na naszym blogu pisaliśmy już o Upadku Rzymu i Czasie Cthulhu. Obie gry są bardzo udane i prawdę mówiąc chętniej do niej sięgamy niż do oryginalnego Pandemica. Bywa.

Bohaterką recenzji jest najmłodsze dziecko ze stajni Pandemii o podtytule: Szybka reakcja. Co ciekawe, przy jej powstawaniu nie maczał paluchów (przynajmniej oficjalnie) Matt Leacock. Jej autorem jest znany chociażby ze zwariowanej gry kooperacyjnej F.U.S.E. Kane Klenko. Gry, w której pod presją czasu rzucając kostkami, musieliśmy wykonywać wspólnie określone zadania. Czyżby zatem w świecie Pandemica czekała na nas mała rewolucja? Czy może będziemy mieli do czynienia z kolejnym wcieleniem wersji podstawowej? Zapraszam do lektury recenzji.



CO ZAWIERA GRA

W średniej wielkości pudełku (wielkości klasycznej Pandemii) znajdziemy całkiem sporo komponentów. Rzuca się w oczy fioletowy samolocik i klepsydra z turkusowym (chyba) piaskiem. Do tego żetony, pionki i oczywiście kości. Wszystko w pastelowych kolorach.

Na pewno duże wrażenie robią kości. Tzw. customowe kości, czyli takie, które specjalnie przygotowano na potrzeby gry. Ładnie wykonane, solidne – mogą się podobać.

Oprócz tego otrzymujemy karty. Podzielone zostały one na dwa typy - karty miast i karty wydarzeń. Pierwsze zawsze wejdą do gry (nie wszystkie), a drugie, tylko jeśli zdecydujemy się na odpowiedni wariant.

Oczywiście nie mogło zabraknąć i planszy. Ta przedstawia pokład naszego samolotu ratowniczego, który to podzielony został na kilka stref, po których poruszać się będą członkowie naszej ekipy.

Załączona instrukcja jest napisana wzorowo, bardzo przejrzyście z czytelnymi przykładami. Znakomicie ułatwia to przyswojenie nietrudnych zasad.

CEL GRY

W klasycznej Pandemii musieliśmy zasuwać po całym świecie próbując zwalczyć choróbska, które się po nim rozprzestrzeniają. Od nas zależało, gdzie poślemy naszych naukowców i jak sobie poradzimy z wyzwaniami.

W Szybkiej Reakcji odpadł całkowicie element wyboru miast, do których chcemy się udać. To zostaje nam podane przez samą grę. Cała zabawa toczy się na pokładzie samolotu należącego do CDC (takiej specjalnej instytucji zajmującej się w dużej mierze zwalczaniem chorób). Na pokładzie tegoż aeroplanu znajduje się kilka magazynów, gdzie nasi naukowcy z prędkością światła wygrzebują różne specyfiki, dzięki którym mogą dostarczyć odpowiednie lekarstwa do wybranych miast.

Szybka reakcja jest grą kooperacyjną przeznaczoną dla 2 do 4 osób w wieku powyżej 10 lat. Podczas rozgrywki musimy ze sobą ściśle współpracować, żeby zakończyć grę zwycięstwem. Czeka nas zatem wspólna praca pod presją upływającego czasu. Tradycyjnie, zwycięstwo jest dziełem wszystkich graczy, podobnie jak i przegrana.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie gry jest proste. Wszystko dokładnie pokazane jest w instrukcji. Na środek stołu wędruje plansza, przedstawiająca pokład samolotu. Podzielony został on na szereg pomieszczeń, z których korzystać będą nasi naukowcy. Na części z nich musimy umieścić komponenty gry. I tak, w centrum dowodzenia umieszczamy klepsydrę i żetony czasu. Z kolei w każdym z pięciu pomieszczeń zaopatrzenia umieszczamy cztery kosteczki, czyli skrzynie zaopatrzenia. W pomieszczeniu będącym centrum recyklingu umieszczamy specjalny żeton.

Następnie musimy sobie przygotować zestaw miast, do których udać się będzie musiała samolotem nasza ekipa. Ze wszystkich kart losujemy jedną. Będzie to punkt startowy naszego samolotu. Następnie losujemy (w zależności od wybranego poziomu trudności) odpowiednią liczbę kart. Część z nich wędruje na odpowiednie miejsca wokół planszy, a część ląduje na zakrytym stosie na planszy.

To co nam zostało, to wybór ekipy naukowców. W sumie jest ich siedmiu i musimy podjąć decyzję (lub zdać się na los), którzy znajdą się w grze. Każdy z nich reprezentowany jest przez kartę postaci oraz pionek (umieszczamy go w odpowiednim pomieszczeniu na planszy, zgodnie z informacją na karcie).

To w zasadzie wszystko. Wyścig z czasem można rozpocząć.

wtorek, 20 sierpnia 2019

HERO REALMS: fantas(y)tyczne pojedynki- recenzja gry wydawnictwa IUVI GAMES wraz z dodatkami do niej.

Na początku był Cthulu Realms. Była to pierwsza gra, w której poznałem mechanikę znaną później w bohaterce recenzji. Gra naprawdę w porządku, ale nie lubię jej. Z prostej przyczyny. Gra osadzona jest w świecie, który uwielbiam. Cthulhu, przedwieczni, tajemnice sprzed eonów lat. Chłonę to jak gąbka wodę. W Cthulu Realms potraktowano to z przymrużeniem oka i naprawdę grafiki mnie wkurzają.

Dlatego też z wielką lubością sięgnąłem po kolejne wcielenie mechaniki, czyli Star Realms – grę osadzoną również w moich klimatach, czyli SF. Przy Star Realms pozwoliłem sobie na trochę uzależnienia. Głównie grywałem z aplikacją i dziennie potrafiłem rozegrać 10-15 partii czy to z komputerem czy to żywym graczem. Oczywiście w pewnym momencie powiedziałem dość, ale miłość do Star Realms pozostała.

Gdy jakiś czas temu usłyszałem o kolejnej reinkarnacji mechaniki w postaci Hero Realms i osadzeniu jej w nielubianych przeze mnie klimatach fantasy, to zacząłem kręcić nosem. No nieeee, znowu? Jakoś tak się złożyło, że koniec końców pudełko z grą wylądowało u mnie, a wraz z nim kilka małych pudełeczek z dodatkami, które całkiem niedawno (za sprawą Wydawnictwa IUVI) pojawiły się w polskiej wersji językowej. Czy Hero Realms będzie w stanie zdetronizować Star Realms? Zapraszam do lektury recenzji.




CO ZAWIERA GRA

Opakowanie Star Realms woła o pomstę do nieba. Niewielkie, rachityczne, kartonowe pudełeczko, wielokrotnie poskładana instrukcja (niczym ulotka do leku) – trochę odbiega od standardu wydawania gier. U mnie szybko zostało zastąpione czymś solidniejszym. Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja w przypadku Hero Realms. Znacznie większe pudełko (chociaż jego rozmiar mógłby być bardziej przemyślany), wykonane z grubego kartonu. A instrukcja to nie jakaś ulotka ale normalna książeczka. To może małe szczegóły, ale zdecydowanie lepiej wpływają na odbiór gry. Oczywiście tych szczególików różniących obie gry jest więcej (opiszę to później) i muszę przyznać, że wszelkie zmiany są zdecydowanie na plus.

W pudełku znajdziemy równo 144 karty. Karty podzielone zostały generalnie na dwa rodzaje. Mamy zatem karty podstawowe, na które to składają się zestawy startowe każdego z graczy (Złote Monety, Krótki Miecz, Sztylet Rubin oraz licznik punktów życia). Drugim typem są karty rynku – te będziemy kupować w trakcie rozgrywki – składają się na nie Ogniste klejnoty (karty, które w teorii są nieskończone i mają osobne miejsce na rynku) oraz karty akcji i czempionów – te będą pojawiać się w losowej kolejności w trakcie gry.

Jakościowo wszystko jak dla mnie jest ok. Czarne ranty kart jednakże skłaniają do tego, żeby pomyśleć o koszulkach (63,5x88 mm).

Wspomniana wcześniej instrukcja napisana jest poprawnie z kilkoma przykładami, które zdecydowanie poprawiają przyswojenie zasad. Jeśli ktoś już miał do czynienia z Hero Realms czy Cthulu Realms, to w zasadzie może zagrać z marszu. Różnice w mechanice są minimalne.

DODATKI

Te zostały opakowane dokładnie tak samo jak dodatki do Star Realms, czyli w cienkie, kartonowe pudełeczka. Jest to pewien progres w stosunku do wersji oryginalnej, w której to karty pakowano do foliowych blistrów.

Mamy dwa rodzaje dodatków. Jedne zawierają spersonalizowane zestawy startowe dla gracza, który to może przyjąć specjalizację wybranego bohatera – Wojownika, Tropiciela, Kapłana, Złodzieja i Czarodzieja. W każdym zestawie znajdziemy dokładnie 15 kart, na które składają się talia podstawowa (zastąpi tę z podstawki), dwie zdolności specjalne (coś w rodzaju gambitów z dodatków do Hero Realms), dwie nowe karty do liczenia punktów oraz karta z wizerunkiem naszego bohatera

Nieco inaczej wygląda sprawa bossów, czyli Lisza i Smoka. W pudełku zobaczymy znacznie więcej niż w przypadku talii bohaterów. Wiąże się to z tym, że każdy boss otrzyma spory zestaw kart, za pomocą których będzie prowadził swoją wojenkę przeciwko albo bohaterom albo innemu bossowi. Wprowadzenie do gry bossów zmienia nieco podstawowe zasady, czyniąc grę bardziej zróżnicowaną.

CEL GRY

Ta gra ma otoczkę fabularną. Umówmy się, nie ma ona w zasadzie żadnego znaczenia. W grze stoczymy swoisty pojedynek, w którym to kupując akcje i wspomagając się różniastymi bohaterami (zwanymi czempionami) będziemy starali się dokopać przeciwnikowi lub przeciwnikom (w wersji wieloosobowej).

Pamiętacie może Nieśmiertelnego (oryginalny tytuł Highlander) z Christoferem Lambertem w roli głównej? Każdy pojedynek długowiecznych wojowników kończyła formułka „There can be only one” (może pozostać tylko jeden). Tym tekstem może podsumować i Hero Realms. Na placu boju może zostać tylko jeden – reszta zostanie zesłana do krainy wiecznych łowów.

PRZYGOTOWANIE GRY

Jako, że grywam w zasadzie wyłącznie w dwie osoby, w recenzji skupię się na omówieniu zasad w takim składzie osobowym.

Przygotowanie gry jest banalnie proste (zwłaszcza, jeśli posiadamy dedykowaną matę do gry). Każdy z graczy gracze otrzymuje po 10 kart - 8 z nich dostarcza nam złota, za które będziemy nabywać kolejne karty, rozbudowując swoją talię oraz 2 karty, za pomocą których będziemy zadawać rany przeciwnikowi. Oprócz tego każdy z nas otrzymuje karty do liczenia punktów życia. Początkowa ich wartość to 50 punktów.

Pozostałe karty (oprócz Ognistych klejnotów) tasujemy i tworzymy zakryty stos, który umieszczamy pomiędzy graczami. Następnie dobieramy 5 wierzchnich kart tworząc rynek. Jest on uzupełniony stosem (odkrytym) Ognistych klejnotów.

Ostatnią czynnością jest przetasowanie swoich talii przez graczy i utworzenie z nich zakrytych stosów dobierania. Pierwszy gracz dobiera 3, a drugi 5 kart. I to wszystko. Czas zacząć pojedynek.