Oj dawno nie pamiętam takich wakacji, podczas których udało mi się dwa razy wyjechać na urlop. W tym roku miałam takie szczęście. Kto uważnie śledzi naszego bloga wie, że pierwsze dwa tygodnie lipca spędziliśmy całą nasza czwórką na urlopie w cesarskim Wiedniu, w którym nie zabrakło iście planszówkowych miejsc. Tych, którzy przegapili tego posta odsyłamy na wiedeński planszówkowy szlak.
Sierpień zaś dał mi okazję wyjazdu z naszymi kochanymi ogonkami na tydzień na wieś. Cisza, spokój, lekkie słoneczko, szum wiatru, taras i ... pudełko z planszówkami. Tylko tyle, a może aż tyle trzeba żeby świetnie się bawić.
Niby nic wielkiego, nic mózgożernego ale od czego są chwile relaksu i odskoczni od rzeczywistości? A nam takie sielskie odprężenie dały następujące gry:
KANG - A - ROO
Nawet w wiejskim otoczeniu jedenaście małych kolorowych kangurków jest w ciągłej gotowości do skoku. I będą sobie tak przeskakiwać z rąk do rąk od jednego do drugiego gracza. W te i wewte... Komu uda się złapać ich najwięcej? Komukolwiek by się to nie udało jedno jest pewne - ta gra to lekka i przyjemna pozycja nie tylko na wakacyjne chwile. Zaciekawionych odsyłamy do naszej recenzji.
MONSTERMANIA
Czarny płucienny woreczek a w nim 40 kartoników w potworkami. Ot takie niekonwencjonalne domino przy którym wbrew pozorom trzeba się nieżle nagłowić. Bowiem potworki są wybredne i nie chcą się łączyć z jakimkolwiek innym stworkiem. Idealne pary to takie, które łączą się mackami w tym samym kolorze - im więcej takich zgodnych połączeń tym lepiej. Ot taka niby lekka gra a jednak skłaniająca mózg do gimnastyki. Więcej szczegółów znajdziecie w naszej recenzji.
GOLD NUGGET
Gorączka złota na wiejskim tarasie? Dla plaszówkowych maniaków nie ma rzeczy niemożliwych. 7 kosteczek i 77 bryłek złota. Ot tyle potrzeba, żeby w mgnieniu oka przenieść się na dziki zachód i stoczyć walkę o wielkie bogactwo. Ale trzeba być ostrożnym - pazerność bowiem może być zgubna. A dodatkowo tam gdzie skarb, tam też pojawiają się złodzieje. I nasze ciężko zdobyte kryształki złota mogą zmienić właściciela.
Niby nic wielkiego, nic mózgożernego ale od czego są chwile relaksu i odskoczni od rzeczywistości? A nam takie sielskie odprężenie dały następujące gry:
KANG - A - ROO
Nawet w wiejskim otoczeniu jedenaście małych kolorowych kangurków jest w ciągłej gotowości do skoku. I będą sobie tak przeskakiwać z rąk do rąk od jednego do drugiego gracza. W te i wewte... Komu uda się złapać ich najwięcej? Komukolwiek by się to nie udało jedno jest pewne - ta gra to lekka i przyjemna pozycja nie tylko na wakacyjne chwile. Zaciekawionych odsyłamy do naszej recenzji.
MONSTERMANIA
Czarny płucienny woreczek a w nim 40 kartoników w potworkami. Ot takie niekonwencjonalne domino przy którym wbrew pozorom trzeba się nieżle nagłowić. Bowiem potworki są wybredne i nie chcą się łączyć z jakimkolwiek innym stworkiem. Idealne pary to takie, które łączą się mackami w tym samym kolorze - im więcej takich zgodnych połączeń tym lepiej. Ot taka niby lekka gra a jednak skłaniająca mózg do gimnastyki. Więcej szczegółów znajdziecie w naszej recenzji.
GOLD NUGGET
Gorączka złota na wiejskim tarasie? Dla plaszówkowych maniaków nie ma rzeczy niemożliwych. 7 kosteczek i 77 bryłek złota. Ot tyle potrzeba, żeby w mgnieniu oka przenieść się na dziki zachód i stoczyć walkę o wielkie bogactwo. Ale trzeba być ostrożnym - pazerność bowiem może być zgubna. A dodatkowo tam gdzie skarb, tam też pojawiają się złodzieje. I nasze ciężko zdobyte kryształki złota mogą zmienić właściciela.