środa, 30 września 2026

Wyprawa do Eldorado: Gra kościana - recenzja gry roll and write wydawnictwa Nasza Księgarnia.


Wyprawa do El Dorado to z całą pewnością jedna z ważniejszych gier w portfolio Naszej Księgarni. Od lat stoi u nas na półce i regularnie wraca na stół oferując po prostu dobrą zabawę. Kiedy dowiedzieliśmy się, że Nasza Księgarnia szykuje wersję kościaną, byliśmy ciekawi, ile z ducha oryginału uda się przenieść na kartkę papieru wspierając się kośćmi.

Reiner Knizia to autor, który zjadł zęby na prostych, kościanych mechanizmach, więc nie mieliśmy mogliśmy spodziewać się kolejnego dobrego tytułu w dorobku pana doktora.

Wyprawa do El Dorado: Gra kościana przenosi znany z wcześniejszych odsłon klimat poszukiwania legendarnego złotego miasta do świata kości, ołówków i indywidualnych arkuszy ekspedycji. Tematycznie zatem mamy swoistą kontynuację oryginału, co dodatkowo podkreśla oprawa graficzna niesamowitego Vincenta Dutrait.

Jak zatem wypadła w naszych oczach ta nowa wyprawa? Zapraszam do lektury, w której to podzielimy się naszymi wrażeniami płynącymi z rozgrywki.


Recenzja jest efektem współpracy recenzenckiej/współpracy reklamowej z Wydawnictwem. Wydawnictwo nie miało wglądu w tekst przed jego publikacją, ani wpływu na naszą opinię o grze.

CO ZAWIERA GRA

W niewielkim pudełku znajdziemy (zgodnie z tytułem gry) siedem kości. Sześć z nich to kości ekspedycji przedstawiające maczetę, wiosło, pochodnię, mapę, amulet oraz monety. Siódma jest nieco inna - na niej znajdziemy drogowskazy oraz monety.


Do tego otrzymujemy spory bloczek arkuszy. Mamy cztery różne ekspedycje, które nie są jedynie kosmetycznymi wariantami tej samej planszy. Kolejne arkusze wprowadzają nowe rozwiązania i dodatkowe możliwości, dlatego autor sugeruje poznawanie ich po kolei.

Całość uzupełnia książeczka przedstawiającą historię związana z legendą El Dorado oraz zestaw ołówków, dzięki czemu jesteśmy w pełni przygotowani do rozgrywki

Załączona instrukcja napisana w stylu Naszej Księgarni, czyli dokładnie tak, jak lubimy. Prosto, z czytelnymi przykładami.

CEL GRY

Naszym celem jest dotarcie do El Dorado przed pozostałymi uczestnikami wyprawy.

Nie wystarczy jednak po prostu przedrzeć się przez kolejne pola. Po drodze musimy odwiedzać świątynie i składać wymagane ofiary z monet. Dopiero kiedy spełnimy wszystkie wymagania swojej ekspedycji, będziemy mogli wkroczyć do legendarnego miasta.


Całość jest więc wyścigiem, ale nie takim, w którym po prostu przesuwamy pionek jak na klasycznej planszy. Sami budujemy swoją trasę, wykreślając kolejne pola na arkuszu. Musimy odpowiednio zarządzać kośćmi, zdobywać potrzebne zasoby i rozwijać możliwości znajdujące się w dolnej części arkusza.

Ten, kto zrobi to najszybciej, zostaje ogłoszony zwycięzcą.

PRZYGOTOWANIE GRY

Na początku wybieramy jedną z czterech ekspedycji. Każdy z nas otrzymuje identyczny arkusz wybranej ekspedycji oraz ołówek. Następnie ustalamy, czy gramy w wariancie łatwiejszym, czy trudniejszym. W tym drugim przypadku musimy spełnić dodatkowe wymaganie związane ze świątynią, dzięki czemu droga do El Dorado staje się nieco bardziej wymagająca.


Wybieramy również osobę rozpoczynającą rozgrywkę. Wszystkie siedem kości trafia na środek stołu i możemy zaczynać naszą wyprawę.

Przygotowanie jest więc niezwykle szybkie. Nie mamy tutaj rozstawiania planszy, układania talii czy przygotowywania dużej liczby znaczników. W zasadzie po rozdaniu arkuszy możemy niemal od razu przejść do pierwszego rzutu.

PRZEBIEG GRY

Rozgrywka opiera się na rzucaniu kostkami i zapisywaniu wyników na arkuszu.

Osoba rozpoczynająca rzuca wszystkimi siedmioma kośćmi, po czym wybiera jedną z nich. Następnie kolejna osoba wybiera jedną z pozostałych kości, potem kolejna i tak dalej. Kiedy wszystkie kości zostaną wybrane, kolejna osoba zostaje rozpoczynającym i ponownie rzuca całym zestawem.


Każdą wybraną kość wykorzystujemy w jednym z dwóch miejsc naszego arkusza. Pierwszym jest część ekspedycyjna, w której przemierzamy dżunglę. Kolejne pola muszą sąsiadować z wcześniej odwiedzonymi przez nas obszarami, a symbol na wybranej kości musi odpowiadać symbolowi pola. Drogowskaz działa tutaj jak joker i pozwala zastąpić większość wymaganych symboli.

Drugą możliwością jest dolna część arkusza. To właśnie tutaj możemy przygotowywać sobie różnego rodzaju zasoby i bonusy. Czasami bardziej opłaca się zrezygnować z natychmiastowego posunięcia naprzód, aby przygotować coś, co w kolejnych turach pozwoli nam zrobić znacznie więcej.


W kolejnych ekspedycjach pojawiają się dodatkowo odkrywcy. Możemy ich odblokowywać, wypełniając odpowiednie pola, a ich zdolności zapewniają nam stałe korzyści. Dzięki temu kolejne arkusze nie są jedynie powtórzeniem pierwszego. Dochodzą nowe możliwości kombinowania i planowania.

Istotną rolę odgrywają także świątynie. To one sprawiają, że nie możemy bezmyślnie pędzić w stronę El Dorado. Musimy odpowiednio przygotować się finansowo i zapłacić wymagane ofiary. Co ciekawe, wysokość ofiar ustalana jest ustalana przez pierwszego gracza, który dotrze do danej świątyni. W efekcie tempo naszej wyprawy może mieć wpływ na sytuację pozostałych uczestników.


W trakcie gry musimy więc cały czas podejmować decyzje. Czy ruszamy dalej? Czy inwestujemy kość w rozwój swoich możliwości? Czy zabieramy przeciwnikowi potrzebny symbol? Czy może lepiej przygotować sobie zaplecze, które pozwoli nam później wykonać kilka mocniejszych ruchów?

Im dalej w las, tym bardziej zaczynamy dostrzegać, że pozornie prosta gra ma całkiem przyjemną warstwę decyzyjną.

ZAKOŃCZENIE GRY

Gra kończy się w momencie, kiedy któryś z graczy dotrze do El Dorado. Nie przerywamy jednak natychmiast rundy. Pozostali gracze otrzymują jeszcze możliwość wykonania swoich ruchów, tak aby każdy miał tyle samo tur.


Jeżeli tylko jedna osoba zdołała wejść do El Dorado, zostaje zwycięzcą. Jeżeli udało się to kilku osobom, porównujemy wartości zapisane przy świątyniach. Wygrywa spośród nich osoba z najwyższą sumą. W przypadku remisu zwycięstwo jest dzielone.

WRAŻENIA

Wyprawa do El Dorado: Gra kościana bardzo dobrze pokazuje, jak wiele można wycisnąć z kilku kości i arkusza papieru. Z jednej strony mamy tutaj grę niezwykle prostą. Rzucamy kośćmi, wybieramy jedną i zaznaczamy odpowiednie pole. Z drugiej strony już po kilku partiach zaczynamy dostrzegać, że za tym prostym systemem kryje się całkiem sporo planowania.


Bardzo przypadł nam do gustu mechanizm wspólnego wyboru kości. Nie rzucamy własnym kompletem i nie rozwiązujemy wyłącznie własnej łamigłówki. Wszyscy korzystamy z tego samego zestawu wyników. Oznacza to, że każda nasza decyzja może jednocześnie pomóc nam i zaszkodzić przeciwnikowi.

Jednocześnie nie jest to gra, w której możemy przez cały czas patrzeć wyłącznie na rywali. Nasza własna ekspedycja ma swoje wymogi, a trasa, którą zaczynamy budować, wpływa na kolejne możliwości. Musimy więc umiejętnie łączyć obserwowanie stołu z planowaniem własnego arkusza.


Bardzo dobrze działa również dolna część arkusza. Początkowo może wydawać się dodatkiem, ale szybko okazuje się jednym z najważniejszych elementów całej gry. Pozwala nam przekształcać pozornie nieprzydatne wyniki w coś, co przyda się później. Dzięki temu losowość kości nie jest aż tak okrutna, jak mogłoby się wydawać na początku.

Oczywiście losowości całkowicie wyeliminować się tutaj nie da. To nadal gra kościana i czasami po prostu nie zobaczymy potrzebnego symbolu. Ważne jest jednak to, że mamy kilka sposobów reagowania na taką sytuację. Możemy zmienić sposób wykorzystania kości, skorzystać z przygotowanych wcześniej zasobów albo spróbować innej drogi. Dzięki temu nie czujemy się całkowicie bezradni wobec wyniku rzutu.


Doceniamy także cztery różne ekspedycje. Pierwsza pozwala spokojnie poznać podstawowe zasady, natomiast kolejne dokładają nowe elementy. Odkrywcy i ich zdolności powodują, że wraz z kolejnymi arkuszami zmienia się sposób podejmowania decyzji. Nie mamy więc poczucia, że po dwóch rozgrywkach zobaczyliśmy już wszystko.

Pod względem regrywalności gra wypada naprawdę dobrze. Duże znaczenie ma losowy układ kości, kolejność ich wybierania oraz decyzje podejmowane przez pozostałych graczy. Do tego dochodzą cztery ekspedycje i wariant ekspercki. Kolejne partie potrafią więc przebiegać zupełnie inaczej, a my możemy testować inne sposoby prowadzenia naszej wyprawy.


Skalowalność również oceniamy pozytywnie. W dwie osoby gra jest bardziej przejrzysta i mamy większą kontrolę nad tym, jakie kości pozostaną nam do wyboru. Przy większej liczbie graczy rośnie natomiast znaczenie obserwowania przeciwników, ponieważ zanim ponownie przyjdzie nasza kolej, dostępny zestaw może zmienić się diametralnie. Przy czterech osobach wybór kości jest niewielki i musimy liczyć się z tym, że wymarzony wynik po prostu do nas nie dotrze.

Czas rozgrywki również jest dobrze dopasowany do tego, co gra oferuje. Około 45 minut pozwala nam otrzymać konkretną dawkę planowania bez poczucia, że rozgrywka niepotrzebnie się przeciąga. Przy dwóch osobach możemy zamknąć partię szybciej, natomiast większe grono zwykle potrzebuje trochę więcej czasu.



Czy gra daje nam poczucie prawdziwej wyprawy? Tutaj mamy nieco mieszane odczucia. Temat jest obecny przede wszystkim dzięki symbolice, nazwom i charakterystycznej oprawie. Mechanicznie jest to jednak przede wszystkim sprytna gra kościana typu roll and write z wyścigiem do celu. Nie otrzymujemy tak mocnego poczucia budowania ekspedycji, jakie może kojarzyć się z planszową Wyprawą do El Dorado. I naszym zdaniem warto mieć to na uwadze przed rozpoczęciem zabawy.

Nie zmienia to jednak faktu, że jako samodzielna gra wersja kościana broni się całkiem dobrze. Jest szybka, przystępna i daje nam wystarczająco dużo decyzji, żebyśmy nie mieli poczucia, że tylko wykreślamy kolejne pola zgodnie z wynikiem rzutu.


Podoba nam się stosunek prostoty zasad do możliwości kombinowania. Nowym graczom nie musimy tłumaczyć kilkunastu wyjątków, a jednocześnie osoby bardziej doświadczone szybko zaczynają kombinować, jak wykorzystać dostępne kości, jak rozwinąć część środkową arkusza i jak nie pozwolić przeciwnikom zdobyć potrzebnych im wyników.

Wyprawa do El Dorado: Gra kościana nie próbuje być kopią swojej planszowej poprzedniczki. Zamiast tego bierze znane motywy i wykorzystuje je do stworzenia lekkiego, dynamicznego wyścigu z kośćmi. My bardzo lubimy takie podejście, szczególnie wtedy, gdy gra zachowuje własny charakter. Tutaj właśnie tak jest. Zdecydowanie warto sprawdzić.



Plusy:

+ krótki czas przygotowania i rozgrywki,
+ cztery różne mapy zwiększają regrywalność,
+ estetyczne wydanie i klimatyczne ilustracje,
+ pamiętnik z wyprawy jako miły dodatek fabularny,
+ dobra skalowalność.

Minusy:

- niewielka interakcja bezpośrednia,
- losowość kości,
- nie oddaje głębi pierwowzoru z kartami,
- bloczek z mapami niestety się wyczerpuje.


Liczba graczy: od 2-4 osób
Wiek: od 10 lat
Czas gry: 45 minut
Rodzaj gry:
gra strategiczna,
gra roll and write,
Zawartość pudełka:
* 7 kości
* 4 arkusze ekspedycji (mapy)
* Pamiętnik z wyprawy
* instrukcja.
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Cena: 50-90 zł (X 2026 r.)
Autor: Reiner Knizia
Ilustracje: Vincent Dutrait

Serdecznie dziękujemy Wydawnictwu Nasza Księgarnia za przekazanie egzemplarza gry do recenzji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz