niedziela, 31 lipca 2016

KOMISARZ WIKTOR.SPRAWA ZAGINIONEGO OBRAZU: Mamy Cię Robaczku! - recenzja gry.

Jakiś czas temu, przy recenzji AbaloneQuattro, stwierdziłem, że mamy słabość do gier logicznych Lubimy ten typ gier i już. W naszej kolekcji mamy całkiem sporo gier tego typu i nigdy nie pogardzimy kolejnym. 

Tym razem na tapetę trafia nowość wydawnictwa Tailor Games – Komisarz Wiktor. Sprawa zaginionego obrazu. Czy przekonała nas do siebie? Zapraszam do lektury recenzji.



CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta jest w średniej wielkości pudełku. A co znajdziemy w środku obok dobrze napisanej instrukcji? Ano:





  • 32 kafle Podejrzanych,
  • 4 kafle Komisarza Wiktora
  • 8 znaczników Niewinności
  • 22 znaczniki Wizerunku






Narzekałem na pudełko w Leśnej drace. Teraz jeszcze bardziej ponarzekam. Rzadko kiedy można spotkać pudełko, które by w ogromnej większości przechowywało powietrze. Rozumiem, że wydawnictwo zdecydowało się na przyjęcie pewnego standardu pudełek swoich gier, ale…zresztą sami spójrzcie *:



Na szczęście reszta komponentów jest na wysokim poziomie, a grafiki cieszą oko.

CEL GRY


Muzeum. Drogie obrazy. Kradzież. Nie raz i nie dwa te trzy wyrazy budowały scenariusz niejednego filmu czy książki. Tym razem tworzą kanwę gry. Naszym zadaniem jest wcielenie się w rolę jednego ze śledczych, podwładnych tytułowego Inspektora Wiktora. Postawił nam niełatwe zadanie do wykonania – odnalezienie sprawcy zuchwałej kradzieży znanego (i pewnie obrzydliwie drogiego) obrazu z miejscowego muzeum. Ten, kto tego dokona, zostanie sowicie wynagrodzony.

Dostaniemy do dyspozycji kilkadziesiąt kafli podejrzanych, będziemy tak kombinowali, żeby koniec końców wyłonić wizerunek tego, który naszym zdaniem dokonał przestępstwa. Wygrywa ten, kto zdobędzie największą liczbę punktów.


czwartek, 28 lipca 2016

Mistrzostwa Europy w układaniu kostki Rubika zakończone- Pięciu Polaków zdobyło tytuł Mistrza Europy.

Układanie łamigłówki w zawrotnym tempie stopami, jedną ręką lub z zasłoniętymi oczami – niesamowite emocje towarzyszyły zakończonym niedawno Mistrzostwom Europy w układaniu kostki Rubika. Za nami trzy dni kręcenia na najwyższym poziomie, podczas których polscy zawodnicy zdobyli cały worek medali. Nasza drużyna przywiozła z czeskiej Pragi jedenaście krążków, z czego aż pięć złotych.


Sponsorem wydarzenia była polska firma TM Toys sp. z o.o., wyłączny dystrybutor kostki Rubika w naszym regionie. W dniach 15-17 lipca w Radotín – dzielnicy czeskiej Pragi – fani łamigłówek na własne oczy zobaczyli, jak najlepsi na świecie biją rekordy narodowe, europejskie i światowe, rywalizując ze sobą w 18 konkurencjach. Łączna pula nagród w trakcie mistrzostw wyniosła 10 000 euro. – To był prawdziwy festyn speedcubingu. Na sali było 500 osób, ponad 40 reprezentacji i mnóstwo kolorowych flag. Można było usłyszeć różne języki, dzięki czemu panowała międzynarodowa i rodzinna atmosfera. Oprócz samej rywalizacji niesamowite wrażenie zrobił turniej mozaik, podczas którego układano obrazy z kostek Rubika. W czasie zawodów powstało rekordowo duże logo – do stworzenia emblematu naszej imprezy użyto 4 tysięcy łamigłówek – mówi Adam Polkowski z Polskiego Stowarzyszenia Speedcubingu.



wtorek, 26 lipca 2016

FLICK'EM UP!: stój, bo pstrykam! - recenzja gry.

Gdy sięgam pamięcią do czasów mojego dzieciństwa, to pojawia mi się przed oczami obraz bandy umorusanych chłopaków, którzy potrafili spędzić cały dzień w takiej dużej piaskownicy grając w kapsle. Ileż to Wyścigów Pokoju czy Tour de France wtedy rozegraliśmy…Inną moją pasją (która na szczęście nie minęła) były książki, a wśród nich proza Wiesława Wernica, Longina Jana Okonia, czy wreszcie klasyka czyli Karola Maya. Wszystkie one traktowały o Dzikim Zachodzie, o kowbojach, Indianach, etc.

Czemu o tym piszę? Ano dlatego, że ktoś, jakby mi czytał w myślach i połączył kapsle z westernem. Tak powstała Flick’em Up. Gra planszowa, której planszą jest po prostu kawałek stołu, czy też podłoga. Gra, która wywołała sporo zamieszania – wprowadziła pewien powiew świeżości. Pierwsza jej wersja zamknięta była w dużym, drewnianym pudle, wypełnionym masą elementów (oczywiście w dużej części drewnianych). Niestety sprawiało to, że jej cena była dość wygórowana i stanowiła całkiem sporą barierę dla większości graczy. Całe szczęście ktoś pomyślał. Drewno zastąpiono plastikiem, a samo pudełko uległo znacznemu zmniejszeniu, a jak donosi dobry duszek w osobie Marcina Krupińskiego, gra przy tym absolutnie nie ucierpiała, a jest wręcz na odwrót. Wszystko to spowodowało, że i cena spadła, a dzięki wydawnictwu Lacerta, Flick’em Up! mogła zawitać w polskiej wersji nad Wisłę. Jak zatem wyszło to połączenie? Zapraszam do recenzji.




CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta jest w średniej wielkości pudełku. Zawartość pokazywaliśmy już w naszym unboxingu - odsyłamy tam wszystkich spragnionych szczegółowych zdjęć.  

W środku, oprócz dość dobrze napisanej instrukcji znajduje się całkiem sporo komponentów:
  • 12 figurek (5 czarnych, 5 białych, po jednej niebieskiej i różowej),
  • 12 zdejmowalnych kapeluszy (10 ponumerowanych od 1 do 5, 2 bez numerów)
  • 10 żetonów kowbojów (po 5 w obu kolorach)
  • 6 budynków
  • 1 szubienica
  • 72 żetonów (punkty życia, dynamit, rewolwer, strzelba i inne.)
  • 37 innych elementów (kaktusy, beczki, itp.)



Żeby zachować porządek, w środku znajdziemy funkcjonalną plastikową wypraskę. W dodatku wypraska ta jest zamykana plastikowym wieczkiem. Naprawdę ułatwia to życie.




CEL GRY





Podobnie jak w przypadku niedawno recenzowanego Bang! Pojedynek, pobawimy się w dobrych ludzi szeryfa i oczywiście czarne charaktery. Jedna grupa graczy będzie stróżami prawa, a druga wcieli się w rolę bandziorów. W zależności od wybranego scenariusza każda z grup będzie miała pewne cele do wykonania. Zwycięży ten, kto pierwszy zrealizuje swój cel, tudzież będzie bliższy jego osiągnięcia. Zwycięzca może być tylko jeden.





poniedziałek, 25 lipca 2016

Spostrzegawczość z kameleonem Leonem - książka i gra w jednym, czyli o kreatywnym rozwoju dziecka.

Pamiętam jak pierwszy raz, gdzieś w okolicy 4 urodzin naszej Marysi, Dziadkowie przynieśli jej dwa małe i niepozorne pudełeczka z zagadkami z pewnej znanej serii. Towarzyszyły jej przez wiele lat, przeżyły nie jedną podróż samochodem, uprzyjemniły nie jedno oczekiwanie w kolejce do lekarza. A przy tym przez zabawę uczyły nowych rzeczy. Gdyby sfatygowane kartonowe pudełeczka i swoiste fiszki spięte plastikowym pinem mogły przemówić opowiedziałyby pewnie długą i wciągającą historię przyjaźni łamigłówek z małą dziewczynką. 

Kiedy trafiła do nas informacja prasowa od Wydawnictwa Edgard dotycząca jednej z pozycji serii Kapitan Nauka od razu przypomniały mi się te sfatygowane, pogięte fiszki z zagadkami i zadaniami wszelakimi. A jeden rzut oka na stronę Wydawnictwa utwierdził mnie w przekonaniu, że na naszym rynku pojawiła się świetna seria materiałów edukacyjnych dla dzieciaków. Dlatego jako matka dwójki bystrzaków nie lubiących nudy i psycholog z wykształcenia i zamiłowania spieszę poinformować świat o istnieniu takich kreatywnych materiałów wspierających rozwój naszych pociech.

Kilka słów o Wydawnictwie Edgard

źródło: Strona wydawnictwa


Wydawnictwo Edgard, założone w 1996 roku, jest czołowym producentem książek, audiobooków, publikacji multimedialnych do nauki 30 języków obcych oraz nowoczesnych poradników z serii Samo Sedno. Wszystkie publikacje wydawnictwa cechuje wysoka jakość materiałów merytorycznych oraz różnorodność tematyczna. 

Wydawnictwo kieruje ofertę do klientów indywidualnych, szkół, innych wydawnictw oraz firm. Prowadzi również specjalistyczne serwisy internetowe poświęcone edukacji i nauce języków.





Seria Kapitan Nauka

Kapitan Nauka zaprasza dzieci do poznawania świata i poszerzania wiedzy poprzez kreatywną zabawę. W skład tej edukacyjnej serii wchodzą zagadki, gry i książeczki, które wspomagają szeroko pojęty rozwój dziecka.

Kapitan Nauka gwarantuje:

* materiały opracowane przez specjalistów – psychologów, pedagogów i terapeutów
* atrakcyjne treści dostosowane do wieku i możliwości dzieci
* oryginalne, zabawne ilustracje
* wspaniałą, rozwijającą zabawę dla całej rodziny!

Kapitan Nauka to marka lubiana przez dzieci i ceniona przez rodziców! Sprzyja rozwojowi wyobraźni i aktywności twórczej, a także pobudza ciekawość i zachęca do poznawania świata.

sobota, 23 lipca 2016

Na wiedeńskim planszówkowym szlaku...

Uważni goście naszego fanpage'a na FB pewnie od razu odkryli, że tegoroczny urlop (dla odmiany od zeszłorocznego lenistwa na łonie polskiej wsi) spędziliśmy mocno turystycznie. Bowiem zwiedzaliśmy wszerz i wzdłuż cesarski Wiedeń. Piękne, iście magiczne miejsce – nie da się ukryć.

Cesarskie miasto

Ale nie bylibyśmy sobą gdybyśmy w plan naszych urlopowych wojaży po Wiedniu nie wpisali miejsc związanych z naszą pasją czyli planszówkami. Przed wyjazdem badaliśmy rynek, przekopywaliśmy zakamarki internetów w poszukiwaniu informacji gdzie warto zajrzeć. A jest w czym wybierać.

Taki plakat znaleźliśmy
na jednej z wiedeńskich
 stacji metra



Możemy odwiedzić swoistą bibliotekę gier czyli Spielebox. Znajdziemy w niej ponad 6570 tytułów gier wszelakich – od gier dla dzieci, poprzez karcianki, gry rodzinne itp. itd. Istny raj dla planszoholików. Nic tylko siadać i grać. Spielbox to taka biblioteka dla planszoholików – wchodzisz, wybierasz grę i tak jak książkę możesz ją sobie wypożyczyć. Nie bez żalu ominęliśmy wybranie się tam - coś trzeba było wybrać w napiętym harmonogramie naszego pobytu...











Miłośników grania w towarzystwie przekąsek i napojów zapraszają podwoje Spiel Baru czy też Brot & Spiele. My urlopowaliśmy się w towarzystwie naszych kochanych ogonków więc „wypad” do baru musieliśmy sobie darować. Ale jeśli będziecie kiedyś w Wiedniu zajrzyjcie tam koniecznie. Jesteśmy pewni, że nie pożałujecie.

źródło: http://www.brot-spiele.co.at/


źródło: http://spiel-bar.at/













My na naszej mapie Wiednia zaznaczyliśmy sobie natomiast dwa miejsca – ni mniej ni więcej tylko sklepy z planszówkami. Powiecie, że gry można spotkać niemal w każdym sklepie z zabawkami na całym świecie – i to święta prawda. Na Mariahilfe Straße widzieliśmy je niejednokrotnie przed księgarnią czy innym tego typu sklepem. W Donau Zentrum (czyli największej galerii handlowej w Wiedniu) regały z grami spotkaliśmy w kilku sklepach. Ale my na naszej mapie punktów "must see" zaznaczyliśmy sobie bardzo klimatyczne miejsca dedykowane prawdziwym pasjonatom gier. Zobaczcie gdzie poszliśmy...


piątek, 22 lipca 2016

Cube Factory of Ideas czaruje, czyli o magicznej grze Czary Mary.

Bohaterka dzisiejszej informacji prasowej doczekała się już wielu wydań w różnych częściach świata. Była koreańska Abraca ..., What? Korean Boargames, Z-Man'owska Abracada... What?, niemiecka Simsala... Bumm? od Pegasus Spiele. Jakby nie była nazwana zebrała sporo nagród. A teraz ta iście magiczna pozycja trafia na nasz rodzimy rynek pod jakże chwytliwym tytułem Czary Mary. To wszystko za sprawą wydawnictwa CUBE Factory of Ideas.

O cóż w tym zaczarowanym tytule chodzi? Zdradza to sam wydawca w notatce prasowej. Zapraszamy do jej lektury.




Czarodzieje zebrali się u stóp wieży arcymaga z nadzieją, że znajdą w niej wyjątkowe zaklęcia i receptury, które dadzą im potężną moc i uczynią najsilniejszymi ze wszystkich! Nie ma więc co się dziwić, że w takim tłoku szybko dochodzi do sprzeczki, a ogniste kule i gromy z nieba zaczynają śmigać nad pojedynkującymi się postaciami! Czy wystarczy wam sprytu i zimnej krwi, żeby pozostać jedynym na polu bitwy i otworzyć wrota mistycznej budowli?

W Czary Mary gracze korzystać będą z zaklęć, aby wyeliminować przeciwników z gry i pozostać najpotężniejszym magiem na świecie! Tylko ci, którzy potrafią połapać się w ogólnym bałaganie, przechytrzyć konkurentów i zgadnąć jakimi czarami dysponują, sięgną po ostateczne zwycięstwo!


źródło: http://www.factorycube.com/gra/Czary-Mary/produkty

czwartek, 21 lipca 2016

HOLMES: SHERLOCK & MYCROFT: pojedynek wielkich umysłów - recenzja gry.

Sherlock Holmes jest z pewnością jedną z najbardziej znanych postaci literackich. Genialny detektyw wraz ze swoim wiernym przyjacielem Doktorem Watsonem potrafił rozwiązać wydawałoby się nierozwiązywalne sprawy kryminalne. Ciekawostką jest to, że został uśmiercony, a następnie przywrócony do życia (po prośbach czytelników). W sumie Arthur Conan Doyle napisał 4 powieści i aż 56 opowiadań, w których to Holmes jest głównym bohaterem. 

Ja osobiście mam słabość do Sherlocka (podobnie jak i do Herculesa Poirot i Panny Marple) i lubię od czasu do czasu powrócić do klasyki literatury kryminalnej. 
Okazuje się, że Holmes miał brata – Mycrofta (pojawił się w jednym z opowiadań Conan Doyle’a), który był obdarzony równie lotnym umysłem co Sherlock. W odróżnieniu jednakże od swojego znanego brata pracował dla rządu i zajmował się zupełnie innymi sprawami.

Tak czy inaczej losy obu braci splotły się w grze pt. Holmes: Sherlock & Mycroft autorstwa Diego Ibáñeza. Obaj starają się rozwiązać zagadkę tajemniczego zamachu w Pałacu Westminsterskim. Czy im się to uda? Zapraszam do recenzji.




CO ZAWIERA GRA

Wszystko, począwszy od niewielkiego pudełka, planszy, na kartach kończąc to najwyższa jakość. No może poza smutnym i nijakim wnętrzem pudełka. 

A co znajdziemy w środku obok dobrze napisanej instrukcji? Ano:

  • planszę główną – swoisty pamiętnik przedstawiający 7 dni śledztwa
  • 6 znaczników akcji – po 3 dla każdego z braci Holmes
  • 12 kart postaci, które można spotkać na kartach powieści i opowiadań o Sherlocku Holmesie
  • 52 katy wskazówek
  • 24 znaczniki śledztwa w postaci tekturowych lupek
  • 3 karty opcjonalne przedstawiające Sherlocka/Mycrofta (karta dwustronna) oraz dwóch największych antagonistów: profesora Moriarty’ego i jego prawą rękę Sebastiana Morana. Karty te używane są w nieco bardziej zaawansowanych rozgrywkach.

Warto wspomnieć o pracy grafika. Pedro Soto wykonał kawał dobrej roboty. Oprawa graficzna naprawdę robi wrażenie i świetnie wpisuje się w tematykę gry.

CEL GRY

Jak wieść gminna niesie, 24 lutego roku pańskiego 1895 mieszkańcy Londynu zostali obudzeni w dość specyficzny sposób. Otóż w pałacu Westminsterskim wybuchła bomba. Na miejscu zamachu służby bezpieczeństwa odnalazły niejakiego Michaela Chapmana, młodego robotnika, powiązanego z ruchami anarchistycznymi. Zaczyna się śledztwo, po przeciwnych stronach barykady staną Mycroft (mający na celu udowodnienie winy Chapmana) i Sherlock (mający udowodnić niewinność młodego robotnika). Kto w tym śledztwie będzie górą? O tym rozstrzygną gracze, którzy będą gromadzić wskazówki niezbędne do rozstrzygnięcia zagadki tajemniczego wybuchu.

No dobra, historia historią. Tak naprawdę będzie to swoisty wyścig, w którym obaj gracze będą starali się zdobyć odpowiednie karty, które to pozwolą na osiągnięcie zdobyczy punktowych. Ten, kto zdobędzie ich najwięcej, wygrywa.


wtorek, 19 lipca 2016

LEŚNA DRAKA: w pogoni za żołędziem - recenzja gry.

Co prawda mamy środek lata, ale nic stoi na przeszkodzie, żeby nieco przyspieszyć zegar i myślami sięgnąć do jesieni. Czemu jesieni? Bo ta pora roku jest bardzo intensywnym czasem dla bohaterek gry, którą dziś recenzujemy. 

Otóż wtedy to wiewiórki rozpoczynają żmudne gromadzenie zapasów na zimę. Jedna taka mała wiewiórka jest w stanie zebrać nawet kilka tysięcy orzechów, nasion, żołędzi, etc., które później chomikuje w różnych miejscach, często zapominając o tym, gdzie są jej skarby. Ta ciężka praca wiewiórki posłużyła autorowi do stworzenia gry pt. Leśna draka. W sumie wersja robocza miała kilka różnych tytułów, ale z pomocą internautów ostatecznie mamy taki tytuł jaki mamy. I dobrze, bo z pewnością jest chwytliwy i doskonale odzwierciedla to co się dzieje podczas gry.




CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta jest w średniej wielkości pudełku. A co znajdziemy w środku obok dobrze napisanej instrukcji? Ano:

  • 6 bohaterek w postaci drewnianych wiewiórek w sześciu różnych kolorach (dodatkowo upiększone naklejkami)
  • 30 kafelków polany – z nich będzie budowana „plansza” do gry. Każdy taki kafelek posiada dwie strony różniące się od siebie kolorem tła (jasno- i ciemnozielonym). Ponadto na każdym kafelku znajduje się pewna liczna żołędzi oraz cyferka wskazująca na to, ile żołędzi znajduje się na drugiej stronie kafelka
  • 6 kart pory dnia – karty te będą wskazywać kolejne rundy (posiadają numerki od 1 do 6)
  • 49 kart akcji – każda taka karta zawiera jeden z siedmiu różnych piktogramów opisujących możliwe akcje gry. Dodatkowo każda posiada kolorową ramkę w jednym z sześciu kolorów (stanowi to ułatwienie podczas rozgrywania zaawansowanego trybu gry)
  • 60 żetonów zapasów (czyli takich swoistych monet) o wartościach 1, 5 i 10
  • 6 kafli koszyków z zapasami (czyli swoistych banknotów) o wartościach 30 i 60

Warto wspomnieć o pracy grafika. Malwina Górnisiewicz wykonała kawał dobrej roboty. Oprawa graficzna naprawdę robi wrażenie i świetnie wpisuje się w tematykę gry.





W środku mamy śliczną, a jednocześnie niezbyt funkcjonalną kartonową wypraskę. Całość została podzielona na dwie części. Jedna skrojona jest pod kafelki, a druga? No właśnie nie wiem, bo karty w żaden sposób się tam nie mieszczą muszą leżeć na skos. Poza tym pudełko jest zwyczajnie za duże i przechowuje sporo powietrza. Rozumiem, że wydawnictwo zdecydowało się na przyjęcie pewnego standardu pudełek swoich gier, ale wypraskę spokojnie można było zrobić inaczej, a tak (uprzedzając nieco fakty) na 3 gry, które niedawno pojawiły się na rynku jednocześnie (oprócz Leśnej draki  - Inspektor Wiktor i Karczemne opowieści) wypraska taka sprawdza się tylko w jednej (w drugiej jest jeszcze gorzej).








CEL GRY

Zadanie jest proste. Każda z wiewiórek zbiera zapasy na zimę. W tym celu kica sobie po leśnej polanie i zbiera sobie żołędzie. Ta, która okaże się najbardziej zaradna, wygra.

sobota, 16 lipca 2016

Nowe gry pod skrzydłami Vertimy.

W ofercie Vertimy gry dla prawdziwych drapieżców! Skracamy paznokcie, zdejmujemy obrączki, robimy miejsce na stole, a wszystko po to, by obudzić w sobie drapieżnika!









W ofercie Vertimy od kilku tygodni jest gra, która opowiada o odwiecznej walce stada ptaków ze świniami! Tylko uważaj – nigdy nie możesz zaatakować sam, w końcu w stadzie siła. I uważaj na jajka! Czy będziesz świnią, czy ptakiem – broń ich za wszelką cenę! 













czwartek, 14 lipca 2016

FLICK'EM UP! DZIKA STRZELANKA: co skrywa pudełeczko? (foto unboxing)

"Witaj w ekscytującym świecie "Flick'em Up! - Dzika strzelanka". Dzięki wciągającym scenariuszom i wyjątkowym elementom krajobrazu przekształcisz swój stół kuchenny albo podłogę w salonie w małe, aczkolwiek bezwzględnie rządzone, miasteczko na dzikim zachodzie. Nabij kule w swojego colta, ukryj się i strzelaj. Jeśli zakładasz, że twoi wrogowie okażą Ci litość, to jesteś głupcem."

Czytając ten tekst nie trudno się domyślić, że czeka na nas iście kowbojska przygoda. Bowiem mamy do czynienia z niczym innym jak tylko grą ociekającą tym klimatem. Chcecie się przenieść choć na chwilę na ogrzany słońcem i pachnący gorącym piaskiem Dziki Zachód? Zatem zapraszamy w naszą fotograficzną podróż po zawartości długo wyczekiwanej gry, czyli Flick'em Up! - Dzika strzelanka. 


Nie da się ukryć, że pudełko ma solidny rozmiar i równie solidną wagę. Zaś grafika z okładki jasno wskazuje gdzie się zaraz znajdziemy. A co tam nas czeka? Przekonajmy się!

No to do dzieła! Otwieramy pudełeczko ...


Podnosimy wieko pudełeczka i naszym oczom (jak to przeważnie bywa) ukazuje się instrukcja do gry a pod nią cała reszta komponentów (za chwilę pokażemy je bliżej). Cierpliwi odkrywcy przekopując się przez plansze z elementami dotrą finalnie do całkiem zgrabnej wypraski.

Na całą zawartość solidnego pudełka składają się:



  • figurki kowbojów (12 sztuk)
  • żetony kowbojów (10 sztuk)
  • zdejmowane, dwustronne kapelusze (12 sztuk)
  • budynki (6 sztuk)
  • szubiennica
  • 72 żetony (opiszemy je później)
  • 37 innych elementów ( w tym beczki, skrzynie, zegar ratuszowy, kaktusy itp.)



Wszystkie elementy znajdują swoje miejsce w świetnej wyprasce. Wielkie brawa - dawno nie widziałam takiego organizera w pudełku z grą. A to posiada jeszcze plastikową pokryweczkę. Majstersztyk wśród wyprasek!





Rzućmy zatem okiem na poszczególne elementy:

wtorek, 12 lipca 2016

BANG! POJEDYNEK: w samo południe - recenzja gry.

Lubicie westerny? Ja tak. Kiedyś może lubiłem bardziej, teraz już mniej. Tak czy inaczej wśród moich ulubionych filmów znajdzie się miejsce dla kilku westernów, wśród których szczególne miejsce zajmują klasyczne Rio Bravo z Johnem Waynem i Deanem Martinem i zdecydowanie mniej klasyczne The Unforgiven Clinta Eastwooda. Dlatego też lubię gry z klimatem westernowym w tle.

Dziś zaprezentujemy pierwszą z westernowych nowości planszówkowych, która ostatnimi czasy pojawiła się w Polsce. Recenzja tej drugiej powinna pojawić się wkrótce.

Przyznaję się bez bicia, że do tej pory nie miałem do czynienia z żadnym tytułem z serii Bang! No chyba, że za takową można by uznać wersję na komórkę, w którą grałem parę lat temu. Lubiłem tę grę, choć nie raz i nie dwa dostałem baty od telefonu. Z pewną zatem nieśmiałością podszedłem do Bang! w wersji dla dwóch osób. Czy było się czego bać? Zapraszam do recenzji.




CO ZAWIERA GRA

Całość zamknięta jest w niewielkim pudełeczku  W środku, oprócz dość dobrze napisanej instrukcji znajduje się:


  • 80 kart podzielonych na dwie talie po 40 kart – jedna przeznaczona jest dla stróżów prawa, druga zaś dla bandytów
  • 24 karty postaci – 12 stróżów prawa i 12 bandziorów. Każda taka karta zawiera kilka istotnych informacji, przede wszystkim informuje nas o żywotności danej postaci (ilości punktów życia) a także o unikalnej umiejętności specjalnej
  • 1 karta przygotowania do gry i 4 karty pomocy gracza
  • 2 żetony aktywnej postaci (AP) – po jednym dla każdej ze stron konfliktu
  • 20 żetonów punktów życia (w kształcie naboju)

Żeby zachować porządek, w środku znajdziemy funkcjonalną plastikową wypraskę, która została podzielona na dwa wgłębienia, w którym łatwo możemy przechować talie jednego i drugiego gracza.

CEL GRY

Skoro mamy do czynienia z westernem, więc z automatu mamy podział na tych dobrych ludzi szeryfa i oczywiście czarne charaktery. Jeden z graczy zatem wciela się w rolę stróżów prawa, a drugi kierował będzie losami bandziorów. Zadanie jest proste. W nazwie gry mamy wszakże „Pojedynek”. Zatem jedna i druga strona za wszelką ceną stara się wyeliminować swojego przeciwnika. Zwycięzca może być tylko jeden.




poniedziałek, 11 lipca 2016

11.07.2016 Terraformacja Marsa


Właśnie dziś, właśnie przed chwilą czyli o 12:00 Wydawnictwo Rebel aktywowało zapowiedź nowej gry Terraformacja Marsa. Zapraszamy do lektury informacji prasowej na temat tej gry. 







Ludzkość rozpoczęła ekspansję w Układzie Słonecznym. Na Marsie założono już kilka niewielkich kolonii. Ich mieszkańcy są odgrodzeni od naturalnego środowiska straszliwie zimnej, suchej i niemal pozbawionej atmosfery planety.

Zwiększenie odsetka migracji z Ziemi wymaga terraformacji Marsa, czyli dostosowania jego środowiska tak, aby zminimalizować śmiertelność spowodowaną wypadkami wśród kolonistów. W związku z tym Rząd Ziemi zdecydował się wesprzeć każą organizację, która przyczyni się do tego wiekopomnego dzieła.

Hojne dofinansowanie przyciąga gigantyczne korporacje, które pragną zwiększyć swój udział w rynku i stać się najbardziej wpływowymi podmiotami realizującymi projekt terraformacji. Ujarzmienie Czerwonej Planety to dla wielu szansa na oszałamiający sukces i niebotyczne zyski.


sobota, 9 lipca 2016

Mistrzostwa Europy w układaniu kostki Rubika – 10,000 euro w puli nagród.

Przed nami Rubik’s Cube European Championship 2016. 

Liczą się precyzja ruchów oraz opanowanie skomplikowanych algorytmów. Rekordziści układają kostkę Rubika w 21 sekund z zamkniętymi oczami. Z otwartymi potrafią rozwiązać tę pochodzącą z Węgier łamigłówkę jeszcze szybciej. Nawet w 5 sek.! Już niebawem najlepsi „speedcuberzy” zmierzą się podczas Mistrzostw Europy w układaniu kostki Rubika organizowanych 15-17 lipca w czeskiej Pradze.

Sponsorem wydarzenia jest polska firma TM Toys sp. zoo., wyłączny dystrybutor kostki Rubika w naszym regionie. W mistrzostwach weźmie udział ponad 500 „speedcuberów” (osób profesjonalnie zajmujących się wyczynowym układaniem kostki Rubika) z 44 krajów świata. Do Pragi pojedzie reprezentacja aż 79 Polaków, wśród których znajdują się np. Michał Plesowicz – aktualny mistrz Europy w „speedcubingu” jedną ręką oraz Marcin Kowalczyk – rekordzista Świata w układaniu wielu kostek pod rząd z zamkniętymi oczami. Zawodnicy zmierzą się w 18 konkurencjach, które różnią się od siebie np. wielkością i rodzajem kostki ale także sposobem jej układania. Oprócz wspomnianych metod kostkę można układać np. za pomocą stóp.

Najpopularniejsza łamigłówka świata

Kostka została stworzona w 1974 roku przez węgierskiego architekta Ernö Rubika i na początku nazywana była „Magiczną kostką”. Powstała, by pomóc studentom architektury w doskonaleniu wyobraźni przestrzennej. Okazała się hitem sprzedażowym i przez ponad 40 lat jej produkcji kostkę kupiło powyżej 250 milionów fanów łamigłówek.

Zdjęcia: Rubik's Brand Ltd.

Popularność kostki Rubika nie słabnie, szczególnie w Europie środkowej. Szacujemy, że tylko w Polsce, Czechach, Słowacji i na Węgrzech sprzedaje się około 350 tys. sztuk produktów na licencji Rubik’s rocznie – przekonuje Radosław Hec – dyrektor ds. sprzedaży w firmie TM Toys sp. z o.o., sponsora Rubik’s Cube European Championship 2016.

czwartek, 7 lipca 2016

BONGO: szalone safari - recenzja gry.

Bongo leśne (łac. Tragelaphus eurycerus) to największa spośród afrykańskich leśnych antylop zamieszkująca afrykańskie lasy tropikalne i góry w Dolinie Konga. To również tytuł gry autorstwa Bruno Faiduttiego. Gry, która ma już swoje lata, ale dzięki zapaleńcom z wydawnictwa 2 Pionki, została odświeżona i teraz mamy okazję w nią zagrać. 

2 Pionki mają rękę do gier, które są stosunkowo proste, ale potrafią rozgrzać mózg do czerwoności. Idealnym przykładem tego są choćby Szalone zegarki. Czy i Bongo dołączy do tego grona takich szalonego gier? Zapraszamy do recenzji.




CO ZAWIERA GRA

Całość mieści się w niewielkim pudełeczku, w którym znajdziemy (oprócz instrukcji) :



  • 8 kości zwierzaków (gnu, nosorożca i bongo)
  • 2 kości bambusa
  • 30 znaczników trofeum w trzech różnych kolorach

Duże, drewniane. tzw. customowe kości. Z pewnością wiele wytrzymają.




CEL GRY



Wyobraźmy sobie, że właśnie wpakowano nas do jakiego Land Rovera na afrykańskim safari. Żeby się nie nudzić przewodnik wymyślił nam zabawę w „znajdź zwierzaka”. Ale nie byle jakiego, mamy wypatrzeć albo gnu, albo bongo, albo nosorożca. Wygrywa ten, kto właściwie wypatrzy tego właściwego.
No dobra, na afrykańskim safari nie jesteśmy, ale cała reszta się w zasadzie zgadza. Rzucamy kośćmi i mamy za zadanie podać nazwę (lub też nie – oznajmiając, że nic nie pasuje) właściwego czworonoga
Mamy kilka kości i na podstawie wyników rzutu musimy prawidłowo wytypować tego właściwego. Sprawa jest prosta. Powiedzmy…


wtorek, 5 lipca 2016

Eko seria kart od Fabryki Kart Trefl Kraków.

Były zwariowane piksele, fantazyjne koszmary nocne, satyryczne karty Andrzeja Mleczki, historyczna talia "Alianci", a nawet piękna japońska "Hanafuda". Już we wrześniu do tego oryginalnego zestawu, dołączy nowy, wyjątkowy tytuł - ECO Playing Cards. Wyjątkowy, bo łączący zabawną formę z ważnym przesłaniem.




Wydawca wspólnie z Fundacją Nasza Ziemia, partnerem wydania kart ECO, zachęca, by włączyć się w ochronę środowiska naturalnego. To idea niezwykle bliska Fabryce Kart Trefl-Kraków. Wierzą, że wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za nasze otoczenie: środowisko i ludzi w nim żyjących. Produkując karty do gry Trefl dba, by korzystać z materiałów przyjaznych środowisku, oszczędza energię, segreguje odpady. Zaczynają od siebie – to ma sens! To założenie zainspirowało Trefl do stworzenia kart ECO. Chcą,by – obok zabawy – przypominały o najprostszych działaniach proekologicznych, o idei segregacji odpadów i recyklingu, a także o tym, że można dać starym przedmiotom drugie życie. Teoretycznie zużyte produkty tj. plastikowe butelki, kartonowe pudełka, ubrania czy meble w rękach kreatywnych i pomysłowych osób mogą zmienić się w nowe, unikatowe twory.



Talia dzieli się na cztery surowce odnawialne - karciane kolory: piki to metal, karo – szkło, kier – plastik i trefl – papier. Z tych surowców zbudowane są figury. Zabawna forma kart ma na celu (oprócz dobrej zabawy), zachęcenie dzieci i młodzieży do włączenia się w codzienne dbanie o środowisko naturalne oraz do tworzenia nowych rzeczy z tych, które przywykło się uważać za zużyte.

Daj drugie życie przedmiotom, nie wyrzucaj ich pochopnie do kosza!

Partnerem wydania kart jest Fundacja Nasza Ziemia. 
Planowana data premiery: wrzesień.


Informacja prasowa wydawnictwa 

piątek, 1 lipca 2016

Podsumowanie czerwca i plany na lipiec.

Czerwiec to miesiąc, który kochają wszystkie dzieci - te małe i te duże. Bowiem zaczyna się niczym innym jak ich świętem czyli Dniem Dziecka. A pod koniec tego słonecznego miesiąca nadchodzi czas wielkiej laby czyli wakacje. To wymarzony czas na planszówkowe chwile. 

Nam tegoroczny czerwiec wraz ze słońcem przyniósł także sporo prezentów od współpracujących z nami wydawnictw. A skoro nasza kolekcja gier się znowu powiększyła a majowa aktywność pozostawiała wiele do życzenia nie trudno zgadnąć, że czerwiec był dla nas gorącym miesiącem. I nie mamy tutaj na myśli bynajmniej temperatur panujących za oknem. 


Co takiego zadziało się w czerwcu na blogu?

Oj czerwiec był gorącym miesiącem, oj był. Udało nam się opublikować 14 postów a wśród nich:

Recenzje 11 gier:

  • Hexx (Fox Games)- logiczna układanka na szóstkę, prawdziwy killer wymagający spostrzegawczości i refleksu. Słowem wszystko co my tygryski lubimy najbardziej. 
  • Szeregowy pingwin (Rebel) - mała karcianka ze słodkimi grafikami schowana w niepozornej puszeczce. Ale jak bardzo pozory mogą mylić! Patrząc na nią oczekiwaliśmy prostej gry dla dzieci a okazała się faktycznie prosta jeśli chodzi o zasady, jednak nieźle wymagająca jeśli chodzi o samą rozgrywkę. Bardzo dobra pozycja - szkoda, że w internetach o niej głucho...
  • Kraby na fali (Fox Games) - kolejna nowość wydawnictwa Fox Games i kolejna fajna gra logiczna. W swojej mechanice bardzo przypomina nam Cappuccino,  w której to należało blokować i odcinać przeciwnika od terenu, dzięki któremu moglibyśmy zdobyć jak największą liczbę punktów. 
  • Kiwi. Leć nielocie, leć! (Egmont) - banalnie prosta gra dająca niewypowiedzianą frajdę. Ot po prostu pchełki na miarę XXI wieku. Nie mam zielonego pojęcia, co ma w sobie Kiwi. Leć nielocie, leć, ale my tę grę pokochaliśmy od pierwszego prztyknięcia. Po pierwszej rozgrywce była kolejna i kolejna i tak sobie poprztykaliśmy cały wieczór. I kolejne…