czwartek, 7 kwietnia 2022
18 Urodziny Gandalfa - promocja.
czwartek, 30 grudnia 2021
Glen More II: Kroniki - recenzja gry wydawnictwa Rebel
środa, 22 września 2021
Mariposas - recenzja gry logicznej wydawnictwa Albi Polska.
czwartek, 3 czerwca 2021
MYSTIC VALE: z pamiętnika młodego druida - recenzja gry wydawnictwa Portal Games.
niedziela, 7 marca 2021
DETEKTYW SEZON 1: Śledztwo w toku - recenzja gry wydawnictwa Portal Games
czwartek, 12 listopada 2020
7 CUDÓW ŚWIATA (nowa edycja) - kiedyś to się budowało... - recenzja gry wydawnictwa Rebel
7 cudów świata to jedna z tych gier planszowych, która na trwale wpisała się do klasyki, do której można zaliczyć też takich tuzów jak choćby Carcassonne czy Wsiąść do pociągu. Obecna od wielu lat na rynku światowym ciągle zdobywa serca nowych graczy. W tym roku zdecydowano się na troszeczkę kontrowersyjny ruch (podobnie jak jakiś czas temu z Carcassonne). Otóż Repos (oryginalny wydawca) postanowił wydać 7 cudów świata raz jeszcze jako nowe wydanie. Różni się ono od starego oprawą graficzną jak również zmianami w samym balansie rozgrywki. Ta decyzja wywołała trochę zamieszania, zwłaszcza wśród tych, którzy posiadają stare wydanie. Sam się tak poczułem jak wychodziło nowe wydanie Carcassonne. Bywa. Czuję w kościach, że niedługo doczekamy się więcej tego typu zagrań ze strony różnych wydawnictw.
Powiem
szczerze, że jakoś tak do tej pory 7 cudów świata znałem wyłącznie jako
Pojedynek – jedną z naszych ulubionych gier dwuosobowych. Sam nie wiem czemu
nie sięgnęliśmy po starszą siostrę. Jakoś tak wyszło. Teraz postanowiliśmy to
nadrobić. Impulsem było właśnie to nowe wydanie. Uznaliśmy za najwłaściwszy
moment na wejście w świat pełnej, wieloosobowej wersji. W naszej recenzji
skupimy się na samej grze bez żadnego odniesienia się do wersji starszej z ww.
powodów. Zapraszam zatem do lektury.
Otrzymujemy
też funkcjonalny notesik (czemu tylko jednostronny?) do liczenia punktów. Co
ważne, wszystko przechowujemy w funkcjonalnej plastikowej wyprasce. W dodatku
zmieszczą się w niej bez najmniejszych problemów karty w grubych koszulkach (np.
Rebel Premium).
Załączona,
sporych rozmiarów instrukcja jest tak naprawdę dość krótka, z licznymi
przykładami. Napisana tak, że nawet totalny laik sobie spokojnie z nią poradzi.
Oprócz tego otrzymujemy pomoce gracza, na których zamieszczono wszystkie
symbole znajdujące się na kartach wraz z objaśnieniami (szczególnie przydatne
dla nowych graczy).
CEL GRY
„Zostań przywódcą jednego z siedmiu wielkich miast świata
antycznego. Prowadź je do chwały, dokonując odkryć naukowych, podbijając
okoliczne tereny, nawiązując kontakty handlowe i wznosząc olśniewające budowle!
Miej jednak baczenie na swych sąsiadów, gdyż ich cele i ambicje są podobne
Twoim. Czy cud, który wzniesiesz, przetrwa nadchodzące tysiąclecia?”
7 cudów świata to gra cywilizacyjna (no, powiedzmy). Wcielamy się zatem w rolę budowniczych, którzy w pocie czoła będą rozwijać swoje miasta, po to by kwitły, a dzięki temu przynosiły nam dużo punktów zwycięstwa. Tak naprawdę tego klimatu budowy cywilizacji nie będzie. Podobnie jak i np. w Splendorze, skupiamy się na piktogramach, kolorach, etc. Tak czy inaczej, w przypadku tej gry, o jej miodności nie świadczy wątpliwy klimat (czy raczej jego brak), ale genialna mechanika, która ma w sobie to coś.
PRZYGOTOWANIE GRY
Przygotowanie
całej rozgrywki jest szybkie i bezproblemowe. Cała gra podzielona jest na trzy
rundy zwane epokami. Każdą z nich rozgrywać będziemy za pomocą odpowiedniej
talii kart – żeby się nam nie pomyliły, zostały specjalnie wyróżnione na
rewersach rzymskimi cyferkami I, II i III w różnych kolorach. W zależności od
liczby graczy liczebność talii będzie się zmieniać (każda karta posiada
specjalne oznaczenie). Każdy z graczy otrzymuje dokładnie (nazwa do czegoś
zobowiązuje) 7 kart, a także jeden z cudów świata (może zrobić to losowo lub w
pełni świadomie), po czym odwraca go (w zależności od własnego widzimisię)
stroną dzienną lub nocną. Na dobry początek każdy z nas otrzymuje skromną
gotówkę w postaci trzech monet
Na
środku stołu wędrują zasoby wspólne, czyli żetony konfliktu oraz monety. To
wszystko, możemy przystąpić do walki o laur najlepszego budowniczego.
niedziela, 13 września 2020
BRZDĘK! NIE DRAŻNIJ SMOKA: Cicho, bo przyjdzie Zdzicho... - recenzja gry wydawnictwa Lucrum Games
Rokrocznie na rynku pojawia się pewnie
kilkaset nowych gier planszowych. To naprawdę dużo i nie dziwię się, że część z nich
po prostu pojawia się i znika, przysypana kolejnymi nowościami. Częścii z nich
jednakże tak potraktować się nie da i okazują się tytułami, o których się po
prostu mówi i mówić się będzie jeszcze długo. A wydawnictwa zrobią wszystko,
żeby to zainteresowanie podtrzymać, choćby poprzez dodatki.
Dziś na tapecie mamy przedstawicielkę
gry, która w Polsce zrobiła prawdziwą furorę i stała się koniem pociągowym
wydawnictwa Lucrum Games. Mowa tu oczywiście o Brzdęku! (oryginalna nazwa to
Clank!). Tę grę poznałem ze trzy lata temu, gdy jeszcze polskiego wydania nie
było. Dopiero było w planach. Zagrałem raz, zagrałem drugi i poczułem, że to
kawał dobrej gry. Od tamtego czasu mam na koncie całkiem sporo rozgrywek. Nie
ukrywam, że gra ciągle mi się podoba. Chciałbym się zatem podzielić naszymi
wspólnymi wrażeniami płynącymi z obcowania z Brzdękiem.
Do tego dochodzą różnorakie żetony (jak
np. artefakty, sekrety), pionki w kolorach graczy, gotówka (w postaci
kartonowych monet) oraz multum kosteczek. W grze spotkamy się ze smokiem,
którego symbolizuje specjalna figurka. Podczas rozgrywki wykorzystywany będzie
też specjalny (wykonany z naprawdę grubego materiału).
Jakościowo wszystko wypada zdecydowanie
na plus. Tak czy inaczej, proponowałbym jakieś koszulki na karty – ich ranty są
czarne, więc są one podatne na przetarcia. Co ciekawe, w środku mamy też
funkcjonalną wypraskę, która wydatnie pomoże nam utrzymać porządek wśród
komponentów. Zakoszulkowane karty bez problemu mieszczą się w wyprasce. Miejsca
w wyprasce jest, wydawać by się mogło, za dużo. Jest to celowy zabieg, gdyż
zrobiono to z myślą o dodatkach, które są obecne na rynku.
Załączona instrukcja napisana jest
poprawnie, z licznymi przykładami. Mógłbym jedynie ponarzekać na jej układ, bo
niby wszystko w niej jestem w stanie znaleźć, ale niektóre informacje są jakoś
tak porozrzucane.
CEL GRY
Jesteśmy głodnymi przygód łazikami, którzy to postanowili ograbić smoka, który strzeże w lochach swoich skarbów. W tym celu zbieramy gromadkę podobnych nam osobników i bezceremonialnie ładujemy się w kłopoty – w lochach czeka na nas wiele niespodzianek, podczas których będziemy musieli sobie jakoś radzić. Smok jest czujny i nie pozwoli ot tak się ograbić. Musimy się liczyć z tym, że z lochów możemy nie wyjść cało. Podczas naszej przygody przyjdzie nam rywalizować z innymi graczami, którzy z pewnością nie będą nam ułatwiać zadania, czyhając na nasze błędy. Wygra ten, kto na koniec gry przeżyje i uzbiera najwięcej punktów zwycięstwa
PRZYGOTOWANIE GRY
Przygotowanie gry nie jest
specjalnie skomplikowane. Na środku stołu umieszczamy planszę. Na niej
umieszczamy w określonych miejscach wszelkiego rodzaju żetony obecne w grze.
Smok wędruje na jedno z pól na torze smoczej furii – miejsce to uzależnione
jest od liczby graczy. Do woreczka wrzucamy wszystkie czarne kostki smoka, a
sama sakwa wędruje obok planszy. Obok niej stworzymy również rynek kart, które
będziemy nabywać w trakcie gry. Z talii kart lochów (po uprzednim potasowaniu)
odkrywamy sześć kart. Obok nich wykładamy odkryte karty z puli kart rezerw:
Najemnik, Zwiad i Tajemny wolumin oraz kartę potwora, czyli Wszędobylskiego
Goblina.
Zestawem startowym każdego z graczy
jest 10-kartowa talią kart startowych, garść kosteczek oraz pionek (który
umieszczamy przy wejściu do lochów). W zależności od kolejności, każdy z graczy
wrzuca po kilka kostek do sakwy smoka. I to w zasadzie tyle. Czas na przygodę.
piątek, 7 sierpnia 2020
VITICULTURE: jak to z tym winem było?- recenzja gry od Księgarni internetowej Gandalf.
czwartek, 25 czerwca 2020
Gandalf czyta w Kubotach - informacja prasowa Księgarni Internetowej Gandalf.
środa, 20 maja 2020
EVERDELL: W cieniu Wiecznego Drzewa - recenzja gry od Księgarni Gandalf.
Mamy wiele partii w Everdell za nami i chcielibyśmy podzielić się naszymi wrażeniami. Gra jest przepiękna, ale zawsze dla mnie na pierwszym miejscu stroi mechanika gry, a jej uroda jest wartością dodaną. W recenzji postaram się odpowiedzieć, czy te mechanicznie gra jest równie dobra jak jej oprawa graficzna. Zapraszam zatem do lektury recenzji.
No i Wieczne Drzewo. Składana mordęga, która może i fajnie wygląda, ale jest jednym z najmniej potrzebnych gadżetów jakie spotkałem kiedykolwiek w grze. Nie lubię go składać. Żeby odbywało się to w miarę bezproblemowo, musiałem się pobawić w Adama Słodowego i użyć papieru ściernego i Wikolu. A sama przydatność w grze jest wątpliwa. A dodatkowo może utrudnić rozgrywkę w większym gronie (współczuję graczowi, który musiałby usiąść za tymże drzewem).




