niedziela, 31 stycznia 2016

Podsumowanie stycznia i plany na luty.

Ależ ten czas leci! Niemal dopiero co przed chwilą świętowaliśmy Nowy Rok a już koniec stycznia. Eh...to był intensywny miesiąc. 

Opublikowaliśmy na blogu 13 postów a wśród nich głównie recenzje gier. Kilka z nich czekało w kolejce od grudnia bowiem końcówka roku 2015 była bardzo obfita w paczki od wydawnictw. No, ale podołaliśmy i mogliście przeczytać recenzje 10 gier:


Różnorodne gry z różnych kategorii. Druga część naszych ukochanych kubeczków, piękna Bajkogra, wariacja na temat klasyku czyli Carcassonne, swoiste budowanie domku z kart, tworzenie miasta, karmienie głodnego Om Nom... Dla każdego coś miłego. 

Speed Cups 2 niestety są ciężko dostępne w Polsce a szkoda, bo to niezłe rozszerzenie i urozmaicenie tej świetnej gry zręcznościowo-imprezowo-familijnej. Ale może kiedyś...

Plany na luty


W lutym nie zamierzamy osiąść na laurach. Przygotowujemy recenzje kolejnych gier m.in: Pingwiny z Madagaskaru, Farmageddon, Owce na wypasie, Kamienie w kieszenie. Pojawi się też kilka niespodzianek w postaci recenzji mniej znanych tytułów. Poszukamy na przykład mordercy w pewnym hotelu...

A na koniec wisienka na torcie - roczek bloga za nami a co za tym idzie czas rozdać trochę gier w prezencie :-). Czyli w lutym czeka na Was nic innego jak konkurs. Informacje o nim pojawią się już wkrótce. Śledźcie więc uważnie naszego bloga i  fanpage na FB. I do dzieła!

A my zabieramy się do roboty. Zapowiadane recenzje już w przygotowaniu...

piątek, 29 stycznia 2016

Nowy gracz na rynku planszówkowym.

Nie tylko uważni obserwatorzy zgodzą się ze mną, że rynek planszówkowy ostatnimi czasy przeżywa swoisty renesans. W katalogach wydawnictw pojawiają się coraz to nowsze gry, w eter trafiają informacje o wielkich transferach, niemal co weekend w jakiejś części polski odbywają się spotkania przy planszy czy konwenty...

A dziś świat plaszoholików obiegła wieść o pojawieniu się nowego gracza na rynku. Otóż do świata gier planszowych chce dołączyć Nasza Księgarnia. Chyba nie ma ani jednej osoby, która by nie słyszała o tym najstarszym polskim wydawnictwie. Powstało w 1921 roku i łączy w sobie tradycję i nowoczesność. Utrzymują szerokie kontakty z wydawnictwami zagranicznymi w całej Europie, a także w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Posiadają wyłączne prawa do publikacji w języku polskim takich bestsellerów światowych, jak książki Astrid Lindgren, 9-tomowy cykl o Muminkach Tove Jansson, „Kubuś Puchatek” i „Chatka Puchatka” A.A. Milne´a z oryginalnymi ilustracjami Ernesta Sheparda, cykl o Mikołajku znakomitej spółki autorsko-ilustratorskiej Sempé i Goscinnego. Przybliżają polskim czytelnikom najciekawsze pozycje literackie dla dzieci, młodzieży i dorosłych. A teraz chcą zrobić kolejny milowy krok w swoim rozwoju i przebojem wedrzeć się na rynek gier planszowych. 



Ojcem sukcesu będzie człowiek, którego ludziom ze środowiska planszówkowego przedstawiać nie trzeba. To Jarosław Basałyga - wydawca z 10-letnim doświadczeniem, mający na koncie wiele gier cenionych przez młodszych i starszych graczy, m.in. „Pędzące żółwie”, „Nogi stonogi”, „Budowa zamku”, „Pan tu nie stał!”, „Potwory w Tokio”, „Metropolia”, „Sztuka wojny”, „Santiago”. Swoje możliwości pokazał już w szeregach Egmontu, Fox Games a ostatnio w Treflu. Od czerwca 2016 r. będzie odpowiedzialny za pokierowanie działem gier planszowych w Naszej Księgarni.




Celem nowej dywizji jest stworzenie szerokiej i atrakcyjnej oferty nowoczesnych gier dla dzieci, rodzin i dorosłych. Wydawnictwo jest przekonane, że dzięki pasji i doświadczeniu zespołu gracze w całej Polsce będą mieli możliwość poznania wielu emocjonujących planszówek opracowanych przez najlepszych autorów z Polski i zagranicy.

Oczywiście my ze swojej strony trzymamy kciuki i życzymy spektakularnego debiutu i pokaźnego katalogu gier. 

wtorek, 26 stycznia 2016

MOTTAINAI: każdy przedmiot ma duszę - recenzja gry.

Jest sobie taka mała firma, której gry oznaczają się jakąś taką innowacyjnością, swoistym odmiennym podejściem do rozgrywki. Mowa tu oczywiście o Asmadi Games i niezwykłym autorze w osobie Carla Chudyka. Mamy niezwykle oryginalne „FlowerFall”, gdzie musimy wykorzystać nasze umiejętności manualne (poprzez rzucanie kart na stół) do tego, żeby tworzyć swoiste rabatki kwiatowe. Mamy „Red7”, o którym powiedziano już chyba wszystko – niewielką grę, która ostatnimi czasy robi w Polsce (dzięki Lucrum Games) niesamowitą wręcz furorę. Carl Chudyk ma rękę do dobrych gier. Pamiętajmy jeszcze o „Innowacjach” i „Na chwałę Rzymu”, które na trwałe wpisały się do kanonu karcianek. 

A propos tego drugiego tytułu. Na bazie jej mechaniki stworzono niejako duchowego następcę tego tytułu, czyli Mottainai. Gra została ufundowana za pomocą Kickstartera, znacznie przekraczając założone cele (cel $5.000, a zebrano dokładnie $66.988). Przyznaję się bez bicia, że w „Na chwałę Rzymu” jeszcze nie grałem, ale po tym co zobaczyłem w bohaterce tej recenzji, chyba jednak zagram. Ale nie uprzedzajmy faktów. Zapraszam zatem do recenzji.




CO ZAWIERA GRA


Mottainai wydawane jest w dwóch wersjach. Jedna - mini, przeznaczona dla 2-3 osób oraz wersja de luxe, które pozwala na grę 5 osobom. My dysponujemy wersją mini. Jak przystało na Asmadi Games, wszystko zamknięte jest w małym zgrabnym pudełeczku, w którym obok instrukcji, znajdziemy: 54 unikalne karty, dwie karty pomocy oraz 3 planszetki dla graczy.



Kilka słów o samych kartach. O jakość nie musimy się martwić, to pierwsza klasa (uwielbiam tę fakturę). Ponadto te minimalistyczne grafiki strasznie mi się podobają. Kilka słów o instrukcji. Jest ona po prostu specyficzna, czego nie kryje sam autor pisząc: „Mottainai jest grą wielu pomysłów. Zrobiliśmy wszystko, żeby je wszystkie dobrze wyjaśnić, ale nie ma tu perfekcyjnego porządku, w którym moglibyśmy się z tym wszystkim podzielić”. Szczera prawda. Okiełznanie tego, co „poeta miał na myśli” jest pewnym wysiłkiem intelektualnym. Ale warto przez to wszystko przebrnąć.





CEL GRY

Każdy z graczy wciela się w rolę akolity terminującego w buddyjskiej świątyni, w której to tworzy dzieła sztuki, wystawiane następnie na sprzedaż dla odwiedzających świątynię turystów. Ten, który będzie w tym najlepszy (czyli tradycyjnie zgromadzi największą liczbę punktów) zostaje zwycięzcą.

sobota, 23 stycznia 2016

CUT THE ROPE: smacznego Om Nom- recenzja gry.

Łakomczuch Om Nom znany jest chyba większości osób, które miały styczność ze smartfonami, czy tabletami. Cut the Rope to jeden z tych tytułów, które zdobyły swoją popularność prostotą i sporą grywalnością. Cała zabawa wymaga sprytu i cóż czasem trzeba było trochę pomyśleć. 

Z pewną dozą sceptycyzmu podszedłem więc do karcianej wersji tej gry. Bo niby jak można tego dokonać? No cóż bracia Słowianie z wydawnictwa Hobby World (pierwotni wydawcy) to zrobili. A jak im to wyszło? Zapraszam do lektury.




CO ZAWIERA GRA 

Wydawnictwo G3 rozpieszcza graczy wysoką jakością swoich gier. W przypadku Cut the Rope jest nieco inaczej. 

Wszystko zamknięte zostało w średniej wielkości pudełku, w którym niestety brakuje wypraski. Zamiast tego mamy otwartą przestrzeń. Pamiętajmy, że cała gra to 160 kart, więc zostawienie im takiej swobody powoduje, że karty hulają sobie w najlepsze. My się ratujemy woreczkami strunowymi. Pozwala to okiełznać ten chaos. Ponadto jakość samych kart nie jest tym, do czego jestem przyzwyczajony biorąc do ręki tytuły od G3. Rodzaj papieru, a przede wszystkim wypukłe (bądź wklęsłe – zależy jak na to patrzeć) ranty kart nieco psują samo wrażenie. Dokładnie ten sam efekt występuje w Namiestniku (który również wydało Hobby World). 

Mam jednakże świadomość tego, że tym razem za proces produkcji odpowiedzialny był rosyjski wydawca (Hobby World) i cały druk odbył się w Rosji. Całe szczęście, że jakość grafik jest na najwyższym poziomie i naprawdę cieszy oko. 

CEL GRY 

Każdy z graczy otrzymuje określoną liczbę kart. Naszym celem jest pozbycie się ich. Ten kto zrobi to jako pierwszy, jest zwycięzcą. 



PRZYGOTOWANIE GRY 

Przygotowanie gry jest króciutkie. Największa trudność to przetasowanie stosu 160 kart. Karty te stanowić będą zakryty stos dobierania. Z tego stosu, każdemu z graczy rozdajemy pewną liczbę kart, zależną od ilości graczy biorących udział w grze. Karty ten będą stanowiły zakryty stos gracza. Każdy z graczy umieszcza ten stos przed sobą i odwraca wierzchnią kartę, tak żeby była widoczna dla pozostałych. Następnie ze stosu dobierania każdemu z graczy rozdaje się po 6 kart, które wędrują na jego rękę. I to tyle, gra się może rozpocząć.