Ile razy zdarzyło nam się westchnąć nad kalendarzem pełnym spotkań, terminów i tych wszystkich ASAP-ów". Innymi słowy poczuć na własnej skórze to całe zamieszanie, które znane jest pracownikom korporacji.
Autorzy gry Tydzień jaskiniowca – Michał Sprysak i Wojciech Wiśniewski, twórcy wywodzący się z Designer Camp PL (imprezy, na której młodzi autorzy pod okiem doświadczonych trenerów pracują nad swoimi projektami) – postanowili przenieść to znajome uczucie... do jaskini.
Wydawnictwo Muduko zaprosiło nas w podróż do epoki kamienia łupanego, gdzie zamiast maila od szefa czeka nas mamut do upolowania, a zamiast korporacyjnego wypalenia – zwyczajne przeciążenie stresem sprzed tysięcy lat. Zasiedliśmy więc przy stole (a raczej przy planerze) i sprawdziliśmy, czy prehistoryczny work-life balance da się ogarnąć lepiej niż ten współczesny.
Zapraszam zatem do lektury, w której to podzielimy się naszymi wrażeniami płynącymi z rozgrywki.
Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.
CO ZAWIERA GRA
Pudełko Tygodnia jaskiniowca jest wielkości wielu innych gier Muduko (np. Spór o bór, Zamęt). Nie może być duże, gdyż to tytuł z rodziny gier flip & write, więc nie ma się co spodziewać rozbudowanych plastikowych komponentów.
W środku znajdziemy 65 kart aktywności, 18 kart celów, 2 karty pomocy ułatwiające ogarnięcie zasad przy stole, notes do zapisywania decyzji, instrukcję oraz komplet ołówków.
Ilustracje przygotował Tomasz Larek i to właśnie one w dużej mierze budują humorystyczny klimat gry – jaskiniowcy na kartach patrzą na nas z tą samą miną, jaką my sami robimy w poniedziałkowe poranki.
Załączona instrukcja napisana jest zdecydowanie poprawnie, z licznymi przykładami, bardzo ułatwiającymi rozgrywkę. Tak jak lubimy.
CEL GRY
Zadaniem każdego z nas jest zaplanowanie i "przetrwanie" siedmiu intensywnych dni prehistorycznego życia zawodowego. W praktyce oznacza to układanie własnego planu tygodnia złożonego z aktywności należących do trzech kategorii: Pracy, Nauki i Rozrywki.
Brzmi znajomo? Bo taki właśnie jest zamysł – autorzy przenieśli mechanikę planowania czasu żywcem z naszej codzienności w realia jaskiniowego "CEOlitu", gdzie certyfikat łowcy mamutów czy umiejętność rozpalania ognia zgodnego z BHP liczą się tak samo, jak dziś kursy i szkolenia. Wygrywa osoba, której jaskiniowiec najlepiej połączył rozwój, zarobek i odpoczynek, nie osiwiawszy przy tym przedwcześnie ze stresu.
PRZYGOTOWANIE GRY
Każdy z graczy otrzymuje własny notes oraz ołówek, a na środku stołu ląduje potasowana talia kart aktywności. Z niej losujemy 24 karty i umieszczamy w trzech stosach. Rozgrywka bowiem toczy się przez osiem rund, symbolizujących kolejne dni jaskiniowego tygodnia.
Następnie rozkładamy karty celów (trzy standardowe i jeden weekendowy) – to od nich w dużej mierze zależy, na czym będziemy chcieli budować swoją strategię, więc dobrze jest rzucić na nie okiem, zanim zaczniemy zapisywać pierwsze decyzje.
PRZEBIEG GRY
Mechanika jest prosta i intuicyjna, co czyni ją świetnym materiałem na szybką rozrywkę.
W każdej rundzie odkrywane są trzy karty aktywności, spośród których wszyscy gracze jednocześnie wybierają dwie, które chcą wykonać, a następnie zapisują decyzję we własnym planerze.
Nie ma tu klasycznego przekazywania tury – wszyscy działają równolegle, co sprawia, że rozgrywka toczy się naprawdę żwawo, nawet w większym gronie.
Każda aktywność trafia do jednej z trzech kategorii planera – Pracy, Nauki lub Rozrywki – i niesie ze sobą konkretne konsekwencje: część z nich podnosi nasz poziom stresu, inne wymagają wydania zarobionych wcześniej monet, a jeszcze inne pozwalają realizować cele zapisane na kartach wylosowanych na starcie.
Nasz planer podzielony jest na siedem dni tygodnia oraz pięć pól – pór dnia: rano, południe (2 pola), wieczór oraz noc. Naszym zadaniem jest po prostu wpisania tych trzech aktywności w odpowiednich porach konkretnego dnia (lub dni).
Kluczem do sukcesu jest utrzymanie równowagi – zbyt duże skupienie na jednej dziedzinie kosztem pozostałych może się zemścić przy końcowym podliczaniu punktów, podobnie jak zbyt wysoki poziom stresu czy niewykorzystane miejsca w planerze.
Polecamy przed rozgrywką zapoznanie się z filmikiem przygotowanym przez wydawnictwo:
ZAKOŃCZENIE GRY
Gra kończy się po rozegraniu wszystkich rund symbolizujących tydzień jaskiniowego życia. Wtedy następuje podliczenie – punkty przyznawane są za najlepszy balans aktywności w planerze (różnorodność aktywności w ciągu dnia), zgromadzone oszczędności oraz zrealizowane cele, a odejmowane za nadmierny stres i niewykorzystany czas.
Wygrywa jaskiniowiec, który najlepiej połączył ambicje z odpoczynkiem – dokładnie tak, jak w prawdziwym życiu, tylko że tutaj mamy to na papierze czarno na białym, więc trudniej się oszukiwać.
WRAŻENIA
Kiedy pierwszy raz otworzyliśmy pudełko Tygodnia jaskiniowca, spodziewaliśmy się kolejnej lekkiej gry na "zapchanie dziury" w wieczornym planie. Po kilku partiach musimy przyznać, że to zdecydowanie coś więcej niż tylko wypełniacz – to tytuł, który mimo swojej prostoty potrafi wciągnąć na dłużej, niż byśmy się spodziewali po grze z kategorii flip & write.
Jedna partia zajmuje nam zwykle około 20-30 minut, ale to, co najbardziej doceniamy, to fakt, że są to minuty spędzone naprawdę intensywnie. Dzięki symultanicznemu podejmowaniu decyzji nikt przy stole nie czeka bezczynnie na swoją kolej – wszyscy jesteśmy zaangażowani w każdej rundzie, co sprawia, że nawet w większym gronie tempo rozgrywki nie siada ani na chwilę.
To zresztą jedna z rzeczy, za które szczególnie polubiliśmy ten tytuł – bardzo rzadko zdarza się gra, w której czas trwania partii praktycznie nie rośnie wraz z liczbą graczy przy stole.
Regrywalność to kolejny mocny punkt. Za każdym razem inny układ kart aktywności i inny zestaw celów sprawiają, że musimy na nowo przemyśleć swoją strategię – raz postawimy wszystko na rozwój i naukę, licząc na spektakularny certyfikat łowcy mamutów, innym razem zaryzykujemy więcej rozrywki kosztem rosnącego stresu, a jeszcze kiedy indziej spróbujemy uzbierać solidne oszczędności, odpuszczając sobie ambitniejsze cele.
Co ciekawe, drobne decyzje podjęte w pierwszych rundach potrafią zaważyć na całym tygodniu – źle zbilansowany plan mści się zarówno przy dalszym planowaniu tygodnia jak i przy finałowym podliczaniu, a to sprawia, że każda partia uczy nas czegoś nowego o naszym własnym podejściu do planowania. Nie mieliśmy wrażenia, że powtarzamy tę samą rozgrywkę, nawet po kilku wieczorach z rzędu.
Jeśli chodzi o skalowalność, gra sprawdza się równie dobrze w pojedynkę, jak i w większym gronie. W wariancie solo Tydzień jaskiniowca zamienia się w swoistą łamigłówkę optymalizacyjną – próbujemy pobić własny wcześniejszy wynik, dopieszczając balans między pracą, nauką i rozrywką niemal jak w prawdziwym życiu. W wariancie wieloosobowym dochodzi tylko element rywalizacji, bo sama rozgrywka jest w zasadzie identyczna.
Nie sposób też pominąć warstwy humorystycznej, bo to ona w dużej mierze buduje tożsamość tej gry. Tydzień jaskiniowca to przewrotna satyra na współczesne życie zawodowe przebrana w futro i kamienne narzędzia – "CEOlit", certyfikaty łowcy mamutów czy BHP rozpalania ognia wywołują u nas uśmiech przy niemal każdej partii.
Ilustracje Tomasza Larka doskonale to podkreślają, nadając całości charakteru, który zapada w pamięć znacznie mocniej niż typowa, bezpieczna oprawa graficzna gier z tego segmentu. Jednocześnie, mimo żartobliwej otoczki, gra subtelnie skłania do refleksji nad tym, jak sami układamy swój prawdziwy, niejaskiniowy tydzień – a to rzadka wartość dodana w tak lekkim, familijnym tytule.
Jedyne, czego nam brakowało, to po prostu interakcji między graczami – poza wspólnym patrzeniem na te same karty aktywności i rywalizacją o wynik końcowy, nasze jaskiniowe losy toczą się właściwie niezależnie od siebie. To jednak świadomy wybór projektowy, który dobrze wpisuje się w charakter gry jako szybkiej, oddechowej propozycji, a nie ciężkiego tytułu strategicznego.
Nie sposób wspomnieć o losowości pojawiania się kart aktywności i co się z tym wiąże, celami do wypracowania w grze. Niektóre układy wydają się łatwiejsze, inne trudniejsze, a jeszcze inne stanowią naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Jednakże wszyscy gracze stoją dokładnie przed tymi samymi dylematami, więc gra nikogo nie wyróżnia.
Tydzień jaskiniowca to była gra, po której w zasadzie wiele się nie spodziewaliśmy. A jednak okazała się naprawdę ciekawym, niebanalnym tytułem, w którym to musimy wykazać się układaniem klocków w postaci zapełniania pozycji w kalendarzu, w warunkach niepewności (bo przecież nie wiemy, co przyniesie nam przyszłość). Jest szybka, prosta do nauczenia i po prostu daje radochę z gry. Zdecydowanie warto sprawdzić.
PLUSY:
+ szybka, dynamiczna rozgrywka dzięki symultanicznemu podejmowaniu decyzji,
+ świetna skalowalność – działa tak samo dobrze solo, jak i w większym gronie,
+ wysoka regrywalność dzięki losowości kart aktywności i celów,
+ humorystyczna, dopracowana oprawa graficzna Tomasza Larka,
+ przystępne zasady, łatwe do wytłumaczenia nowym graczom,
+ krótki czas rozgrywki.
MINUSY:
- zerowa interakcja między graczami poza rywalizacją o wynik końcowy,
- losowość układu kart potrafi czasem utrudnić realizację obranej strategii,
- bloczek z kartkami planera niestety nie jest niewyczerpywalny.
Liczba graczy: od 1 osoby
Wiek: od 8 lat
Czas gry: 20 minut
Rodzaj gry:
gra strategiczna,
gra karciana,
gra wykreślana
Zawartość pudełka:
* 18 kart celów (12 standardowych, 6 weekendowych),
* 68 kart aktywności,
* notes z planerem tygodniowym,
* uniwersalna karta aktywności,
* 4 ołówki,
* instrukcja,
Wydawnictwo: Muduko
Cena: 45-50 zł (VII 2026 r.)
Autor: Michał Sprysak, Wojciech Wiśniewski
Ilustracje: Tomek Larek
Serdecznie dziękujemy Wydawnictwu Muduko za przekazanie egzemplarza do recenzji.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz