Kolejny miesiąc za nami. Pierwszy jesienny. Jesień już powoli czuć, choć jeszcze pogoda jest dość łaskawa. Za to w naszym planszówkowym światku jesień sypie nowościami jak drzewa liśćmi.
Jak nic czeka nas pracowita jesień, żeby ograć te wszystkie nowości i napisać Wam nasze wrażenia. To są nasze plany na październik. Ale na razie cofnijmy się o 30 dni i przypomnijmy sobie i Wam co tez takiego mogliście poczytać na naszym blogu we wrześniu.
Co takiego zadziało się we wrześniu na blogu?
Jak na początek roku szkolnego przystało wrzesień był dość intensywnym miesiącem. Bo trzeba było nabrać rozpędu niemal od bladego świtu - porozwozić dzieciaki do szkoły i przedszkola, pogonić do pracy, po powrocie do domu odrobić z Maryńczakiem lekcje a wieczorem (jak jeszcze sił starczyło) choć trochę zrelaksować się przy planszówkach. Mimo wielu zajęć udało nam się zachować zadowalającą aktywność na blogu. Bowiem opublikowaliśmy 14 postów (z podsumowaniem sierpnia i planami na wrzesień łącznie), a wśród nich: 6 recenzji i 7 informacji prasowych.
Przypomnijmy je zatem w telegraficznym skrócie:
Recenzje gier:
Piranie (Nasza Księgarnia): Na legendarnej wyspę San Escobar znajduje się Carlos. Carlos jest żądnym przygód człowiekiem i lubi sobie urządzać wycieczki. Każdy z graczy wciela się w rolę pomagiera Carlosa, który za pomocą kart będzie sterował naszym bohaterem. Sęk w tym, że jak mawia przysłowie, gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. Zatem chcąc nie chcąc będziemy sobie nawzajem przeszkadzać w celu umoczenia naszego bohatera narażając go dodatkowo na bliskie spotkania z piraniami. Zatem kombinując jak się da musimy koniec końców doprowadzić do przegranej jednego ze współgraczy. W tej grze nie ma jednego zwycięzcy, jest za to jeden przegrany.
Królestwo (Foxgames): początkowo gra w ogóle nam nie przypadła do gustu. Nie mogliśmy się przemóc do tego dziwnego sposobu rozstrzygania walk pomiędzy stronami. Ludzie, którym to pokazywaliśmy, również. Z czasem jednak zaczęliśmy dostrzegać w tym jakiś sens i logikę i z perspektywy czasu zaczynamy doceniać to rozwiązanie.Dlatego też myślimy, że kupno Królestwa w ciemno nie ma sensu, bo zwyczajnie gra może nie podejść. Zachęcamy zatem do sprawdzenia tej gry przez zakupem.
Miecz samuraja (Bard): Jak nie polubiliśmy Banga! (poza wersją dwuosobową), tak Miecz Samuraja bardzo nam się spodobał. Ta drobna różnica w postaci braku możliwości odpadnięcia naprawdę czyni sporą różnicę. Gra sporo przez to zyskała. Tak czy inaczej, to dobra, prosta i bardzo dynamiczna gra imprezowa, w dodatku z zabawą w ukryte tożsamości. Naprawdę warto spróbować, pamiętając o swoistych mankamentach w postaci sporej losowości i nie najlepszej skalowalności. My jesteśmy zdecydowanie na tak.











