Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Board&Dice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Board&Dice. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 lipca 2021

MANDALA STONES (KAMIENNA MANDALA): Na kamieniu kamień - recenzja gry wydawnictwa Board & Dice

Gdy tylko zobaczyliśmy pierwsze wzmianki nt. Mandala Stones, pierwsze zdjęcia, pierwsze informacje, to serducho nam zabiło szybciej. Nie da się ukryć, że abstrakcyjne gry logiczne, to nasza ukochana kategoria gier. Czysta mechanika opakowana raz ładniej (Zamek Smoków, Azul, Reef, Coatl) raz mniej ładnie (GIPF-y, Trexo). Kamienna Mandala (bo tak brzmi polski tytuł bohaterki niniejszej recenzji) z całą pewnością zalicza się do tej pierwszej kategorii.

Co ciekawe, jej autorem jest Polak – Filip Głowacz – pozytywnie zakręcony człowiek, na co dzień związany z wydawnictwem Board&Dice (które to wydawnictwo jest głównym wydawcą). W Polsce gra pojawiła się na rynku dzięki Lucrum Games.

Ta gra pięknie prezentuje się na stole, ma świetne komponenty. A co z najważniejszym, czyli mechaniką? Zapraszam do lektury recenzji, w której podzielę się naszymi wrażeniami.




CO ZAWIERA GRA

W dużym pudle znajdziemy całkiem sporo komponentów. Głównymi bohaterami są czterokolorowe dyski (posiadające dwa wzory) zrobione z bardzo dobrego jakościowo tworzywa. Bardzo podobnego do płytek w Azulu czy też tych z Zamku smoków. Do ich przechowywania otrzymaliśmy funkcjonalny woreczek. Oprócz tego mamy drewniane duże piony architektów (również w dwóch wzorach).

Mamy również dwie plansze. Jedna z nich pełnić będzie funkcję magazynu, po którym poruszać się będą nasi architekci i zdobywać dla nas pożądane kolorowe krążki. Druga plansza - instrukcja nazywa ją planszą mandali a my po prostu ślimakiem – służy do umieszczania wykorzystanych w grze kamieni. Obie plansze wykonane są z grubego, solidnego kartonu. Pewien zgrzyt pojawia się przy planszetkach graczy, bo akurat te wykonane są z dobrego jakościowo kartonu, jednakże dużo cieńszego niż ten, który został użyty w przypadku obu ww. plansz. W ogólnym rozrachunku w niczym to jednakże nie przeszkadza.

Całość uzupełniają karty indywidualnych celów oraz znaczniki służące do zaznaczania zdobytych punktów.

Załączona instrukcja napisana jest poprawnie z czytelnymi przykładami, dzięki czemu szybko łapiemy o co w tym wszystkim chodzi.

CEL GRY

Cel gry jest prosty jak budowa cepa. Za pomocą kolorowych tytułowych kamieni mandali zdobywamy punkty. Odpowiednio dobierając krążki a później wykorzystując. Nie ma tutaj żadnej głębszej filozofii. Zwycięzcą jest ten z graczy, który zdobędzie największą liczbę punktów.

PRZYGOTOWANIE GRY

Ten etap jest prosty. Na planszy głównej w odpowiednich miejscach umieszczamy stosiki składające się z losowo dobranych czterech kamieni. Oprócz nich lądują również czterej architekci (umieszczamy ich w odpowiednich miejscach pomiędzy stosami kamieni).

Każdy z nas otrzymuje planszetkę (wraz ze znacznikiem punktowym) oraz losowo dobrane dwie karty celów. To w zasadzie wszystko – możemy przystąpić do gry.

środa, 15 lipca 2020

TRAINTOPIA: Po szynach do celu - recenzja gry wydawnictwa Board&Dice

Wydawnictwo Board & Dice to polskie wydawnictwo, które nie wydaje już gier w naszym kraju. No nie do końca. Za granicą ich gry wydawane są z charakterystycznym logo, w Polsce natomiast za pomocą innych wydawnictw (Lucrum Games i Portal Games). Tak się jakoś złożyło, że trafiły do nas do recenzji gry, które nie mają polskich wydań i póki co nic nie zanosi się na to, żeby takowe były. O Innuit napiszemy innym razem, natomiast w tej recenzji opiszę nasze wrażenia płynące z nowości wydawnictwa czyli Traintopii.

Autorem gry jest Przemek Wojtkowiak - człowiek, którego bardzo cenię jako przede wszystkim propagatora gier planszowych. Kiedyś pisał znakomite recenzje na blogu ciekawegry.pl, teraz natomiast pracuje dla jednego z największych polskich wydawców gier, a także tworzy swoje autorskie gry. Co prawda w jego pierwszą grę Azyl: Zagrożone gatunki nie graliśmy (mam nadzieję, że kiedyś to nadrobię), jednakże w Traintopię zagraliśmy nie raz i nie dwa i chcielibyśmy się podzielić naszymi wrażeniami.




CO ZAWIERA GRA

W sporym (przydużym) pudle znajdziemy całkiem sporo elementów wykonanych zarówno z kartonu jaki i drewna. Traintopia to gra kafelkowa, więc najważniejszym elementem gry będą płyty, z których będziemy budować tory. Podczas gry trafiać będą do nas pasażerowie podróżujący do pracy, turyści a nawet konduktor – reprezentowani będą oni przez drewnianych meepli. Po torach będą jeździć pociągi a także przewożona będzie poczta – te elementy mają swoje drewniane odpowiedniki.

Co jeszcze znajdziemy? Ano trochę kart. Te zostały podzielone na karty rund, celów oraz pomocy. Uzupełnieniem będą żetony pieniędzy oraz punktów zwycięstwa, a także niewielki bawełniany woreczek. Co ciekawe, w środku otrzymaliśmy funkcjonalną plastikową wypraskę, która pomaga utrzymać porządek w pudle. Jakościowo wszystko stoi na bardzo wysokim poziomie.

Załączona instrukcja (po angielsku) napisana jest wzorowo, z licznymi przykładami graficznymi. Po jej przeczytaniu w zasadzie nie mamy żadnych problemów z rozpoczęciem gry.

CEL GRY

Każdy z nas staje do konkursu na prezydenta Traintopii – kraju czystego, wydajnego i szybkiego transportu publicznego. Musimy się wykazać umiejętnością projektowania i budowania tras dla osób dojeżdżających do pracy i turystów. Tyle warstwy fabularnej. Generalnie stajemy do wyścigu o to kto zdobędzie najwięcej punktów poprzez umiejętne budowanie tras a także przyciąganie odpowiednich ludzi, którzy po tych trasach będą się poruszać.

PRZYGOTOWANIE GRY

Przygotowanie gry jest dość proste. Zacznijmy od kafelków. Mamy dwa rodzaje płytek: podstawowe i bonusowe. Te pierwsze układamy w zakryte stosy, z drugich natomiast formujemy „rynek”, czyli odkrywamy wszystkie i umieszczamy w zasięgu wszystkich graczy. Następnie tasujemy karty rund i formujemy zakryty stos dobierania. Podobnie czynimy z kartami celów. Gdzieś obok umieszczamy kartę rundy finałowej wraz ze wszystkimi komponentami widocznymi na niej. Do zasobów wspólnych trafiają żetony punktów zwycięstwa, pieniędzy, białe meeple (turyści), pociągi oraz worki z pocztą.

Zestawem startowym każdego z graczy będzie karta pomocy, która wskaże ona jednocześnie, kto będzie pierwszym graczem. Ten otrzyma woreczek z kolorowymi meeplami. Oprócz tego każdy z nas otrzymuje jedną kartę celu (nie pokazujemy go innym graczom).

Następnie wykładamy odpowiednią liczbę płytek podstawowych (liczba raczy x2) - z nich każdy z nas wybiera dwie. Stanowić one będą zalążek naszych tras kolejowych. To w sumie wszystko.
To w zasadzie tyle.

piątek, 1 marca 2019

Konkursowe Multiuniversum rozwiązane.

16 lutego na łamach naszego bloga ogłosiliśmy Konkursowe Multiuniversum, czyli konkurs z grą Multiuniversum jako nagrodą główną. 


Otrzymaliśmy sporo bardzo ciekawych i kreatywnych odpowiedzi. Dlatego potrzebowaliśmy chwili czasu, żeby zdecydować do kogo trafi laur zwycięstwa. Decyzja zapadła a my spieszymy poinformować wszystkich oczekujących na rozwiązanie, iż laureatem konkursu zostaje Kornel Beszczyński

Gratulujemy niezwykle kreatywnej odpowiedzi. Zwycięzcę prosimy o przesłanie danych do wysyłki nagrody na konkursowy adres mailowy: konkurs.bnwc@gmail.com.

Jeszcze raz dziękujemy Wydawnictwu Board & Dice za przekazanie egzemplarza gry Multiuniversum jako nagrody w konkursie. 



Wszystkim uczestnikom dziękujemy za udział w konkursie i zapraszamy do śledzenia informacji o kolejnych konkursach, a na te nie będziecie musieli długo czekać. 

piątek, 15 lutego 2019

MULTIUNIVERSUM: Ukryty wymiar* - recenzja gry Wydawnictwa Board & Dice


Wydawnictwo Board & Dice podąża swoją drogą. Nie polonizują znanych gier, które wydane były pierwotnie za granicą. Postawili na swoje własne autorskie tytuły i muszę przyznać, że wychodzi im to całkiem całkiem. 

W zasadzie powinienem użyć czasu przeszłego. Jakiś czas temu w wydawnictwie nastąpiła spora zmiana. Otóż nastąpiło połączenie z NSKN Games i (nie)stety gier z logiem Board&Dice na polskich wersjach ich gier już nie ujrzymy. To możliwe będzie jedynie w wersjach anglojęzycznych. Oczywiście nie oznacza to, że nad Wisłą gry nie będą obecne, bynajmniej, ale zależeć to będzie od współpracy z rodzimym wydawcą. Przykładem tutaj może być choćby Teotihuacan (bardzo polecamy), ale to już temat na całkiem inny tekst...

A wracając do bohaterki recenzji, Multiuniversum jest drugą (po Exoplanets) grą tego wydawnictwa, którą poznaliśmy. Gra jest już od jakiegoś na rynku i wypadałoby się podzielić w końcu naszymi wrażeniami płynącymi z rozgrywki. Zapraszam do lektury recenzji.



CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta jest w niewielki pudełku. Mogłoby się wydawać, że tak o połowę za dużym. Było to celowy zabieg, gdyż jakiś czas później na świat przyszedł dodatek w postaci Cthulhu Project, który wypełnił przestrzeń pudła.

Gra jest karcianką, więc wiadomo, co znajdziemy w środku. Otrzymujemy zatem karty transformatorów (będą one tworzyły swoistą planszę), karty laboratoriów (takie planszetki graczy), karty portali oraz karty akcji. Do tego mamy drewniane pionki naszych naukowców.

Załączona instrukcja napisana jest tak, jakbym tego oczekiwał od instrukcji, czyli w sposób nie pozostawiający tak nielubianych niedomówień. Jako, że mamy do czynienia z drukiem międzynarodowym, instrukcja jest również w języku angielskim i niemieckim.



CEL GRY

Każdy z graczy wciela się w jednego z naukowców pracujących w laboratorium w CERN. Naukowcy ci dłubali, dłubali i w końcu wydłubali portal do innych wymiarów. Wszystko fajnie, tylko że po drugiej stronie czekały na nas niezbyt przyjemne monstra, które lepiej, żeby pozostały tam, gdzie są. Zapadła zatem decyzja: ZAMYKAĆ PORTALE!!! Trwa zatem gorączkowy wyścig, podczas którego będziemy gromadzić punkty. Ten, kto zdobędzie ich najwięcej, będzie ogłoszony zwycięzcą.

PRZYGOTOWANIE GRY

Na środku stołu wykładamy pięć kart transformatorów (coś na wzór gwiazdy). Pod każdym transformatorem umieszczamy losowo cztery karty portali. Następnie każdy z graczy umieszcza swojego naukowca na odpowiadającym mu (kolorem) transformatorze. Ostatnią czynnością jest przygotowanie stosu kart akcji, z którego to każdy z graczy dobiera trzy karty na rękę. I to wszystko.

wtorek, 10 lipca 2018

KOŚCI OBFITOŚCI: i Ty możesz zostać farmerem - recenzja gry Wydawnictwa Board & Dice.

Lubimy gry kościane. Na pewno od czasu pierwszego spotkania z Las Vegas. W naszej kolekcji mamy kilka typowo kościanych tytułów (poza wspomnianym): Sagradę, Ganges, Can't Stop, Hippo czy też Matterhorn. Choć panuje przekonanie, że takie turlanie kostkami to bezmyślna zabawa, każdy kto miał kontakt choćby z jednym ze wspomnianych tytułów wie, że to wyłącznie stereotyp. 

Skoro my lubimy rzucanie kosteczkami, nic więc dziwnego, że naszą uwagę przyciągnęła bohaterka dzisiejszej recenzji, czyli gra Wydawnictwa Board & Dice pod tytułem Kości obfitości. Szczególnie, że już sam obrazek na pudełeczku zachęca do bliższego zapoznania się. Czy zabawa w farmera była przyjemna? Przekonajcie się sami. Zapraszamy do lektury. 




CO ZAWIERA GRA

Zgrabne pudełeczko przyciąga wzrok sympatycznym obrazkiem farmy miłego rolnika. Podnosząc wieczko w środku znajdziemy: dwa bloczki arkuszy farmy (jeden dla wersji podstawowej gry, drugi dla zaawansowanej), 9 warzywnych kosteczek (po 3 w trzech kolorach), 4 ołóweczki (niby nic wielkiego ale to miły gest wydawcy, że nie trzeba przeszukiwać szuflad, żeby móc grać), świnkoznacznik pierwszego gracza (w wersji z KS była to drewniana świnka, w niektórych sklepach internetowych można jeszcze dostać taką wersję gry) oraz instrukcję. 

Skupmy się momencik na kosteczkach. Odpowiadają one warzywom, które reprezentują. Mamy więc 3 czerwone kosteczki pomidorki, 3 zielone sałatki i 3 pomarańczowe marcheweczki. Tylko tyle, plus plansze farmy, wystarczy do świetnej zabawy.

CEL GRY

Zadaniem graczy, jest wcielenie się w rolę farmerów, których celem jest zasadzenie w swoich ogródkach jak największej ilości warzyw lub nakarmienie głodnej świnki. 

PRZYGOTOWANIE GRY

Tak to już jest w przyrodzie, że żeby coś zebrać trzeba najpierw włożyć sporo pracy w przygotowanie wszystkiego. Każdy z graczy otrzymuje więc arkusz przedstawiający farmę do zagospodarowania oraz ołówek. Przed rozpoczęciem gry trzeba wybrać wariant zabawy - zasady podstawowe sprawdzą się na pewno w grze z młodszymi dziećmi. Starsi gracze mogą sobie podnieść poziom trudności i zająć się bardziej zaawansowaną hodowlą roślin. 

Wybieramy pierwszego gracza, który dostaje świnkoznacznik. Następnie w zależności od liczby graczy należy wyłożyć odpowiednią ilość kosteczek. Ich liczba jest ograniczona przy rozgrywce dwuosobowej - farmerzy dysponują wtedy łącznie 6 kośćmi (po 2 z każdego koloru).

Farma przygotowana, sadzonki są, no to łopaty...tfuuu...ołówki w dłoń i do pracy!