Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry licytacyjne; recenzja gry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry licytacyjne; recenzja gry. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 marca 2016

POCKET IMPERIUM: 4X w skali mikro - recenzja gry.

4X, czyli rodzaj gier, w których rozgrywka opiera się na czterech podstawowych celach: eXplore (eksploracja), eXpand (ekspansja), eXploit (eksploatacja) i eXterminate (eksterminacja). Przyznaję się bez bicia, że jakoś do tej pory nie udało mi się zagrać w żadną poważną planszówkę 4X. Owszem na komputerze wiele godzin przesiedziałem nad Master of Orion czy też Civilization. Gry z pewnością powalały rozmachem, podobnie jak i powalają rozmachem (a zwłaszcza czasem jaki musimy poświęcić) planszowe 4X. 

Znając zatem realia konieczności poświęcenia mnóstwa czasu na rozgrywkę, wydawnictwo Ludicreation stworzyło mocno uproszczoną i skróconą grę z gatunku 4X. Dzięki nieocenionemu Games Factory Publishing i kolejnej udanej akcji w serwisie wspieram.to, także polscy gracze będą mogli zapoznać się z tym tytułem. Zapraszam zatem do recenzji tej małej gry.


CO ZAWIERA GRA

Do recenzji otrzymaliśmy oryginalną wersję gry, jaką mogą zakupić gracze z całego świata. W niewielkim pudełeczku obok instrukcji (w trzech językach) znajdziemy:

  • 6 dwustronnych kafli sektorów
  • 1 podwójny kafel sektora Tri-Prime/Quad-Prime
  • 12 kart rozkazów (4 komplety po 3 karty dla każdego z graczy)
  • 52 drewniane statki (po 12 dla każdego z graczy + 1 w zapasie)
  • 48 kafelków punktów
  • 1 czarny pionek do oznaczania faz gry

Wszystko wykonane jest naprawdę porządnie. Grube kafelki, trochę drewna. 

Bardzo ciekawym pomysłem były pionki naszych statków kosmicznych. Nie dość, że różnią się kolorem, to również i kształtem. Niestety, ze względów ekonomicznych  w polskim wydaniu drewniane pionki zostaną zastąpione kartonowymi. Ponadto pudełko gry będzie większe – co wydaje się być zasadnym posunięciem, gdyż podstawka wraz z dodatkami ledwo się mieści w oryginalnym pudełku.

A propos dodatków (czy raczej mini dodatków), do recenzji otrzymaliśmy dwa takowe:
  • Prosperity – obejmujące 12 kart,
  • Mech Worlds - dodatkowy kafelek sektora

CEL GRY

Cel gry odkrywczy nie będzie. Ten kto na koniec gry zdobędzie największą liczbę punktów, ten wygrywa.

środa, 20 stycznia 2016

SPEED CUPS 2: speedcupsingu ciąg dalszy - recenzja gry.

Jedną z naszych ulubionych gier imprezowych jest Speed Cups. Jakiś czas temu zamieściliśmy recenzję tego tytułu (tutaj). Po niezliczonych ilościach partii, możemy stwierdzić, że gra ma jednak pewne mankamenty, ale nie wynikają one z samej mechaniki tylko z pewnych braków.

Po pierwsze w grze może uczestniczyć jedynie 4 osoby – w pudle znajdują się kubeczki tylko dla czterech wybrańców, a bywało, że chętnych było więcej.

Po drugie, do dyspozycji mamy zaledwie 24 karty. Tę kwestię rozwiązano w piękny sposób. Otóż swego czasu ogłoszony został konkurs na zaprojektowanie przez fanów tej gry swoich kart. Zgłoszenia konkursowe napływały z całego świata i koniec końców konkurs został rozstrzygnięty. Od niedawna, dzięki wydawnictwu G3, te nowe karty możemy kupić w takich boosterach (5 saszetek po 6 kart w każdej). Niestety nie posiadamy w kolekcji tych nowych kart, ale to kwestia czasu, kiedy i one do niej dołączą. 

Co zatem zrobiliśmy, żeby nieco ożywić Speed Cups? Ano skorzystaliśmy z oferty naszych sąsiadów z Zachodu. Amigo Spiele swego czasu wypuściło grę pt. Speed Cups 2. Co to takiego? Zapraszamy do króciutkiej recenzji.




Całość zamknięta jest w pudełeczku znacznie mniejszym niż Speed Cups – a to ze względu na zdecydowanie mniejszą zawartość. A w środku mamy:

  • 19 nowych kart;
  • 2 zestawy kubków;
  • 1 instrukcję.

Nie będę pisał o tym jaki jest cel gry i jak się w to gra. Tutaj nic się nie zmieniło w stosunku do wersji oryginalnej. 

W Speed Cups 2 można pobawić się na dwa sposoby:

niedziela, 17 stycznia 2016

NOWY JORK 1901: niech się mury pną do góry ... - recenzja gry.

"Roma non uno die aedificata est", czyli "Nie od razu Rzym zbudowano". Nowy Jork też potrzebował czasu na to, żeby wyglądać, tak jak wygląda obecnie. Marzy mi się kiedyś podróż do tego miasta, ale obawiam się, że prędko nie będzie mi to dane. Tymczasem pozostaje mi przeniesienie się w czasie do początków XX w., zabawa w architekta przestrzeni miejskiej i budowa kolejnych drapaczy chmur.

Tegoroczne targi w Essen były jak zwykle miejscem, gdzie zaprezentowano światu szereg nowości, w tym też i bohaterkę naszej recenzji. Nowy Jork 1901 to jednocześnie debiut Kanadyjczyka Cheniera La Salle. Do współpracy zaprosił znanego choćby z Lewis & Clark oraz Odkrycia: Dzienniki Lewisa i Clarka czy też Longhorn, Vincenta Dutrait. Zatem, jak wypadła ta debiutancka współpraca? Zapraszam do recenzji. 



CO ZAWIERA GRA

Gra przyciąga od samego początku swoją okładką. Ten uśmiechnięty budowlaniec zachęca do zabawy. Genialna szata graficzna w dużym stopniu buduje klimat samej gry. Całość zamknięta jest w klasycznym pudle, a w środku? Oprócz czytelnej instrukcji mamy:
  • planszę;
  • 5 kart postaci;
  • 5 kart ulic Nowego Jorku;
  • 5 kart wyzwań dodatkowych;
  • 65 kart działek;
  • 4 znaczniki punktacji (po jednym na każdego z graczy);
  • 16 robotników (po 4 na każdego z graczy);
  • 4 żetony króla (po jednym na każdego z graczy);
  • 12 kart akcji (po 3 na każdego z graczy);
  • 76 żetonów drapaczy chmur (po 19 na każdego z graczy);
  • 4 żetony legendarnych drapaczy chmur.





Całe szczęście, w środku mamy dobrze zaprojektowaną plastikową wypraskę, która pozwala wszystkim komponentom gry odnaleźć swoje miejsce.  A jeśli chodzi o komponenty, to po prostu pierwsza klasa. Jakość kartonu użyta do produkcji żetonów i kart to mistrzostwo świata. Z pewnością długo nam posłuży. 








Do tego dochodzą plastikowe figurki robotników i znaczniki punktacji w kształcie wieżowców.




CEL GRY

Celu gry z pewnością odkrywczym bym nie nazwał. Dzięki odpowiedniemu wznoszeniu budynków a przy okazji realizowaniu wyzwań dodatkowych, będziemy zdobywać punkty zwycięstwa. Kto ich uzbiera najwięcej, zostanie zwycięzcą.



Mamy zatem do czynienia ze swoistym wyścigiem. Tę rywalizację czuć w każdym momencie. Walczymy o lepsze działki, o ulice, o złote wieżowce. Kto pierwszy ten lepszy.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

TWOJA KOLEJ: wsiąść do pociągu nie byle jakiego - recenzja gry.

Był taki czas w moim życiu, że sporo podróżowałem właśnie koleją. Ładny kawał Polski zwiedziłem wykorzystując ten środek transportu. Pamiętam też czasy dzieciństwa i wielogodzinne zabawy kolejką PIKO u mojego kumpla, który posiadał naprawdę spory zestaw torów, kolejek, wagonów, dworców, etc. Sentyment ten we mnie pozostał i pewnie nic tego nie zmieni. Dlatego też gry, które związane są z koleją mają u mnie fory.

Dzięki wydawnictwu G3 na rynku pojawiła się kolejna gra związana właśnie z koleją. Tym razem nie będziemy tworzyć żadnych połączeń, skupimy się raczej na odpowiednim inwestowaniu w tabor kolejowy w celu maksymalizacji naszych zysków. Zapraszam zatem do recenzji tego tytułu i naszych przemyśleń z nim związanych.




CO ZAWIERA GRA

Wydawnictwo G3 rozpieszcza graczy wysoką jakością wydawanych przez siebie gier. Nie inaczej jest w przypadku Twojej kolei. Wszystko zamknięte zostało w średniej wielkości pudełku. A co oprócz instrukcji znajdziemy w środku?


  • 105 kart, w tym: 18 kart lokomotyw i 87 kart wagonów,
  • 155 żetonów, w tym: 125 żetonów pieniędzy, 6 żetonów licytacji, 6 żetonów kolejności i 18 żetonów celów,
  • 6 zasłonek gracza.

Lista może nie jest długa, jednakże tego trochę jest. Pudełko jest wypełnione po brzegi.
Nie mógłbym zapomnieć o ilustracjach do gry. Sylwia Smerdel po raz kolejny (po Przez Afrykę, Stinky Business i Robot X) zrobiła dobrą robotę.

CEL GRY




Tym razem każdy z graczy otrzyma rolę bogatego inwestora, którego zadanie polega na umiejętnym zarządzaniu posiadanymi środkami pieniężnymi. Gra podzielona jest na dwie fazy, w pierwszej licytujemy odpowiednie lokomotywy, a w drugiej dokonujemy zakupu odpowiednich wagonów. W jednej i drugiej fazie musimy wysupłać nieco grosza, więc im więcej pieniążków uzbieramy w danej rundzie, tym będziemy mieć większe możliwości w następnej.