Bruno Cathala. Człowiek, który (czy to
sam czy też we współpracy z innym autorem) ma na koncie naprawdę wiele gier.
Gier lepszych i gorszych, jednakże nie schodzących poniżej pewnego poziomu.
Jest to jeden z tych twórców, na których gry, zwłaszcza te duże, czeka się z
niecierpliwością.
Pamiętam, gdy pojawiły się przecieki dot. Yamatai, pierwsze
grafiki, pierwsze wrażenia, to pewnie wielu graczom na świecie ta gra wskoczyła
na radar. Mi zresztą też. Zwłaszcza, że szczątkowe opinie, które się pojawiały
porównywały tę grę do Five Tribes, które to lubimy i cenimy. W końcu gra do nas
dotarła i cóż… a zresztą nie uprzedzajmy faktów. Zapraszam do lektury recenzji.
Całość zamknięta jest w dużym pudle,
charakterystycznym dla Days of Wonder. Wewnątrz znajdziemy masę komponentów,
które naprawdę sporo ważą. Mamy planszę główną, mamy planszetki gracza, mnóstwo
kafelków, żetonów, oczywiście drewno. Całość robi wrażenie.
Oczywiście, jak to w przypadku gier DoW
bywa, w pudle mamy funkcjonalną wypraskę, która pozwala na wygodne
przechowywanie komponentów. Tradycyjnie jednak lepiej zostawmy kartony, z
których wyciskaliśmy żetony. Dlaczego? Prosty eksperyment. Załadujmy cały
dobytek do pudła i postawmy go do pionu. Gwarantuję, że cały porządek pójdzie na
ryby. Trochę to denerwujące, ale cóż, ten typ tak ma.
Wykonanie gry, to tradycyjnie
jakość sama w sobie. Ale do tego Days of Wonder już dawno nas przyzwyczaiło.
Jednakże muszę się przyczepić do dwóch rzeczy. Mamy w sumie cztery kolory
graczy, jednakże, chcąc zagrać np. w dwie osoby, muszę korzystać z dwóch
dostępnych (pomarańczowego i turkusowego), czyli dokładnie to samo zostało
poczynione w Five Tribes. Żeby zagrać
szarym, do planszy musi zasiąść 4 osoby. Szkoda, że DoW nie wyposażyła
wszystkich kolorów gracza w odpowiednią ilość elementów. Druga sprawa to
drobnostka. Chodzi mi o brak notesu do liczenia punktów. Na koniec gry musimy
dokonać prostego dodawania punktów zdobytych za różne rzeczy i wzorem Five
Tribes, można było coś takiego dołączyć do gry.
Muszę pochwalić instrukcję. Napisana
bardzo przystępnie z mnóstwem przykładów. Po jej przeczytaniu w zasadzie nie ma
większych problemów z rozgrywką.
CEL GRY
Królowa Himiko miała kaprys budowy
stolicy Yamatai. W tym celu skrzyknęła najlepszych architektów, którzy stanęli
w szranki w celu budowy najpiękniejszego miasta w archipelagu. Zwycięzca może
być tylko jeden a jego imię zapisze się w annałach królestwa.
Jak łatwo się domyślić, wcielamy się w
rolę jednego z takich starożytnych budowniczych, którzy korzystając z
możliwości flot królestwa a także zatrudnianiu odpowiednich fachowców, mamy za
zadanie bycie lepszym od pozostałych graczy. Innymi słowy, mamy tak grać, żeby
zdobyć największą liczbę punktów zwycięstwa na koniec gry.





