czwartek, 17 marca 2016

PĘDZĄCE ŚLIMAKI: festina lente, czyli śpiesz się powoli - recenzja gry.

Pęd, to jeden z wyznaczników naszego życia. Dzień w dzień, wszystko odbywa się w jednym, wielkim pędzie. Czy to do szkoły, pracy, na zajęcia, etc. Wszyscy gdzieś pędzą. Nieustannie. Nie dziwne więc, że do tego wszystkiego dostosowują się i zwierzaczki. Pędziły sobie żółwie, pędziły jeże, czas na sympatyczne brzuchonogi, czyli ślimaki. Wydawnictwo Egmont właśnie wypuściło na rynek trzecią część „pędzącej” (w tym momencie) trylogii. Co tym razem zgotował nam jej twórca w osobie dr. Reinera Knizii? 



CO ZAWIERA GRA

Po raz trzeci (po żółwiach i jeżach) za oprawę graficzną odpowiada Rolf Vogt zapewniając pewną ciągłość „pędzącego” cyklu. Całość zamknięta jest w niewielkim pudełku, a w środku? Oprócz czytelnej instrukcji mamy:

  • planszę
  • 5 kart ślimaków
  • 5 kostek
  • 5 ślimaków
  • 36 żetonów punktów

Wykonanie jest świetne. Piękne drewniane ślimaki, piękne „customowe” kosteczki. Jedynie karty mogłyby być lepszej jakości. U nas od razu powędrowały w koszulki (Standard American 56x87 mm).

CEL GRY

Cel gry odkrywczy nie będzie. Nasze zadanie jest proste. Mamy tak sterować ślimakami (i naszymi i nie naszymi), żeby zdobyć jak najwięcej punktów. Punkty zdobywa się podczas samej gry jak i po jej zakończeniu.

PRZYGOTOWANIE GRY

Jest bardzo krótkie. Na środku stołu układamy planszę. Wszystkie ślimaki wędrują na pole start. Każdy z graczy losuje po jednej karcie ze ślimakami. Żeby nie psuć zabawy, nie pokazujemy zawartości karty swoim przeciwnikom.
I to w zasadzie tyle. Gra się może rozpocząć.



PRZEBIEG GRY

W swojej kolejce każdy gracz wykonuje dokładnie 4 kroki:


1. Rzut kostkami
2. Wybór jednej dowolnej kostki (nie musi to być kostka w kolorze jednego z naszych ślimaków)
3. Przemieszczenie ślimaka w kolorze wybranej kostki o tyle pól, ile wskazała kostka
4. Przekazanie pozostałych kostek graczowi po lewej stronie


Kolejny gracz zatem będzie rzucał nie czterema, ale trzema kostkami. Następny będzie miał już tylko dwie, itd. W momencie, gdy którykolwiek z graczy otrzyma 1 kostkę, to zbiera on wszystkie uprzednio odłożone i wszystko zaczyna się od nowa.

Od ostatniej zasady jest maleńki wyjątek. Otóż kostka posiada na swoich bokach wartości od 1 do 5 oraz wizerunek ślimaka. Jeśli wybierzemy kostkę ze ślimakiem, to w takim przypadku ślimak porusza się o dwa pola, a kostka jest przekazywana dalej (nie pozostaje u gracza, który ją wybrał)




Skorzystaliśmy już z planszy, kostek i ślimaków. Czas na żetony punktów.



Punkty podczas gry zdobywa się za:

Zepchnięcie innego ślimaka – jeśli ślimak kończy swój ruch na listku, na którym już jest przynajmniej jeden ślimak, to spycha wszystkie o jedno pole do tyłu. Za każdego zepchniętego ślimaka otrzymuje po 1 punkcie.



Zakończenie ruchu na grzybku (na planszy są dwa takie pola) – za to gracz otrzymuje 1 punkt. Grzybki są specyficznym miejscem, gdyż ślimaki na grzybkach się nie przepychają – stają sobie spokojnie obok.



Instrukcja przewiduje też alternatywne zastosowanie kostki ze ślimakiem. Zamiast przesuwać go o dwa pola do przodu, cofamy go o dwa pola. Jeśli ślimak taki natrafi na inne ślimaki, to przepycha je o 1 pole do tyłu, ale gracz nie otrzymuje za to żadnych punktów. Ciekawa reguła, która pozwala na lekkie wydłużenie gry. Od czasu do czasu z niej korzystamy.

ZAKOŃCZENIE GRY



Gra kończy się w momencie, gdy jeden ze ślimaków przekroczy linię mety. Gracz, który przemieścił ślimaka na ostatnie pole otrzymuje bonusik w postaci 1 punktu.
Teraz wszyscy gracze ujawniają swoje karty i sprawdzają, czy ślimaki na nich pokazane, znajdują się na punktowanych miejscach, tj.:
1 miejsce – 5 punktów
2 miejsce 2 punkty
ostatnie miejsce – 3 punkty





WRAŻENIA




Przyznaję się bez bicia, że nie grałem w Pędzące jeże, natomiast Pędzące żółwie to jedna z naszych ulubionych gier i bardzo często do niej wracamy. Po pierwszej partii w Pędzące ślimaki już wiedziałem, że żółwie otrzymały godnych przeciwników.

Reinera Knizii można nie lubić. Jest jednym z najbardziej płodnych twórców gier. Często niestety ilość w żaden sposób nie przekłada się na jakość. Zdarzają się mu jednak perełki i Pędzące żółwie są właśnie jedną z takich perełek w swojej „kategorii wagowej”.




Gra jest prosta, do wytłumaczenia dosłownie w minutę. Jest bardzo intuicyjna w swoim przebiegu. Gra w której pośpiech nie jest wskazany, o czym mogła się przekonać w pierwszych partiach nasza córka, która gnała niemalże na łeb na szyję ze swoimi ślimakami i nie kończyło się to dla niej najlepiej. Z czasem zobaczyła, że warto wlec się właśnie jak taki ślimak ale za to zwiększać powolutku swój zasób punktów. Tytuł gry jest zatem dość przewrotny, bo pośpiech jest niewskazany.

Mamy ogrom losowości, która jest jakby nie patrzeć elementem gry. Kości bywają kapryśne. Czasem jednak komuś potrafi mocno ułatwić życie, a innemu rzucić kłody pod nogi. Z drugiej strony to ta losowość sprawia, że za każdym razem gra jest nieco inna.

Skalowalność. Graliśmy w każdym składzie i prawdę mówiąc za każdym razem było fajnie.

Szkoda, że mamy ustalony z góry podział na ślimacze pary – mamy 5 kart, a na każdej jest para. Moim zdaniem lepiej byłoby zrobić 10 kart (po 2 w każdym kolorze) i losować po dwie z nich. Zawsze to jakieś urozmaicenie kolorystyczne (co czasem przeszkadza naszej Marysi). Jednocześnie mielibyśmy też możliwość (tak jak to jest w Żółwiu i zającu) posiadania pod opieką tylko jednego ślimaczka, co powodowałoby nieco inną strategię podczas gry.



Muszę pochwalić też instrukcję. Jest krótka, zwięzła i wyjaśnia wszelkie ewentualne wątpliwości.

Pewnie może pojawić się pytanie o porównanie np. żółwi ze ślimakami. To tak naprawdę inne gry. Zupełnie inne mechaniki poruszania się, inne jest też punktowanie. Wspólne jest tylko to, że w ukryciu kierujemy losami naszych i nie naszych zwierzaków i do samego końca nikt nie wie, kto kim kieruje. Obie gry są bardzo intuicyjne i sprawiają naprawdę kupę radości. Warto mieć obie.
Na temat jeży się nie wypowiem, bo niestety nie udało nam się jeszcze w nie zagrać. Może to kiedyś nadrobimy.

Pędzące ślimaki to kawał naprawdę solidnej gry. Prostej, lekkiej i bardzo przyjemnej. Nie pozostaje nam nic innego jak tylko ją polecić. Dobrze się sprawdza i z dzieciakami i z dorosłymi. My jesteśmy nią zauroczeni.

PLUSY:

+ piękne wykonanie,
+ wysoka jakość komponentów,
+ bardzo proste zasady,
+ dobre skalowanie,
+ bardzo dobrze napisana instrukcja,

MINUSY:

- lekka losowość w rzutach kośćmi,
- z góry ustalone pary ślimaków

Liczba graczy:  2-5 osób
Wiek: od 8 lat 
Czas gry: ok. 15 minut
Rodzaj gry:  gra strategiczna, gra rodzinna
Zawartość pudełka:
•1 plansza do gry
* 5 kart ślimaków
* 5 kostek
* 5 ślimaków
* instrukcja do gry.
Wydawnictwo: Egmont
Cena: 50-60 zł


     
                                                Serdecznie dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie gry.



2 komentarze:

  1. Chyba najlepszą rekomendacją tej gry jest fakt, że po otwarciu pudełka zagraliśmy w nią 7 razy - z małą przerwą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myśmy mieli dokładnie tak samo :-)

      Usuń