Miłośnikom tytułów spod ręki Grzegorza Rejchtmana nie trzeba reklamować nowych gier tego autora. Wiedzą, że warto od razu taki tytuł wrzucić na radar.
Podobnie było z nami po zapowiedzi, że pojawi się bohaterka naszej dzisiejszej recenzji, czyli Nowa Gwinea. Znając Papuę i tytuły z serii Ubongo (klasyczny, 3D, Lines) wiedzieliśmy, że musimy się bliżej przyjrzeć tej pozycji. Papua bardzo nam podpasowała. Czy zatem jej bliźniacza wyspowa siostra czyli Nowa Gwinea też nam się spodobała? A może to już nie to samo? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury naszej recenzji.
CO ZAWIERA GRA
W pudle wielkości tego z grą Papua znajdziemy całkiem sporo komponentów. Wśród nich będzie spora ilość dwustronnych plansz zadań, spora garść kafelków chat w kolorach graczy, tor punktacji, żetony punktów, pionki i kostka. Do tego wszystkiego zwięzła instrukcja precyzyjnie tłumacząca zasady gry.
W pudełku umieszczona jest plastikowa wypraska ułatwiająca zdecydowanie przechowywanie wszystkich komponentów gry.
Załączona instrukcja to jedna kartka papieru - w zdecydowanej większości to czytelne przykłady i odrobina tekstu. Nic dziwnego - zasady gry są banalne.
CEL GRY
Przybywamy do odległej Nowej Gwinei jako plemiona chcące wybudować wioskę. Mamy na to 9 tur. Ten z graczy, który na koniec zgromadzi największą liczbę punktów zostanie zwycięzcą.
PRZYGOTOWANIE GRY
Na początku musimy zdecydować która strona planszy stanie się naszym terenem budowy. Jedna jest łatwiejsza a druga trudniejsza.
Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby mieszać układ plansz na przykład podczas rozgrywek dzieci z dorosłymi. Tasujemy wszystkie plansze i robimy z nich stos z nieużywaną stroną na górze.
Każdy budowniczy dostaje komplet chat i pionek – wszystko w wybranym przez siebie kolorze. Na środku stołu układamy tor punktacji a na nim umieszczamy pionki graczy na polu „0”.
Zostaje jeszcze położenie kostki w zasięgu ręki wszystkich graczy.
Gotowe. Można zacząć plemienne budowy.